Czy „czarnym koniem” można określać ekipę, którą większość typuje jako niespodziankę, a nawet staje się kandydatem do strefy medalowej? Cóż, tak cały czas postrzegano reprezentację Belgii. Na sam początek zmagań w Brazylii dostali Algierię i mieli cwałem ruszyć po jak najlepszy wynik. O mały włos jednak skończyłoby się bolesnym upadkiem.Zasadniczo nie mam nic przeciwko analizom taktycznym. Wręcz przeciwnie, bardzo je lubię. Tym bardziej, że często takim ignorantom jak ja otwierają oczy. Sam czasami staram się wyłapać jakieś założenia wytyczone przez trenerów, ale różnie mi to wychodzi. Jednak to był jedno z tych spotkań, gdzie wszystkie te założenia można było o kant dupy rozbić. Czytałem (i słuchałem) wszystkie mądrości, że Belgowie powinni rozszerzyć grę, wykorzystywać bocznych obrońców itd. Nie. Podopieczni Marca Wilmotsa powinni przede wszystkim zacząć robić to, o czym mówił Eugen Polanski przed meczem Polaków z Czechami na Euro2012 (dla niezorientowanych link). Podczas oglądania tego spotkania miałem nieodparte wrażenie, że Belgom ewidentnie nie chce się grać, ewentualnie, chcą osiągnąć sukces jak najmniejszym nakładem sił. Sorry, tak się nie da. Nawet z tak egzotycznym i niezbyt mocnym rywalem jak Algieria. Nie na mistrzostwach świata. Trzeba swoje po prostu wybiegać.
Zanim odezwą się piewcy zasady „lepiej mądrze stać, niż głupio biegać” chciałbym podkreślić, że to powiedzenie ogranicza się tylko do wybitnych jednostek, świetnie czytających grę (vide Andrea Pirlo). To jednak „ruchem” można zrobić najwięcej piłki przeciwnikowi. Spójrzcie, co atakowaniem przestrzeni i wymianą pozycji Niemcy zrobili z Portugalczykami. Tak się wygrywa mecze, a nie przewagą w posiadaniu futbolówki. Kiedy któryś piłkarz szukał kolegów do rozegrania na połowie przeciwnika, widział właściwie same białe koszulki. A nawet jeśli udało mu się celnie podać, następował natychmiastowy doskok. W tym miejscu trzeba pochwalić Algierczyków, którzy przez długie minuty bardzo dobrze się bronili. Jednak z drugiej strony, ich rywale wcale nie zamierzali im tego utrudniać. Grali na stojąco. Czasami do podania pokazywał się Hazard, rzadziej de Bruyne, ale częściej wycofywali się oni po piłkę i później oddawali ją obrońcom, zamiast atakować strefę za obrońcami lub między liniami. Nie pomagał też Lukaku, który ani nie umożliwiał gry „na ścianę”, ani też nie starał się uciekać obrońcom, a do tego był całkowicie nieprzydatny w polu karnym.
Jeśli chodzi o samo zestawienie, to dla mnie największym błędem było wystawienie na „dziesiątce” Kevina de Bruyne, który w klubie częściej występuje na skrzydle. Widać to było w tym meczu, gdyż bardzo często zbiegał do bocznych stref, przez co Belgowie nie mieli człowieka odpowiedzialnego za kreowanie akcji środkiem, którym to tak usilnie próbowali się przebić.
http://oi59.tinypic.com/35miqvt.jpg










