Dickson Choto: Gdy myślisz, że ktoś łatwo wygra… przegrywa


Przepytujemy byłego zawodnika Górnika, Pogoni i Legii

17 października 2019 Dickson Choto: Gdy myślisz, że ktoś łatwo wygra… przegrywa
Łukasz Laskowski / PressFocus

Na arenie międzynarodowej reprezentował Zimbabwe, choć nie osiągnął z kadrą niczego rewelacyjnego. W Polsce kojarzony z Górnika Zabrze, Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Z tym ostatnim klubem święcił swoje największe ekstraklasowe sukcesy i triumfy. Skała nie do przejścia i koszmar wielu napastników – Dickson Choto. Sympatyczny obrońca zakończył karierę w 2013 roku, dlatego nadszedł dobry moment, by sprawdzić, co u niego słychać.


Udostępnij na Udostępnij na

Dickson Choto rozegrał w polskiej lidze 164 mecze i kojarzony jest głównie jako bardzo dobry środkowy obrońca, podpora defensywy, a przy tym bardzo sympatyczny człowiek i dobry kolega. Swoją przygodę z piłką zakończył w 2013 roku, będąc wcześniej wieloletnim graczem warszawskiej Legii. W stolicy spędził dziesięć – pełnych sukcesów jak mistrzostwo czy puchary Polski – lat. Dziś prowadzi własną akademię, a korzystając z nadarzającej się okazji, zadaliśmy mu kilka pytań.

Czym się obecnie zajmujesz, Dickson?

Teraz prowadzę moją akademię, w której zajmuję się zawodnikami w przedziale wiekowym od 9 do 21 lat.

Jak wygląda poziom piłki w Zimbabwe?

Piłka nożna w Zimbabwe poprawia się między innymi dzięki drużynom kwalifikującym się do fazy grupowej Ligi Mistrzów CAF, ale wciąż mamy długą drogę do przebycia, aby nasza liga stała się jedną z lepszych w Afryce… kiedyś będzie (śmiech).

Widzisz tam sporo talentów?

Uważam, że w Zimbabwe jest ich sporo. Uruchamiam swoje kontakty i jestem w trakcie współpracy z niektórymi ludźmi w Europie, aby ci najlepsi chłopcy mogli dostać szansę.

Zmieńmy temat… Jak wspominasz Legię, chyba jeden z ważniejszych dla Ciebie klubów?

Wspominam Legię bardzo dobrze i nigdy jej nie zapomnę. Ten klub dał mi bardzo wiele jako osobie, zawodnikowi, a także mojej rodzinie.

A chciałbyś kiedyś do niej wrócić? 

Chciałbym pewnego dnia wrócić do Legii i ponownie być częścią tego klubu. Miło byłoby też spotkać się z dawnymi kolegami i przyjaciółmi.

Co najmilej wspominasz z Warszawy?

Przeżyłem tam wiele wspaniałych momentów, ale chyba jednym z takich najlepszych było zdobycie pierwszego medalu i wygranie ligi. Fajne było też to, kiedy kibice wymyślali o mnie piosenki, na przykład: Ktoś jest w krzakach? Kto, kto, kto? Dickson Choto! (śmiech).

Ligę w Polsce jak wspominasz?

W naszych czasach poziom był… twardy i silny. Nie wiem, czy liga jest znacznie silniejsza teraz czy nie, ponieważ niektóre wyniki są szokujące. Gdy myślisz, że ktoś łatwo wygra… przegrywa.

Który z dawnych rywali zalazł Ci najbardziej za skórę?

Nie mogę powiedzieć, że nie lubię jakiegoś napastnika, ale miałem kilku takich o różnych atrybutach, którzy dawali mi się we znaki. Byli to szczególnie ci niezbyt wysocy jak na przykład Frankowski.

Od Twojego pobytu trochę się u nas zmieniło, powstały choćby nowe stadiony…

Widziałem kilka nowych stadionów ekip, które wcześniej ich nie miały. Pokazuje to, że kluby inwestują i sprzedają swoje marki, co jest bardzo dobre, w końcu. Robi się to w Anglii, Hiszpanii, Niemczech, więc można to zrobić, jak widać, i w Polsce, a wtedy podnosi się też jakość.

Na koniec chcę zapytać, czy oglądasz mecze polskiej ligi albo reprezentacji?

Obserwowałem ich ostatnio, Polska kontra Macedonia i byłem rozdwojony, ponieważ w obu krajach mam przyjaciół. Ligę oglądam… tylko bramki i sprawdzam wyniki, dlatego że nie ma jej w telewizji. Wracając jeszcze do reprezentacji, to oglądam ją właśnie w telewizji, jest ok.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski