Niewątpliwie największym hitem 20. kolejki holenderskiej Eredivisie był słynny klasyk, a więc pojedynek Feyenoordu Rotterdam z Ajaksem Amsterdam. Mecz, który od zawsze elektryzuje wszystkich sympatyków futbolu w Holandii i nie tylko.
Od samego początku spotkania do zdecydowanego ataku ruszyli gracze Feyenoordu, którzy szybko stworzyli sobie dogodne sytuacje bramkowe. Najpierw przed szansą stanął Sekou Cisse, a następnie w 11. minucie Jon Dahl Tomasson, który przewrócił się w polu karnym Ajaksu. Jednak sędziujący pojedynek Pieter Vink słusznie dopatrzył się nieco aktorskiej gry Duńczyka, który starał się wymusić rzut karny. Trener amsterdamczyków Martin Jol, patrząc na grę swoich podopiecznych, nie miał powodów do zadowolenia. W dodatku w 15. minucie był on zmuszony ściągnąć z boiska kontuzjowanego Toby’ego Alderweirelda, którego zmienił Oleguer.
Hiszpan wcześniej nie należał do ulubieńców zarówno kibiców Ajaksu, jak i szkoleniowca, jednak dzisiejszym wejściem udowodnił, że jest w stanie zagrać na przyzwoitym poziomie. Feyenoord nadal konstruował składne akcje, jednak ciągle brakowało kropki nad i. W końcu w 17. minucie odpowiedzieli „Joden”. Groźnie w pole karne dośrodkowywał Dennis Rommedahl, ale znakomicie popisał się doświadczony Rob van Dijk, który pewnie złapał futbolówkę. Z odsieczą ruszył Feyenoord, a konkretnie Leroy Fer, który strzelał z okolic szesnastego metra. Jednak – tak jak we wcześniejszych sytuacjach „Kameraden” – niecelnie.
W kolejnych minutach gracze Ajaksu nadal nie mogli wyjść poza swoje pole karne. Feyenoord miał dwie okazje z rzutów wolnych, jednak obie próby Giovanniego van Bronckhorsta zakończyły się niepowodzeniem. Bramka dla gospodarzy wisiała w powietrzu, jednak wówczas wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. W 25. minucie błąd Karima el Ahmadiego i defensywy „Portowców” wykorzystał Rommedahl, który zagrał do Demy’ego de Zeeuwa, a całą akcję wykończył Marko Pantelić.
Jeśli spojrzymy na dotychczasowy przebieg gry, gol nie należał się piłkarzom Ajaksu. Stracona bramka nieco podcięła skrzydła Feyenoordowi, natomiast goście z Amsterdamu zdecydowali się pójść za ciosem. Jednak kolejną sytuację znów mieli miejscowi. W 35. minucie pojedynek biegowy między el Ahmadim a Oleguerem wygrał ten pierwszy, jednak nie zdołał on utrzymać równowagi w polu bramkowym Ajaksu i piłka padła łupem Maartena Stekelenburga. W końcówce jeszcze okazję miał Ajax, ale strzał z pierwszej piłki Urby’ego Emanuelsona minął słupek bramki van Dijka. W pierwszej połowie zobaczyliśmy ciekawą grę z obu stron.
Mario Been z pewnością musiał nieco wstrząsnąć swoimi zawodnikami w przerwie, bowiem w końcowych minutach pierwszej części byli oni cieniem zespołu z początku spotkania. Z powodu urazu boisko opuścić musiał kapitan „Feye”, van Bronckhorst, a w jego miejsce pojawił się Tim de Cler.
W końcu przebudził się Luis Suarez, który na lewej flance łatwo ograł młodziutkiego Stefana de Vrija i miał okazję do strzału z ostrego kąta. To zadanie przerosło Urugwajczyka, który w ostatnim czasie stracił dobrą dyspozycję z początku sezonu. Feyenoord odpowiedział akcją de Clera, który w pełnym biegu zagrał do Georginio Wijnalduma, a temu zabrakło kilku centymetrów, aby wepchnąć piłkę do bramki Stekelenburga. Na De Kuip słychać było kolejny w tym dniu jęk zawodu. Gra przemieściła się nieco bardziej w środkowe rejony boiska, stąd nieco mniej sytuacji podbramkowych. Szukając kolejnych zmian w grze swoich podopiecznych, Been wpuścił Roya Makaaya, który zmienił Denny’ego Landzaata. Chwilę po tym „Kameraden” mieli szansę z ok. 30 metrów, ale silny strzał Rona Vlaara minimalnie minął bramkę Ajaksu.










