Spotkanie Podbeskidzia z Cracovią zakończyło się remisem 1:1. Po pierwszej połowie goście zasłużenie prowadzili, jednak w drugiej części gry indywidualny błąd Krzysztofa Nykiela dał gospodarzom rzut karny, który został wykorzystany przez Marka Sokołowskiego.

Na początku spotkania zarysowywała się lekka przewaga gości, którzy częściej bywali na połowie „Górali”. W 8. minucie bolesnego urazu doznał Zajac, który świetnie interweniując po rzucie wolnym Boljevicia, uderzył barkiem w słupek. Na szczęście dla gospodarzy, ich golkiper był w stanie kontynuować grę. W zespole „Pasów” aktywny był nowy nabytek, Giannis Papadopoulos, który w pierwszych minutach kilkukrotnie dawał się łapać na spalonym. Na boisku nie działo się zbyt wiele, Cracovia próbowała ataków pozycyjnych, w których brakowało nawet prób wykończenia, mimo faktu, że dobrze piłkę rozgrywał Steblecki. Gospodarze z kolei nie mieli pomysłu na przedostanie się pod bramkę Pilarza, kibice TSP mogli czuć się zawiedzeni postawą swoich pupili. Dość powiedzieć, że Podbeskidzie nie oddało w pierwszej połowie ani jednego strzału!

Co innego Cracovia, która w 38. minucie otworzyła wynik spotkania. Steblecki dobrze wybiegł do prostopadłego podania ze środka pola, dograł na 11. metr do Papadopoulosa, a ten, mimo że uderzył bardzo nieczysto, trafił do siatki! Do przerwy było 1:0 dla „Pasów”, a zważywszy na obraz spotkania był to wynik jak najbardziej sprawiedliwy.

Leszek Ojrzyński w przerwie próbował interweniować, dokonując aż dwóch zmian przed drugą częścią gry. Efekt był taki, że teraz to „Górale” więcej czasu spędzali pod bramką gości. Podbeskidzie odbijało się od defensywy krakowian, aktywny był świeżo wprowadzony Krzysztof Chrapek, jednak w pojedynkę nie był w stanie sforsować „pasiastych” zasieków. Mimo optycznej przewagi, piłkarze TSP nie byli w stanie nawet oddać strzału. Po godzinie gry fatalny błąd popełnił Nykiel, który wybijając piłkę z własnego pola karnego, przyjął ją na tyle źle, że ta odbiła się od jego ręki. Ewidentny rzut karny, który na bramkę zamienił Marek Sokołowski. Gospodarze dopięli swego, był remis!












