Menedżer Liverpoolu, Kenny Dalglish, zapewnia, że nie ma zamiaru przyspieszać powrotu na boisko kapitana swojego zespołu, Stevena Gerrarda. Mało prawdopodobny jest więc występ Anglika w sobotnim meczu z Tottenhamem. Ze składu „The Reds” wypadł też Glen Johnson.
Gerrard nie pojawił się na boisku od marca, kiedy to nabawił się poważnej kontuzji i przeszedł operację. Jego rehabilitacja i powrót do gry się przeciągają, ale pomocnik wznowił już treningi z pierwszym zespołem. Dalglish przyznał, że nie ma zamiaru niepotrzebnie przyspieszać powrotu swojego kapitana do zespołu i poczeka, aż będzie on w pełni sprawny.
– Steven wciąż robi postępy, zaczął trenować z drużyną i wygląda to coraz lepiej. Do treningów wrócił też Marin Kelly, a za chwilę wróci Fabio Aurelio. Jedynym kontuzjowanym zawodnikiem jest Glen Johnson. Musimy wykonać parę badań i poczekać na ich rezultaty. Wtedy będzie wiadomo, na jak długo Glen wypadł ze składu.
– Zobaczymy, kiedy będzie w pełni sił i wtedy damy mu zagrać – powiedział Szkot, zapytany o powrót do składu Gerrarda. – Nie wiem, czy będzie to już mecz z Tottenhamem, czy może następny w Pucharze Ligi przeciwko Brighton. Wybierzemy to spotkanie, które uznamy za lepsze dla jego powrotu na boisku. Musimy jeszcze przeanalizować jego stan zdrowia, aby niepotrzebnie nie ryzykować. Robimy tak z każdym zawodnikiem, więc to samo czeka Stevena i Martina Kelly’ego. Zagrają ci, którzy będą w odpowiedniej formie fizycznej. Nic na siłę, przecież nie ma pośpiechu.










