PSV zdemolowało w meczu wyjazdowym czarnogórską Zetę 5:0, francuskie Bordeaux zremisowało bezbramkowo z dobrze zorganizowaną w obronie Crveną Zvezdą, natomiast turecki Trabzonspor nieoczekiwanie zremisował na własnym stadionie z węgierskim Videotonem.
Trabzonspor – Videoton 0:0 (0:0)
Od początku spotkania inicjatywę przejęli gospodarze, którzy nieustannie ostrzeliwali bramkę wicemistrza Węgier. Piłkarze Paulo Sousy ograniczali się jedynie do kontr, z których jednak niewiele wynikało. W ciągu pierwszych dziesięciu minut dwukrotnie z rzutu wolnego próbował Colman. W 15. minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Altintop, ale jego strzał zablokowali obrońcy Videotonu. Chwilę później próbował Volkan Sen, lecz jego uderzenie przeszło obok bramki.

Kolejne fragmenty gry to dużo niedokładnych podań w środkowej strefie boiska. Po pół godzinie gry do głosu zaczęli dochodzić węgierscy piłkarze, którzy w tegorocznej edycji zostawili na rozkładzie takie zespoły jak Slovan Bratysława czy belgijski Gent. Najpierw Filipe Oliveira był na minimalnym spalonym, a kilka chwil później niewiele pomylił się Torghelle.
W 35. minucie z rzutu wolnego próbował Sapara. Również niecelnie. Mimo optycznej przewagi na boisku trzeci zespół ubiegłego sezonu tureckiej Süper Lig nie potrafił udokumentować tego bramką. Pod koniec pierwszej połowy urazu doznał Volkan Sen i opuścił boisko. Nieuwaga obrońców tureckiej ekipy mogła skończyć się bramką dla przyjezdnych. Swojej szansy ze stałego fragmentu gry nie wykorzystał jednak Brachi. W ostatniej minucie pierwszej połowy próbował jeszcze Stopira, ale nie udało mi się pokonać Kivraka. W odpowiedzi uderzał Altintop, ale także bez efektu.
W drugiej połowie na pierwszy strzał czekaliśmy do 54. minuty. Z kilkunastu metrów próbował Alanzinho. Niestety dla niego i kolegów z Trabzonsporu niecelnie. Napór gospodarzy trwał i kilka minut później oglądaliśmy mocne uderzenie Bamby. W 61. minucie spotkania strzał oddali goście. Mitrović dośrodkowuje z rzutu rożnego, lecz kapitan Videotonu, Sandor, uderza niecelnie. Chwilę później w dobrej sytuacji znalazł się Adin, ale nieczysto trafił w piłkę i z akcji Turków niewiele wyszło.
Cios za cios. Oliveira popisał się dobrym uderzeniem, ale Kivrak był na posterunku. W 71. minucie Brachi ponownie spróbował zaskoczyć bramkarza rywali z rzutu wolnego. Kiedy zostaje kwadrans do końca spotkania, trenerzy stawiają wszystko na jedną kartę i dokonują roszad w składach. Role się odwróciły. W ostatnich minutach przeważa Videoton, a Trabzonspor kontruje. Turcy uspokoili nieco grę i na przestrzeni kilku minut trzy razy oddali niezłe strzały: najpierw Adin, a następnie dwukrotnie Altintop. W końcówce Węgrzy zwęszyli szansę i rzucili wszystkie siły do ataku. Najpierw uderzeniem popisał się wprowadzony kilka chwil wcześniej Nikolić, a następnie już w doliczonym czasie gry Balufo. Żaden z nich jednak nie trafił i kolejna niespodzianka z udziałem piłkarzy Videotonu stała się faktem.












