Głupi są ci, którzy myślą, że Deadline Day jest naprawdę najważniejszym dniem w oknie transferowym. To 24-godzinne show stworzone dla mediów i kibiców, piękne zwieńczenie dwóch miesięcy wyprzedaży w supermarkecie, w którym można kupić każdego. Oczywiście, jeśli posiada się odpowiednią kwotę na koncie. W czasie ostatniego dnia głowę tracą wszyscy, począwszy od dziennikarzy aż po najrozsądniejszych menedżerów. Dlatego skupiliśmy się na przedstawieniu wszystkich paradoksów minionego Deadline Day.
Mario Balotelli zarabiający krocie w Nicei
Przez kilka tygodni włoski napastnik szukał sobie klubu. Było zainteresowanie ze strony Cagliari i Palermo, ale wszystko spełzło na niczym. „Balo” atrakcyjnym kąskiem na rynku transferowym nie był, bo ostatnimi czasy ani nie przekonywał formą, ani swoim zachowaniem. Ściągnięcie napastnika było swoistym kupieniem kota w worku. Warto dodać, że bardzo kosztownego kota. W ostatnich dniach piłkarzem zainteresowała się francuska Nicea. W pewnym czasie wydawało się, że temat upadł, ale wczoraj gruchnęła informacja, iż piłkarz związał się z klubem na stałe. Teraz czas na najlepsze.
Według dziennika „L’Equipe” 26-latek będzie zarabiał 3,7 mln funtów na rok, co daje tygodniówkę rzędu 72 tys. funtów!
No, no, trzeba pochwalić agenta Balotellego, który wynegocjował mu taki kontrakt. Słoneczna i imprezowa Nicea, pokaźna sumka na koncie i kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnej Italii. A wydawało się, że napastnik zostanie bez klubu.
Transfer za pięć północ
Saga pt. „Maksimović w Napoli” trwa co najmniej pół roku. Już zimą 2016 roku klub chciał ściągnąć do siebie zawodnika, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia na linii Neapol–Turyn. W tym oknie transferowym Serb postawił sprawę jasno. – Ja w Torino więcej nie zagram – stwierdził, spakował się i pojechał do Belgradu. Szkoleniowiec „Byków”, Sinisa Mihajlović, ogłosił, że piłkarz jest dla niego „martwy” i w jego drużynie więcej nie zagra. Stało się jasne, że Maksimović prędzej czy później do Napoli trafi. Kwota 25 mln euro leżała na stole, potrzeba było jedynie podpisu zawodnika i zdania testów medycznych. Wszystko to do załatwienia w ostatnich godzinach okna transferowego. Problem w tym, że zawodnik utknął wczoraj na lotnisku we Frankfurcie z powodu alarmu bombowego. Kontrakt podpisano więc w Niemczech, a jedynym dowodem na to, że piłkarz jest zdolny do gry, są testy medyczne robione jeszcze przez klub w Turynie.











