Ostatni piłkarski weekend na Wyspach skłonił mnie do refleksji nad tym, dlaczego Premiership jest uznawana za najlepszą ligę świata. Otóż, tym, co przyciąga kibiców w Anglii na trybuny, a w Europie przed telewizory, są atrakcyjne mecze. A tych w Premier League jest pod dostatkiem, bo… prawie co kolejkę trafiają nam się derby.
Piękne gole, świetne wyszkolenie techniczne piłkarzy czy w końcu składne akcje i bramkarskie parady, to wszystko jest solą piłki. Czymże jednak byłby futbol bez dodatkowego dreszczyku emocji, bez zdrowej sportowej złości i walki na każdym centymetrze boiska? Pierwsze wspomniane przeze mnie elementy mogą zdarzyć się w każdym meczu, nawet, gdy gra toczy się o przysłowiową „pietruszkę”. Te drugie, fakt, często towarzyszą zwykłemu spotkaniu, ale najczęściej możemy je odnaleźć w derbach.
Co mnie skłoniło do podjęcia tematu? W ostatni weekend w Premiership rozegrano dziesięć spotkań, w tym derby Manchsteru i Londynu. Dwa tygodnie temu obyły się derby Birmingham, a miesiąc wstecz miało miejsce spotkanie drużyn, których stadiony mieszczą się właściwie przy jedenj ulicy (Fulham – Chelsea). A przecież mamy jeszcze wojnę o Liverpool (Everton – FC Liverpool), nie wspominając niezliczonych derbów Londynu, bo w Premier League gra obecnie pięć drużyn z angielskiej stolicy.
Ligę angielską wielu fachowców zgodnie uznaje za najmocniejszą, ale jak mogłoby być inaczej, skoro właściwie co tydzień na Wyspach odbywają się mecze derbowe. Nawet jeśli w takim spotkaniu grają dwie drużyny z końca tabeli, to dla kibiców i zawodników jest to walka o śmierć albo życie. Efekt? Dobre widowisko, pełne emocji i walki.
Porównując Premiership z innymi europejskimi ligami, dojdziemy do jasnego wniosku, angielska liga musi być najlepsza. Włochy? Obecnie w Serie A mamy trzy spotkania derbowe w ciągu jednej rundy sezonu. Ktoś powie, że mecz Interu z AC Milan to coś więcej niż zwykły mecz? Zgodzę się, ale czy niedzielny mecz Manchester United – Manchester City, w którym padło siedem goli taki nie był? Dalej, spójrzmy na ligę niemiecką. W Bundeslidze w ciągu rundy odbywają się jedne derby. Mecz pomiędzy Borussią Dortmund a Schalke Gelsenkirchen na jeden dzień powoduje szybsze bicie serca wśród wszystkich kibiców mieszkających w Zagłębiu Ruhry, ale podobnie jest, kiedy w północnym Londynie gra Arsenal z Tottenhamem.
Francja? Tutaj na siłę derbami można nazwać mecz między Saint-Etienne a Lyonem, ale czy potyczka drużyny z czuba tabeli z ligowym przeciętniakiem wzbudza ogromne emocje? Kiedyś z pewnością tak było, „Les Verts” są w końcu jedenastką, która ma na koncie najwięcej tytułów mistrza Francji, a Lyon też sporo tytułów w swojej historii zdobył. Obecnie z pewnością więcej emocji wzbudza jednak potyczka, elektryzująca całe Merseyside, czyli spotkanie Liverpool – Everton. Patrząc na nasze podwórko również doszukamy się paru spotkań derbowych, ale bądźmy szczerzy, w tych meczach często więcej dzieje się na trybunach niż na boisku.
W końcu Hiszpania – jedyny kraj, który może próbować równać się z Anglią. W Primera Division mamy kilka spotkań derbowych i przede wszystkim mecz, który raz na pół roku elektryzuje całą Europę: Real Madryt – FC Barcelona. Gran Derbi to wielkie widowisko, pełne emocji, pięknych goli i ze świetną atmosferą na trybunach, ale czy inaczej jest w meczu Arsenal – Chelsea? Nie sądzę.










