Dwa lata temu za sprawą między innymi Waldemara Fornalika drużyna Ruchu Chorzów z trzeciego miejsca zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Chociaż teraz w Chorzowie nikt o tym głośno nie mówi, to wydawać się może, że w obecnym sezonie aspiracje klubu nie są mniejsze.
Po dziewięciu rozegranych spotkaniach ligowych popularni „Niebiescy” plasują się na czwartym miejscu w tabeli T- Mobile Ekstraklasy. Mają 16 punktów na koncie, czyli dokładnie tyle samo, co mistrz Polski z 2010 roku – Lech Poznań. O ile w drużynie z Poznania siła ofensywna opiera się w głównej mierze na reprezentancie Łotwy, Artiomie Rudniewie, o tyle w chorzowskim zespole gole strzelają zarówno Arkadiusz Piech, jak i Maciej Jankowski, a i nierzadko Paweł Abbott. Cała trójka łącznie zgromadziła 11 bramek. W tym przypadku warto odnotować, że napastnik Lecha pokonał bramkarzy rywali już 14 razy. Jak jednak będzie wyglądała gra „Kolejorza” w momencie, gdy kluczowego zawodnika drużyny dowodzonej przez Jose Mari Bakero zabraknie na przykład z powodu kontuzji? Czy Vojo Ubiparip lub Bartosz Ślusarski będą w stanie zastąpić najskuteczniejszego piłkarza w drużynie?

Waldemar Fornalik takich problemów jak dotąd nie ma. Jeśli chodzi o linię ataku, to można przypuszczać, że jego zespół pod tym względem plasuje w ścisłej ligowej czołówce. Problem tkwi jednak w czymś innym. Skoro kibice widzą, że zawodnicy ci spełniają oczekiwania trenera, media także tych piłkarzy chwalą, to naturalną koleją rzeczy wydawać się może, że menadżerowie też dokładnie przyglądają się poczynaniom wyróżniających się zawodników klubu ze stadionu położonego przy ulicy Cichej. Można zatem przypuszczać, że inne zespoły rodzimej ligi prędzej czy później zagną parol na Macieja Jankowskiego (o ile już nie zagięły) czy Arkadiusza Piecha. Ten pierwszy już nieraz mówił, że gdyby otrzymał propozycję gry w warszawskiej Legii, zastanowiłby się nad tym poważnie. 21-latek od dawna kibicuje drużynie „Wojskowych”, nie dziwi zatem fakt, że utalentowanemu piłkarzowi marzy się gra w jednym z czołowych zespołów w Polsce. W zespole, który tak na dobrą sprawę – chcąc nie chcąc – jest zarządzany profesjonalnie. Gra na pięknym stadionie, w stolicy Polski, w mieście rodzinnym piłkarza, to musi działać na wyobraźnię.
Niektórzy powiedzą, że grając w Ruchu można się także wypromować. Rzeczywiście można, ale tylko jeśli chce się grać w Polsce. Przykładów można podać kilka. Piotr Ćwielong po dobrym sezonie przeszedł do Wisły Kraków, a teraz jest rezerwowym w Śląsku Wrocław. Andrzej Niedzielan, po tym jak wrócił do formy pod skrzydłami Waldemara Fornalika, jak na razie jest rezerwowym w Cracovii Kraków, ustępując miejsca Van Der Bizenowi. Wreszcie Artur Sobiech. Zawodnik co prawda wyjechał za granicę, ale nie bezpośrednio z Chorzowa, a z Warszawy, gdzie reprezentował barwy tamtejszej Polonii. Jeśli na poważnie myśli się o zawojowaniu reprezentacji Polski czy też Europy, nie można na Boga tkwić w prowizorce. Dla dobra rozwoju piłkarza – jak i zresztą dla klubu – dobrze będzie, gdy zawodnik otrzyma zgodę na transfer do innego klubu.











