Ten sezon nie rozpoczął się najlepiej dla sympatyków GKS-u Katowice. Popularna „GieKSa” w inauguracyjnej kolejce musiała uznać wyższość Rakowa Częstochowa. Tydzień później – po bardzo słabej pierwszej połowie – zdołała jednak wyszarpać remis w starciu z Zagłębiem Lubin. W trzecim meczu katowiczanie znów zeszli z boiska pokonani, tym razem jednak w zdecydowanie gorszych nastrojach. Widzew Łódź rozbił ich aż 3:0, nie pozostawiając złudzeń, kto tego dnia był zespołem lepszym. Mimo słabego początku rozgrywek, w klubie nie zapanowała panika. Choć nastroje dalekie są od euforii towarzyszącej rozpoczęciu sezonu, wielu wierzy, że GKS Katowice zdoła jeszcze wrócić na właściwe tory.
Słaby początek sezonu
Choć GKS Katowice na początku sezonu nie gra wcale tak źle, to po trzech kolejkach na swoim koncie zgromadził zaledwie jeden punkt. Można to oczywiście wytłumaczyć poziomem rywali na starcie, bo przecież na inaugurację podopieczni Rafała Góraka mierzyli się z zeszłorocznym wicemistrzem kraju. Dziś natomiast próbowali podjąć rękawicę rzuconą im przez Widzew Łódź, którego aspiracje sięgają powalczenia o europejskie puchary. Z tymi samymi przeciwnikami zespół z Katowic potrafił jednak punktować w zeszłym sezonie. Warto odnotować także fakt, że w inauguracyjnej kolejce piłkarze Rafała Góraka mieli ogromny problem z kreacją, czego dowodem jest brak oddanego celnego strzału przez 90 minut gry.
W drugiej kolejce katowiczanie podejmowali u siebie Zagłębie Lubin. Mecz zamykający serię gier odbył się w poniedziałek o godzinie 19:00. Choć ofensywa w pierwszej połowie nie wyglądała źle, to defensywa popełniła dwa błędy skutkujące stratą bramki. Dzięki temu „GieKSa” do szatni schodziła z dwubramkowym deficytem. W przerwie musiało jednak paść kilka trafnych słów, skoro po niej piłkarze trenera Rafała Góraka po prostu zaczęli stwarzać konkretniejsze zagrożenie pod bramką rywali. Dwa gole zawodnika Bartosza Nowaka pozwoliły katowiczanom wrócić do meczu. W pewnym momencie wydawać się nawet mogło, że to gospodarze są bliżsi strzelenia decydującej bramki. Ta jednak nie padła i drużyny podzieliły się punktami.
W sobotę GKS Katowice także uległ faworytowi, którym przed tym spotkaniem był Widzew Łódź. Rozmiar tej porażki budzi jednak pewne rozmyślania na temat transferów przeprowadzonych przez „GieKSę”, albowiem ponownie swoją nieskutecznością popisał się Maciej Rosołek. Jedną z bramek dla zespołu z Łodzi zdobył za to były snajper klubu z Katowic – Sebastian Bergier. Terminarz dla podopiecznych Rafała Góraka łaskawy wcale nie jest. Już za tydzień będziemy ich mogli oglądać przy Łazienkowskiej podczas spotkania z Legią.











