Real Betis zremisował z Sevillą 1:1 w spotkaniu w ramach zaległej pierwszej kolejki Primera Division. Podopieczni Pepe Mela pierwsi objęli prowadzenie po golu Benata z rzutu wolnego, ale na kilka minut przed przerwą wyrównał Negredo. „Los Verdiblancos” nie wykorzystali faktu, że ostatnie 20 minut grali z przewagą jednego zawodnika.
Pierwsze od trzech lat derby Sewilli upłynęły pod znakiem wzajemnego szacunku do rywala – w piątek delegaci obydwu klubów stawili się w ratuszu na oficjalnym spotkaniu z prezydentem miasta, na trybunie honorowej wszyscy przedstawiciele i prezesi siedzieli obok siebie, a dodatkowo piłkarze Sevilli wybiegli na murawę w koszulkach mających wesprzeć Mikiego Roque, ciężko kontuzjowanego gracza Realu Betis – trudno sobie wyobrazić większy pokaz szacunku i uprzejmości wobec lokalnego rywala. Niełatwo było wskazać na faworyta tego spotkania – gospodarze mają ostatnio świetną formę, co pokazały zwycięstwa nad Valencią i Atletico, a nawet porażka z Barceloną nie przyniosła wstydu podopiecznym Pepe Mela. Natomiast dużą niewiadomą pozostawała forma lokalnych rywali, którzy nie mogli skorzystać w tym spotkaniu z kilku graczy, m.in. Frederica Kanoute i Manu del Morala.

Dużo lepsze wrażenie od pierwszych minut sprawiali jednak piłkarze Sevilli, którzy w przeciągu pierwszego kwadransa mieli trzy szanse na objęcie prowadzenia. Najpierw w 3. minucie Negredo otrzymał kapitalne podanie ze środka i w sytuacji sam na sam nieznacznie przeniósł piłkę nad poprzeczką, później błąd popełnił Casto, któremu w niegroźnej sytuacji piłka wypadła z rąk i niewiele brakowało, a Negredo wykorzystałby ten prezent. W 9. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Jesus Navas, ale pomylił się o metr. Real Betis miał duże problemy z wyjściem z własnej połowy, bardzo dobrze grała druga linia Sevilli, a kiedy już udawało się przedostać pod bramkę Navasa, gracze Realu nie stwarzali większego zagrożenia. Gospodarzom z pewnością dodatkowo pomagała fantastyczna atmosfera na trybunach i w 23. minucie wyszli oni na prowadzenie. Tuż przed polem karnym sfaulowany został Ruben Castro, do piłki ustawionej na 20. metrze podszedł Benat Etxebarria i perfekcyjnym strzałem pokonał bezradnego Varasa.
Sevilla nie podłamała się utratą gola i wciąż grała swoje. W 31. minucie po fatalnym błędzie Irineya, który zbyt słabo podał do swojego bramkarza, sytuację sam na sam miał Luna, ale trafił wprost w Casto i piłka wyszła tylko na rzut rożny. Kolejną kapitalną sytuację mieli goście w 39. minucie, kiedy to po rzucie rożnym głową uderzył Fazio, ale widowiskową paradą popisał się Casto i przeniósł piłkę nad poprzeczką. Dwie minuty później Sevilla zdobyła w końcu gola, na którego tak mocno pracowała i na którego z pewnością zasłużyła. Po uprzątnięciu sporej ilości serpentyn, uniemożliwiających wykonanie rzutu rożnego, Navas dośrodkował w pole karne, a tam świetnie znalazł się Negredo i strzałem głową nie dał szans wysuniętemu Casto, wyrównując stan rywalizacji.











