Cracovia z pewnością ogrywa Raków Częstochowa. Co wiemy po tym meczu?


Cracovia ograła swojego rywala bez większego problemu. Skąd ta pewność w tym zwycięstwie?

19 października 2025 Cracovia z pewnością ogrywa Raków Częstochowa. Co wiemy po tym meczu?
Krzysztof Porebski / PressFocus

Cracovia mierzyła swoje siły z Rakowem Częstochowa, a więc rywalem o podobnym stylu. Wicemistrz Polski miał zweryfikować formę graczy Luki Elsnera. Rzeczywistość okazała się inna, bo gospodarze wyegzaminowali ekipę Marka Papszuna i odnieśli pewną wygraną 2:0.


Udostępnij na Udostępnij na

Gwiazdy wieczoru

Przed meczem gdybaliśmy, że gwiazdą tego wieczoru może zostać Tomasz Pieńko. On rozczarował nas swoją postawą, tak jak cały Raków Częstochowa. Kapitan reprezentacji U-21 był tylko na papierze w tej rywalizacji. Chłopak, który błyszczał formą, schował ją do kieszeni i musimy czekać, jak wyciągnie ją ponownie. Tego wieczoru zawiódł każdy kandydat do tego miana w drużynie Marka Papszuna. „Medaliki” nie dojechały na mecz z Cracovią i świeciły tylko krakowskie gwiazdy.

Cracovia może polegać na Filipie Stojilkoviciu, choć jego instynkt strzelecki tkwi w uśpieniu. Nie spada konkretyzacja poczynań szwajcarskiego napastnika. Poznajemy tego piłkarza z innej strony, a ten wieczór udowodnił wartość tego transferu. Podanie do najjaśniej świecącej gwiazdy tego meczu było wycyrklowane idealnie. Martin Minczev musiał tylko dobrze dołożyć stopę i tak uczynił. Wydawało się, że ten duet dobije gości w drugiej połowie, lecz Bułgar zdołał dokładnie podać do Mauro Perkovicia. Chorwat zabił to spotkanie trafieniem na 2:0.

Rozczarowanie i radość – dwa spojrzenia trenerów

Luka Elsner zaczął swoją wypowiedź po meczu od tego, że jest bardzo szczęśliwy. Trudno byłoby czuć się inaczej po takim występie swoich podopiecznych. Słoweniec trafił ze składem oraz odpowiednio dobrał taktykę na mecz z wicemistrzem Polski. Amir Al-Ammari nie rozpoczął meczu po raz pierwszy w tym sezonie, ale Mateusz Klich i Mikkel Maigard poradzili sobie znakomicie. Dominik Piła, który wrócił do składu, sprostał zadaniu i radził sobie z próbami ataków Adriano Amorima. Trener Cracovii podkreślił, że to był mecz, który był kontrolowany przez jego zespół przez pełne 90 minut. Nie można się z tym nie zgodzić. Przyjezdni byli kompletnie bezradni wobec poziomu zaprezentowanego przez „Pasy”.

Marek Papszun miał inną minę i narrację po tym spotkaniu. Opowiedział, że jego ekipa nie tak grała piłką jak powinna. Po tym, co zaobserwowaliśmy, możemy mieć trudności ze stwierdzeniem, jak powinno to wyglądać. Oskar Repka z Karolem Struskim nie podbili krakowskiej murawy, a Michael Ameyaw i Adriano Amorim byli osamotnieni w swoich próbach. Czujność graczy Cracovii stała na bardzo wysokim poziomie i Jonatan Brunes miał utrudnione życie.

Trener „Medalików” wiedział, czego muszą się wystrzegać jego piłkarze, lecz nie udało się tego zrealizować. Jak wypowiadał się 51-letni trener po pierwszej półgodzinie badania jego zawodnicy dostali cios. Szkoleniowiec nie ukrywał, że to, co pokazała jego drużyna, nie zasługiwało na zdobycie punktów. Pierwszy celny strzał odnotowaliśmy w 88. minucie, co świadczy o dyspozycji uczestnika Ligi Konferencji.

Plan? Jedni zagrali dla drugich!

Cracovia czuła się idealnie w tym, co zaproponowali je przeciwnicy. Możliwość kontrolowania meczu i inteligentnego poruszania się po murawie było wodą na młyn dla gospodarzy. Nie spodziewaliśmy się fajerwerków i czuliśmy, że błyski lub błędy mogą rozstrzygnąć to widowisko. Raków Częstochowa nie pokazał nam nic, jeśli chodzi o atakowanie. Oglądaliśmy brak współpracy na bokach połączony z niedokładnościami w zagraniach na skrzydła. Brakowało dośrodkowań pomimo roszad i zestawienia z trzema wysokimi napastnikami. Przyjezdni byli w teorii przygotowani, aby być uważnymi na stale fragmenty i indywidualne błędy, bo stąd może narodzić się zagrożenie. Praktyka nie okazała łaskawości i goście zostali dwukrotnie ukarani.

Bezradność jednych napędziła drugich – tak można opisać to spotkanie. Cracovia wykorzystała fatalną wpadkę Bogdana Racovitana. Rumun nie przeciął bardzo długiego wybicia Mateusza Klicha, które można nazwać podaniem. Był to kosztowny brak skutecznej interwencji środkowego obrońcy, bo przez brak odpowiedniego zachowania padła bramka otwierająca wynik. Gracze Luki Elsnera nie odpuścili takiej sytuacji, a asysta Filipa Stojilkovicia była wyborna.

Druga połowa stała pod hasłem niemocy Rakowa Częstochowa i nieustannej kontroli nad wydarzeniami boiskowymi przez „Pasy”. Mądre bieganie gospodarzy i oczekiwanie na swoją szansę przyniosło oczekiwany cel. Goście wyglądali na ekipę, która mogłaby grać ten mecz w nieskończoność, a i tak nie byłaby w stanie zagrozić Sebastianowi Madejskiemu.

Ten chłopak jest niesamowity!

Cracovia ma w swoich szeregach zawodnika, na którego patrzy się z przyjemnością. Jednym z obrazków tego meczu będzie sytuacja, kiedy Oskar Wójcik ustawiony na własnej połowie wymieniał się piłką z Kacprem Trelowskim. Fani Cracovii skandowali nazwisko tego chłopaka, który rośnie z tygodnia na tydzień. Ten mecz został rozegrany po profesorsku przez niego. On interweniował w tempo oraz wyprzedał graczy z Częstochowy. Dodajmy jego pewność w każdego rodzaju interwencjach, bo czy na ziemi, czy w powietrzu nie dał się zaskakiwać. To on, emanując swoją postawą, zadziwiał rywali. Najwspanialsze jest to, że kibice potrafią docenić poczynania tego 22-latka. Ile potrwa jego przygoda w Krakowie?

Liczby nie kłamią

Tabela PKO BP Ekstraklasy nie kłamie i utwierdza nas w znakomitej pracy wykonywanej przez Lukę Elsnera. Cracovia wygrała w tym sezonie z takimi markami, jak: Lech Poznań, Legia Warszawa i Raków Częstochowa. 3. miejsce po 12 spotkaniach nie jest żadnym zaskoczeniem, a zasługą fachowego wejścia do naszej ligi słoweńskiego trenera. Stadion przy ulicy Józefa Kałuży przetwarza się na twierdzę bardzo trudną do podbicia. Gdzie poniesie Cracovię ten pragmatyzm w tym sezonie? Następną przeszkodą będzie Pogoń Szczecin w delegacji i pachnie kolejnym rywalem, który może zostać poobijany przez styl Cracovii. Dobrą informacją dla „Pasów” jest powrót do gry Ajdina Hasicia, co oznacza wzrost siły ognia.

Raków Częstochowa wystartował w cyklu siedmiu spotkań w ciągu 21 dni w sposób rozczarowujący. Czas na rehabilitację przyjdzie bardzo szybko, bo w czwartek odbędzie się starcie w Lidze Konferencji. Za półtora tygodnia te ekipy będą rywalizować o awans do kolejnej fazy Pucharu Polski. Ujrzymy, czy Marek Papszun lepiej uwrażliwi swoich podopiecznych na atuty rywala. Dla „Medalików” rośnie waga tego trofeum, bo z taką postawą w lidze będzie trudno o grę w europejskich pucharach w nadchodzącym sezonie. Wicemistrz Polski traci 11 punktów do liderującej Jagiellonii Białystok, z którą zmierzy się za dwa tygodnie. Na co stać Raków Częstochowa? To pytanie nie ma jak na razie stałej odpowiedzi…

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze