Poprzedni mecz obu ekip we Wrocławiu również zakończył się wynikiem 1:1. Śląsk Wrocław wywozi cenny jeden punkt z trudnego terenu po blamażu w ostatnim meczu pucharowym. Cracovia natomiast musi zadowolić się remisem, jednak niedosyt pozostaje. Widzew Łódź i Pogoń Szczecin przegrały swoje mecze w tej kolejce i to był idealny moment, by „Pasy” doskoczyły do swoich sąsiadów.Cracovia dalej traci do 4. i 5. miejsca trzy punkty. Po dzisiejszym ewentualnym zwycięstwie tylko jedno oczko dzieliłoby „Pasy” od europejskich pucharów. Rzeczywistość jest jednak inna i zespół Jacka Zielińskiego w tym sezonie musi raczej skupić się na tym, żeby utrzymać obecną lokatę na koniec sezonu.
Śląsk Wrocław chciał zmazać plamę po ostatnim meczu w ćwierćfinale Pucharu Polski. KKS Kalisz wygrał z „Wojskowymi” 3:0 i awansował do półfinału tych rozgrywek. Śląsk jednak nie zaprezentował dobrej gry, a punkt wywieziony z Krakowa powinien bardzo cieszyć, bo mogło skończyć się o wiele gorzej.
Pierwsza połowa dla Śląska
Pierwsza połowa w wykonaniu Cracovii była do zapomnienia. Szybko do parteru sprowadził ją Łukasz Bejger, który w 9. minucie strzelił bramkę dla Śląska Wrocław i otworzył wynik spotkania. Virgil Ghita nieporadnie chciał wybić piłkę z pola karnego i trafiła ona pod nogi zawodnika „Wojskowych”, a ten z ostrego kąta pod nogami Niemczyckiego wpakował piłkę do siatki. Cracovia potrzebowała jeszcze pięciu minut, by się otrząsnąć i zacząć tworzyć akcje na bramkę rywala.
Pierwsza połowa nie obfitowała w piękne widowisko i sytuacje podbramkowe. Byliśmy świadkami tylko siedmiu strzałów, z czego po jednym celnym każdej drużyny. Cracovia nie miała pomysłu na grę, nie wiedziała, jak przebić się przez defensywę Śląska Wrocław, w pierwszej połowie wyglądał on na dobrze zorganizowany zespół, który przyjechał do Krakowa po trzy punkty i łatwo ich nie odda.
Cracovia dwa oblicza ma
Chyba tylko zespół z Krakowa może rozegrać tak różne dwie połowy w jednym meczu. Druga część spotkania była całkiem inna. Bardziej dynamiczna i obfitowała w sytuacje bramkowe. Gospodarze oddali dziewięć strzałów na bramkę Leszczyńskiego, lecz tylko jeden znalazł drogę do siatki. Mateusz Bochnak strzelił swoją debiutancką bramkę w ekstraklasie w 54. minucie i mieliśmy remis 1:1. Rezultat do końca spotkania już się nie zmienił.











