W sobotni wieczór na Stadio Olimpico di Torino czeka nas mecz drużyny aspirującej do gry w europejskich pucharach z ligowym średniakiem. Będące w dobrej formie Torino, którego centralną postacią jest Kamil Glik, podejmie AC Milan, i to gospodarze są faworytem tego spotkania.
Ta krótka zapowiedź pokazuje, jak nisko upadli mediolańczycy. Jeszcze 10 lat temu Milan, w którym grali Nesta, Maldini, Szewczenko, Costacurta i kilka innych legend, był wiodącą drużyną w Europie i grał w finale Ligi Mistrzów. W tym samym czasie turyńczycy biegali po boiskach Serie B, nawet nie marząc o występach w najwyższej klasie rozgrywkowej. By tam się dostać, musieli spędzić kilka lat w czyśćcu, jakim jest druga liga, sprzątnąć bałagan wokół klubu, spłacić długi.
Co robił wtedy obecny kapitan Torino, Kamil Glik? Występował w Silesii Lubomia i powoli szykował się na wyjazd do Hiszpanii, nie myśląc o tym, że kiedykolwiek dane mu będzie zagrać przeciwko najlepszym zawodnikom świata.
Od tego czasu Kamil przeszedł długa drogę, by trafić tu, gdzie obecnie się znajduje. Wszyscy ją doskonale znamy. Real Madryt C, Piast Gliwice, Palermo, Bari, Torino. We wszystkich tych klubach trafiał na przeciwności, które pokonywał, i z każdym sezonem stawał się coraz lepszy.
Poprzedni sezon zakończył z siedmioma bramkami na koncie, co dla obrońcy jest wynikiem fenomenalnym. Dzięki temu i dobrej grze w obronie znalazł się w jedenastce sezonu Serie A, a w Turynie pokochali go jeszcze bardziej, choć wydawało się to niemożliwe.
Dzisiejszy mecz Torino z Milanem jest więc doskonałą okazją, by zastanowić się, czy Kamil Glik poradziłby sobie w obecnym Milanie czy – co więcej – byłby jedną z gwiazd drużyny z San Siro? „Rossoneri”, choć obecnie na dużym zakręcie, wciąż są drużyną, której marka przyciąga piłkarzy i kibiców z całego świata.
Przed rozpoczęciem obecnego sezonu na transfery wydali 90 mln euro, zatrudnili Sinisę Mihajlovicia. Wszystkie te ruchy są po to, by dźwignąć klub z kryzysu i powrócić na dawne miejsce w szeregu. Proces odbudowy klubu wciąż trwa, ale efektów na początku obecnego sezonu nie widać.
W poprzednim meczu z Napoli, który zakończył się klęską, jaką była porażka 0:4, na środku obrony Milanu wystąpili Rodrigo Ely, zastępujący pauzującego za kartki Romagnolego, i Cristian Zapata. To właśnie z tymi trzema zawodnikami oraz wiecznie kontuzjowanym Philipem Mexesem musiałby konkurować Glik, jeśli miałby występować w pierwszej jedenastce Milanu.
Wszyscy ci zawodnicy wypadają blado w porównaniu z Polakiem, którego uznaje się za najlepszego środkowego obrońcę Serie A zaraz po Leonardo Bonnucim.
29-letni Zapata, reprezentant Kolumbii, pewnego poziomu gry nie przeskoczy. Mexes, od kilku lat bardziej niż z dobrą grą kojarzy się z licznymi kontuzjami i paleniem papierosów. Natomiast Alessio Romagnoli to melodia przyszłości. Podobnie jak Ricardo Ely, który jednak po dramatycznym występie w meczu z Napoli pokazał, że środek obrony w Milanie to dla niego za duże buty, i pewnie na długie miesiące zasiądzie na ławce rezerwowych. Warto jednak spojrzeć na nich statystycznym okiem.











