Po zaskakującej porażce Barcelony z Osasuną większość już wydała wyrok – ligę wygrywa Real. Dziesięć oczek wydaje się kolosalną różnicą i na pierwszy rzut oka niemożliwą do odrobienia. Czy Barcelona nie zdobędzie czwartego tytułu z rzędu?
Do zakończenia sezonu w La Liga zostało 16 kolejek. Jak wiele może się zdarzyć przez ten czas, wie każdy. W normalnych warunkach nikt nie odważyłby się wytypować wyniku już teraz, jednak przy tak dużej stracie punktowej wszystko wydaje się rozstrzygnięte.
Nikt z dolnych rejonów tabeli nie odważy się zagrać ofensywnie przeciwko wielkiej dwójce, ponieważ takie rozwiązanie jest zazwyczaj z góry skazane na porażkę. Wiele meczów przez taki styl gry wygląda jak bicie głową w mur. Autobus postawiony w bramce, jak zwykł mawiać Mourinho, potrafi skutecznie utrudnić zdobywanie punktów czołówce. A jak głosi stara piłkarska prawda, ligę wygrywa się w spotkaniach z dołem tabeli.
Od Katalończyków w tym momencie nie zależy już dużo, muszą po prostu wygrać swoje wszystkie pozostałe starcia. Kluczową sprawą będzie gra Realu Madryt. Wystarczą dwie, trzy wpadki i zacznie robić się gorąco. Terminarz „Królewskich” może okazać się sporym problemem. Trzeba zwrócić uwagę szczególnie na dużą liczbę trudnych wyjazdowych przeciwników. Swoją wyjazdową serię zaczną na El Madrigal z Villarrealem. „Żółta Łódź Podwodna” dobrze radzi sobie u siebie i na pewno nie odda łatwo punktów.
Kolejne cztery spotkania będą decydujące. Najpierw wizyta w Pampelunie, gdzie potknęła się już „Blaugrana”. Dość powiedzieć, że bilans meczów bezpośrednich pomiędzy Realem a Osasuną na Reyno de Navarra jest tragiczny. Ostatnie trzy starcia przyniosły tylko jeden punkt „Los Blancos”. Następnie derby Madrytu na Vicente Calderon. Te, jak wiedzą fani futbolu, rządzą się swoimi prawami i każdy wynik jest możliwy. Na trasie wyjazdowej zostaje jeszcze tylko Camp Nou i San Mames. Spotkania na Santiago Bernabeu raczej nie przyniosą punktów Valencii, Maladze i Sevilli, ale nie wolno tych zespołów lekceważyć.
Barcelona ma nieco łatwiejszy terminarz. Poza Camp Nou Barcelona będzie musiała rozegrać mecze m.in. z Atletico Madryt, Rayo Vallecano czy Racingiem Santander. Katalończycy na wyjazdach grają po prostu tragicznie i jeżeli nic się nie zmieni, to nie ma co liczyć na wyjazdowe zwycięstwa. Wszystkie inne wymagające mecze, jak te z Realem Madryt czy Valencią, „Azulgrana” rozegra u siebie, a tutaj, jak wiadomo, jest bardzo mocna.
Historia natomiast podpowiada, że „Barca” nie ma szans odrobić takiej straty punktowej. Do tej pory nikomu nie udało się nadgonić takiej liczby oczek w lidze hiszpańskiej. Dotychczasowy rekord należy do Valencii, która w sezonie 2003/2004 miała osiem punktów straty i wygrała ligę.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że „Los Merengues” mają już tytuł w kieszeni. Futbol bywa jednak nieprzewidywalny, a dopóki piłka jest w grze, wszystko jest możliwe. Real nie będzie w nieskończoność wygrywał i może jeszcze stracić punkty nie jeden raz, przy czym „Azulgrana” musiałaby wygrywać do końca praktycznie wszystko, a na to niewątpliwie stać podopiecznych Josepa Guardioli. Punktem kulminacyjnym może być Gran Derbi. Zwycięstwo „Blaugrany” w tym ważnym meczu mogłoby podciąć skrzydła Realowi i znacząco zmienić walkę o tytuł. Z drugiej strony mamy tragicznie grających na wyjazdach barcelonistów. Aby nie być gołosłownym, przytoczę wyjazdowe statystyki „Niebiesko-szkarłatnych”: dwie porażki, pięć remisów i cztery zwycięstwa na wyjeździe – 17 punktów. Słabo, prawda? Dla porównania Real: porażka, remis i dziewięć zwycięstw na wyjeździe – 28 punktów. Widać znaczącą różnicę. Do tego jest ostatnio zagubiony Messi, krótka ławka rezerwowych i konieczność korzystania z młodych piłkarzy rezerw. To nie wszystko. Zostają jeszcze czynniki takie jak nadspodziewanie duża liczba kontuzji i mała motywacja, być może spowodowana chęcią skupienia się na Lidze Mistrzów. Wydaje się, że niemożliwe jest odrobienie punktów przez zespół Pepa Guardioli. Nie sądzę, żeby piłkarze się wypalili, ale ile można w kółko zdobywać wszystko. Barcelona to dalej zespół genialny, grający najlepszą piłkę na świecie. Liga Mistrzów prawdopodobnie będzie należała do nich, Primera Division pozostanie biała przynajmniej do końca sezonu.










