Środowy finał Copa del Rey po raz kolejny pokazał, że polityczne podziały wciąż są obecne na terytorium Hiszpanii. Finał pomiędzy dwiema drużynami, reprezentującymi regiony od lat walczące o swoją niezależność, był wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu. Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego doszło do sytuacji, którą oglądający w telewizji kibic nie uznał zapewne w pierwszym momencie za wartą większej uwagi.
Obie drużyny po wyjściu z szatni ustawiły się tradycyjnie na boisku w jednej linii. Ponieważ była to decydująca batalia o krajowy puchar odegrany został hymn narodowy Hiszpanii. I wówczas wszystko się zaczęło. Jedna z największych i jednocześnie najbardziej upolitycznionych stacji telewizyjnych TVE już po kilku sekundach przerwała transmisję z Walencji. Pokazała dwóch swoich dziennikarzy przebywających wśród kibiców Athleticu w Bilbao: jeden na stadionu San Mames, drugi w centrum miasta. Na Mestalla obraz wrócił dopiero po kilkudziesięciu sekundach.
Dlaczego tak się stało? Otóż fani obu finalistów w trakcie trwania hymnu niemiłosiernie i bardzo głośno gwizdali, wyrażając tym samym swoje autonomiczne przekonania. Ta sama stacja puściła hymn z odtworzenia, gdy odpowiednio zareagowali realizatorzy transmisji. Zmniejszyli prawdopodobnie natężenie dźwięków dochodzących z trybun stadionu, stąd gwizd dało się słyszeć ale znacznie słabiej niż to miało miejsce w rzeczywistości.
Cała sytuacja wyszła na jaw dzięki radiu Marca, należącego do jednego z największych dzienników o tej samej nazwie w Madrycie. Podczas trwania audycji słuchacze w całej okazałości usłyszeli zachowanie kibiców zgromadzonych na obiekcie w stolicy Lewantu. Hymn podziałał na kibiców Athletiku i Barcelony, jak przysłowiowa płachta na byka, co zresztą wielu obserwatorów przed spotkaniem przywidywało. Natomiast zachowanie telewizji potwierdziło tylko, jak bardzo Hiszpania wstydzi się możliwości dostrzeżenia przez świat podziałów na swoim terytorium.










