Cracovia mierzyła swoje siły z Rakowem Częstochowa, a więc rywalem o podobnym stylu. Wicemistrz Polski miał zweryfikować formę graczy Luki Elsnera. Rzeczywistość okazała się inna, bo gospodarze wyegzaminowali ekipę Marka Papszuna i odnieśli pewną wygraną 2:0.
Gwiazdy wieczoru
Przed meczem gdybaliśmy, że gwiazdą tego wieczoru może zostać Tomasz Pieńko. On rozczarował nas swoją postawą, tak jak cały Raków Częstochowa. Kapitan reprezentacji U-21 był tylko na papierze w tej rywalizacji. Chłopak, który błyszczał formą, schował ją do kieszeni i musimy czekać, jak wyciągnie ją ponownie. Tego wieczoru zawiódł każdy kandydat do tego miana w drużynie Marka Papszuna. „Medaliki” nie dojechały na mecz z Cracovią i świeciły tylko krakowskie gwiazdy.
Cracovia może polegać na Filipie Stojilkoviciu, choć jego instynkt strzelecki tkwi w uśpieniu. Nie spada konkretyzacja poczynań szwajcarskiego napastnika. Poznajemy tego piłkarza z innej strony, a ten wieczór udowodnił wartość tego transferu. Podanie do najjaśniej świecącej gwiazdy tego meczu było wycyrklowane idealnie. Martin Minczev musiał tylko dobrze dołożyć stopę i tak uczynił. Wydawało się, że ten duet dobije gości w drugiej połowie, lecz Bułgar zdołał dokładnie podać do Mauro Perkovicia. Chorwat zabił to spotkanie trafieniem na 2:0.
Rozczarowanie i radość – dwa spojrzenia trenerów
Luka Elsner zaczął swoją wypowiedź po meczu od tego, że jest bardzo szczęśliwy. Trudno byłoby czuć się inaczej po takim występie swoich podopiecznych. Słoweniec trafił ze składem oraz odpowiednio dobrał taktykę na mecz z wicemistrzem Polski. Amir Al-Ammari nie rozpoczął meczu po raz pierwszy w tym sezonie, ale Mateusz Klich i Mikkel Maigard poradzili sobie znakomicie. Dominik Piła, który wrócił do składu, sprostał zadaniu i radził sobie z próbami ataków Adriano Amorima. Trener Cracovii podkreślił, że to był mecz, który był kontrolowany przez jego zespół przez pełne 90 minut. Nie można się z tym nie zgodzić. Przyjezdni byli kompletnie bezradni wobec poziomu zaprezentowanego przez „Pasy”.
Marek Papszun miał inną minę i narrację po tym spotkaniu. Opowiedział, że jego ekipa nie tak grała piłką jak powinna. Po tym, co zaobserwowaliśmy, możemy mieć trudności ze stwierdzeniem, jak powinno to wyglądać. Oskar Repka z Karolem Struskim nie podbili krakowskiej murawy, a Michael Ameyaw i Adriano Amorim byli osamotnieni w swoich próbach. Czujność graczy Cracovii stała na bardzo wysokim poziomie i Jonatan Brunes miał utrudnione życie.
Trener „Medalików” wiedział, czego muszą się wystrzegać jego piłkarze, lecz nie udało się tego zrealizować. Jak wypowiadał się 51-letni trener po pierwszej półgodzinie badania jego zawodnicy dostali cios. Szkoleniowiec nie ukrywał, że to, co pokazała jego drużyna, nie zasługiwało na zdobycie punktów. Pierwszy celny strzał odnotowaliśmy w 88. minucie, co świadczy o dyspozycji uczestnika Ligi Konferencji.











