Opiekun Liverpoolu, Kenny Dalglish, stwierdził, że jest sfrustrowany kolejnym w tym sezonie podziałem punktów na Anfield Road. Jego podopieczni zaledwie zremisowali dziś z Blackburn Rovers 1:1.
Tylko punkt w starciu z Blackburn może irytować. Dzisiejszy rywal Liverpoolu to przecież ostatnia drużyna w ligowej tabeli. Mimo dużej przewagi od początku spotkania podopieczni Dalglisha musieli gonić wynik. Tuż przed przerwą własnego golkipera pokonał Charlie Adam. Po powrocie z szatni gospodarze szybko doprowadzili do remisu za sprawą Maxiego, ale na więcej nie było dziś ich już stać.
– Mam podobne odczucia jak po kilku poprzednich spotkaniach na Anfield. Zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać. Mogliśmy zagrać lepiej, ale nie mam żadnych większych zastrzeżeń do naszej gry i liczby stworzonych sytuacji. Ponownie zawiodła skuteczność. Bramkarz rywali popisał się także kilkoma dobrymi interwencjami. Trochę szczęścia, a być może również więcej wiary w siebie lub koszmarny występ bramkarza gości mógłby nam pomóc. Możemy jednak kontrolować tylko siebie – powiedział Dalglish.
Jedynym pozytywnym akcentem dzisiejszego meczu był występ Stevena Gerrarda, który powrócił do gry po infekcji kostki. Kapitan Liverpoolu pauzował z powodu urazu od października.
– Gerrard radził sobie bardzo dobrze na treningach. Wygląda nieźle pod względem fizycznym, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu na boisku, żeby dojść do pełnej sprawności – stwierdził Szkot.










