Gdy wszystkie emocje reprezentacyjne opadły, konflikt Brzęczka z Polem zażegnany, a wszyscy zdążyli przeżyć emocje związane z losowaniem eliminacji EURO 2020, nie wyobrażam sobie nie myśleć o ostatnich powołaniach. Konkretnie o Buksy i Matyni, którzy to pojawili się na ostatnim zgrupowaniu reprezentacji Polski, ale nie zagrali choćby minuty. Czy powinni być zniesmaczeni? Chyba jednak nie do końca. Plus dla nich jest taki, że reprezentacja stoi jeszcze przed nimi otworem. W każdej chwili mogą otrzymać zaproszenie na kadrę. Na przestrzeni ostatnich 20 lat byli przecież piłkarze, którzy powołanie otrzymali, a zdołali w niej zagrać… jeden mecz. „Eksperymenty” nie zawsze się sprawdzają, ale selekcjonerzy zobowiązani są szukać nowych rozwiązań.
Jeden turniej – siedmiu jednorazowych reprezentantów
Dwie dekady temu trenerem reprezentacji był nie kto inny, jak nieżyjący już Janusz Wójcik. Śp. „Wujo” słynął ze swojego specyficznego sposobu bycia, sprawiającego, że miał tylu wrogów, co przyjaciół. Dzięki jego osiągnięciom i… dobrym znajomościom z polityki został selekcjonerem ku niezadowoleniu bezradnego prezesa PZPN – Mariana Dziurowicza. Wójcik w przeciągu roku powołał, jak się okazało, aż dziewięciu graczy, dla których pierwszy występ był tym ostatnim.
Pierwszym z nich był Andrzej Jaskot, który zagrał w wygranym meczu z Ukrainą 15 lipca 1998 roku. Kolejnym jednorazowym reprezentantem Polski jest Bogdan Zając, znany przecież z roli asystenta Adama Nawałki. Były gracz m.in. Wisły Kraków zmienił na boisku w 61. minucie Marka Koźmińskiego i pojawił się na następnym zgrupowaniu, ale kilkanaście lat później już jako asystent selekcjonera.

Siedmiu pozostałych to zawodnicy, których jedyny epizod w kadrze to występ na Turnieju Czterech Narodów w Bangkoku. Byli to wyłącznie piłkarze, którzy zasłużyli na to wyróżnienie dzięki dobrej grze w polskiej lidze. Z Nową Zelandią 19 czerwca 2000 r. zagrali Jacek Chańko, Maciej Terlecki, Mariusz Nosal, Krzysztof Piskuła, Grzegorz Tomala, Ariel Jakubowski i Rafał Szwed. Co ciekawe, w tym meczu zadebiutował też późniejszy etatowy reprezentant Michał Żewłakow. Wójcik miał więc zmysł, ponieważ za jego kadencji swoje pierwsze spotkania w kadrze rozegrali również tacy piłkarze jak Maciej Żurawski, Bartosz Karwan, Jacek Krzynówek czy Tomasz Frankowski.
Kilka niepowodzeń, ale bilans na plus
Tuż po nieudanych eliminacjach Euro 2000, mimo chęci zatrudnienia kogoś z dwójki Kasperczak – Smuda, selekcjonerem pierwszej reprezentacji został Jerzy Engel. Mimo początkowych niepowodzeń piłkarze, na których liczył, wywalczyli awans do MŚ 2002 w Korei i Japonii. Wicemistrz Polski z 1986 roku z Legią Warszawa postawił w kadrze na wielu, którzy później święcili z nim największe sukcesy. Przecież to on „wyciągnął” z Polonii Emmanuela Olisadebe. Ale to nie jedyne słuszne powołanie, bo dzięki niemu zadebiutowali piłkarze, którzy z czasem stali się etatowymi reprezentantami. Mianowicie Kamil Kosowski, Ebi Smolarek czy Mariusz Lewandowski.












