Deportivo La Coruna dołączyło do Almerii i Herculesa Alicante, zostając tym samym trzecim spadkowiczem w Primera Division. Mimo przewagi optycznej i wielu sytuacji strzeleckich, podopieczni Miguela Lotiny przegrali na własnym boisku z Valencią i nie zapewnili sobie przywileju gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w przyszłym sezonie.
Oglądając skupione twarze zawodników Deportivo przed rozpoczęciem starcia z Valencią na El Riazor nie można było wątpić w fakt, że są gotowi zostawić na boisku dużo zdrowia, by uratować ligę dla La Coruni. Na boisku od pierwszego gwizdka dominowała twarda walka. Niespodziewanie i zupełnie nie po myśli gospodarzy, Valencia już w 4. minucie objęła prowadzenie bo golu Aritza Aduriza. Prawą stroną holował piłkę Joaquin, zagrał do środka, a niedokładnie pilnowany Aduriz płaskim strzałem pokonał Aranzubię.

Deportivo dość szybko, bo już w 13. minucie, mogło wyrównać. Prostopadłe podanie w kierunku Rikiego sprawiło, że napastnik drużyny z El Riazor znalazł się sam na sam z Cesarem. Nie wiadomo, dlaczego wychowanek Realu Madryt pospieszył się z uderzeniem na bramkę, w dodatku robiąc to bardzo niecelnie. Czas uciekał, a wynik pozostawał niekorzystny dla piłkarzy trenera Lotiny. Nieco optymizmu kibicom Depor mógł dodawać fakt, że ich pupile mieli przewagę, co dawało szanse na kolejne sytuacje strzeleckie.
Okazje rzeczywiście się pojawiały. W 24. minucie po dokładnym zagraniu Andresa Guardado górą i Colotto głową w słupek trafił Riki. Pechowemu napastnikowi Deportivo mógł poprawić humor Colotto, pod którego nogi trafiła piłka, ale dobitka była kompletnie niecelna. Argentyńczyk mógł tylko chwycić się za głowę.
Pierwsza bramka padła w zaskakującym momencie, podobnie mogło być w 35. minucie, kiedy bliski szczęścia był Juan Mata. Po okresie wyraźnej przewagi gospodarzy, jedna z nielicznych akcji Valencii niemal dała jej drugiego gola. Mata uderzał z narożnika pola karnego, piłka prawie zaskoczyła niepewnie interweniującego Aranzubię.
Obraz gry prawie nie zmieniał się w ogóle w czasie pierwszej połowy. Deportivo atakowało, ale wciąż przegrywało z Valencią. Kibice na El Riazor nie mieli powodów do zadowolenia, tym bardziej, że na pewno wiedzieli już, że rywale w walce o utrzymanie w lidze – Getafe, Osasuna i Saragossa – prowadzą w swoich spotkaniach. Wyjątkowo słabo dysponowany był Riki, który zawodził pod bramką Cesara. W 45. minucie położył zwodem dwóch obrońców, ale kiedy już miał skierować piłkę do siatki, trafił tylko w bramkarza Valencii. Przy drugim słupku czekał na podanie Adrian Gonzalez. Trener Lotina nie ukrywał nawet rozdrażnienia. Można było spodziewać się, że wyjątkowo nieskuteczny Riki nie wybiegnie na drugą połowę.











