Gdy w maju Arka Gdynia pieczętowała swój awans do PKO BP Ekstraklasy, Dawid Szwarga apelował, że w gdyńskim klubie wiele musi się zmienić, aby „Żółto-niebiescy” na dłużej zawitali w elicie. Minęło trochę czasu, arkowcy rozegrali 10 kolejek w PKO BP Ekstraklasie i można sobie pomyśleć, że trener miał rację. Patrząc na wyniki i grę Arki, chyba za mało się w Gdyni zmieniło, aby myśleć optymistycznie. Kibice po każdym kolejnym spotkaniu wołają o pomstę do nieba i coraz bardziej chcą zwolnienia trenera. Pytanie, czy to by pomogło?
Fatalna porażka z Zagłębiem
Arka Gdynia w ostatnim meczu ligowym zremisowała bezbramkowo z Koroną Kielce, co mogli uznać w Gdyni za dobry wynik. Kielczanie notują przecież świetne wyniki, co potwierdzili nawet w tej kolejce, wygrywając 3:0 z Lechią Gdańsk. W tygodniu podopieczni Dawida Szwargi awansowali do kolejnej rundy Pucharu Polski. Nie przyszło im to gładko, bo dopiero po dogrywce pokonali 1:0 Motor Lublin. Zatem można było w Arce doszukiwać się nutki optymizmu. „Żółto-niebiescy” szybko jednak zostali sprowadzeni na ziemię przez Leszka Ojrzyńskiego i jego zespół. Zagłębie Lubin już po siedmiu minutach meczu prowadziło z Arką 2:0, a pierwsza połowa tego spotkania zakończyła się wynikiem 4:0. Dawid Szwarga w przerwie dokonał aż czterech zmian, ale na niewiele to się zdało, bo w tym meczu nie padła już żadna bramka. Gdynianie zostali brutalnie zmiażdżeni i nawet przez chwilę nie byli w stanie przejąć inicjatywy i powalczyć o choć trochę mniej wstydliwy wynik w tym spotkaniu.
Mityczna solidna defensywa Arki
Solidna defensywa – do tej pory był to jedyny aspekt w grze Arki, który można było chwalić i szukać w nim pozytywów. Brakowało jednak działań ofensywnych i zdobytych bramek, o czym otwarcie mówił Dawid Szwarga. W meczu przeciwko Zagłębiu Lubin już nawet defensywa się nie obroniła. „Miedziowi” nie musieli się wiele natrudzić, aby wpakować Arce cztery bramki już w pierwszej połowie spotkania. Gdyby to była pierwsza taka wpadka w tym sezonie, to można by było to jakoś wytłumaczyć. Ale przecież w 5. kolejce GKS Katowice także trafiał do gdyńskiej bramki czterokrotnie. Problem leży więc gdzieś głębiej. Owszem, „Żółto-niebiescy” mają solidną defensywę, ale tylko w meczach na własnych stadionie. Na wyjazdach to całkiem inna, dużo gorsza drużyna.











