Manchester City Pepa Guardioli kojarzy nam się od dłuższego już czasu jako istna maszyna, która niczym taran bez większych problemów rozbija kolejnych rywali. Szczególnie w Premier League. Nie da się jednak ukryć, że od czasu wznowienia rozgrywek po mistrzostwach świata pewne trybiki w tej maszynie zdają się być zardzewiałe. Mecz z Tottenhamem był idealną okazją do tego, aby się przekonać, czy faktycznie jest coś na rzeczy. Wychodzi jednak na to, że o kryzysie mowy nie ma, lecz pewne mankamenty pewnie się znajdą.
Gdyby bowiem ułożyć tabelę Premier League, bazując tylko na ostatnich pięciu meczach, nie uwzględniając zwycięstwa nad Tottenhamem, Manchester City zajmowałby odległe, 11. miejsce. Miałby na swoim koncie siedem punktów i traciłby do liderującego Arsenalu aż sześć „oczek”. W rzeczywistym układzie sytuacja jest jeszcze gorsza, zespół Mikela Artety zaczyna bowiem odjeżdżać nawet „Obywatelom”, mając już nad nimi osiem punktów przewagi. Takie dywagacje muszą jednak przejść na dalszy plan. Z problemami, ale jednak ośmiokrotni mistrzowie Anglii na Etihad Stadium okazali się od „Kogutów” lepsi.
Manchester City przegrał już wszystko na krajowym podwórku?
Kibice drużyny z niebieskiej części Manchesteru nie są przyzwyczajeni do tylu niepowodzeń w tak krótkim czasie. Lekkim powodem do niepokoju było już przegrane starcie z Brentfordem w ostatnim meczu przed przerwą zimową. Mała rewelacja tegorocznych rozgrywek bez większych kompleksów wyszła na stadion mistrza Anglii i pokonała go 2:1, zadając ostateczny cios w 98. minucie spotkania. – Wygrała drużyna lepsza, my od początku zmagaliśmy się z ich długimi piłkami i nie mogliśmy sobie z nimi poradzić – przyznał po tym spotkaniu Guardiola.
Po powrocie do ligowego grania „Obywatele” co prawda pokonali Liverpool w EFL Cup, a następnie Leeds w ligowych zmaganiach. Potem jednak zremisowali ze słabo spisującym się w tym sezonie Evertonem, a w kolejnej rundzie wspomnianego pucharu niespodziewanie odpadli po bardzo słabym meczu z Southamptonem. Guardiola tym samym po raz pierwszy w swojej karierze odpadł już w ćwierćfinale krajowych rozgrywek. Manchester City z kolei nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę rywala. Wydarzyło się po raz trzeci, odkąd Hiszpan prowadzi ten zespół. W ostatniej ligowej kolejce z kolei w prestiżowych derbach Manchesteru City prowadziło od 60. minuty po bramce Jacka Grealisha, lecz ostatecznie to Manchester United okazał się lepszy.











