Pierwsza kolejka Ekstraklasy w rundzie wiosennej to widowisko szemrane. Derbowe hity Warszawy i Śląska były wydarzeniem stricte medialnym, bo sportowym na pewno nie. Kibole się biją, stadiony odstraszają, a zawodnicy na boiskach wciąż częściej zawodzą, niż zachwycają, czyli ligowa karuzela kręci się dalej.
W piątek inauguracyjny mecz odbył się w Bytomiu. Marek Motyka potwierdził, że Polonia nieprzypadkowo była jednym z największych odkryć rundy jesiennej. Remis z Wisłą Kraków podbuduje szatnię, ale już podbudowani ze Śląska nie wyjeżdżali zawodnicy „Białej Gwiazdy”. Gwiazdy lekko wyblakłej w tym sezonie, ale wciąż walczącej o Mistrzostwo Polski. Kolejne wpadki Wiśle przytrafiać się nie powinny. Maciej Skorża musi nadać nowy impuls zespołowi, by ten nie przestał wierzyć, że mistrzowski tytuł wciąż jest w zasięgu.

Derby Warszawy były smutnym widowiskiem. Nawet Leo Beenhakker zaszczycił swoją obecnością trybuny przy Konwiktorskiej. Wynikło jednak z tego tyle, że Polonia i Legia postanowiły się nie „krzywdzić”. Co więcej, postanowiły strzelać nawet bramki. Dla kibiców Legi może to i lepiej, że na stadion Polonii ich nie wpuszczono. Przynajmniej się nie wynudzili.
Walcząca o utrzymacie Cracovia Kraków, w przeciwieństwie do sąsiada zza miedzy, nie remisuje, a wygrywa. Piast Gliwice okazał się świetnym rywalem na początek. Zwycięskiego gola strzelił „syn marnotrawny”- Bartosz Ślusarski. Wyjechał robić karierę na Zachód, a wraca jak wszyscy. Miodek zza polskiej granicy, jednak nie taki słodki; słodkie za to zwycięstwo Cracovii.
O Derbach Śląska powiedziano już tak wiele i tak wiele napisano, że każde kolejne zdanie będzie tylko częścią szumu, z którego nic nie wynika. Wygrał Górnik, przegrało widowisko, wygrali „kibole”. Przegrała zacnie afiszowana idea, przegrał najzwyczajniej w świecie sport. Wolę pusty Stadion Śląski niż obrazki, na których niezidentyfikowane osobniki w niebieskich pelerynach rzucają się na policję z patykami czy kamieniami. Choćby na trybunach zasiadł Dalajlama, to hołota zawsze pozostanie hołotą.
Na szczęście w Białymstoku wiedzą, że podbić serca kibiców można tylko i wyłącznie bramkami. Autorem aż dwóch z trzech goli strzelonych przez Jagiellonię Arce był Tomasz Frankowski. Zawodnik, który nie podbił nawet MLS, w Polsce bohaterem stał się z miejsca. Rodzą się pytania: czy nasza liga jest aż tak słaba? Czy po prostu „Franek” najbardziej kocha polskie murawy?
Lechia Gdańsk podzieliła się punktami ze Śląskiem Wrocław. Z cyklu: „ Synowie marnotrawni wracają”- Jarosław Fojut. Powiedział o sobie ostatnio: „made in England”, a w meczu z Lechią strzelił bramkę. Wojaże po lidze angielskiej nie przyniosły mu sukcesu, ale za to ten młody chłopak nauczył się pokory. Dzięki temu ma szansę, przynajmniej w polskiej lidze, zaistnieć.










