Nie ma drugiej tak skrajnie ocenianej pozycji na boisku. Mówi się o nich: saperzy, desperaci, królowie empatii, ewentualnie – wariaci. Może i prawdą jest, że dobry bramkarz musi być lekko szalony… Co jednak można powiedzieć o tych, którzy są ich zmiennikami?
Ile razy spotykamy się z sytuacją, gdy bramkarz wchodzi na boisko z ławki rezerwowych?
Kiedy już przychodzi ten „upragniony” dla niego moment, można porównać go z mistrzowską walką bokserską wagi ciężkiej. Pretendent, by zdobyć tytuł, musi zdecydowanie wygrać na punkty, a najlepiej znokautować mistrza. Wyobraźmy sobie np. że rezerwowy golkiper zalicza taki występ (załóżmy, że każda zmarnowana „setka” to puszczona bramka):
Zapewne po takim popisie prędko nie dostałby drugiej szansy. Tymczasem Raul Gonzalez został legendą Realu Madryt. W historii futbolu zdarzały się bowiem przypadki, gdy rezerwowi bramkarze dochodzili do głosu.
Bezkompleksowy debiutant
Gianluigi Buffon – choć trudno w to uwierzyć – zaliczył kiedyś debiut. Miało to miejsce w 1995 roku w meczu przeciwko AC Milan. Dwaj pierwsi bramkarze Parmy doznali kontuzji, więc na ich miejsce musiał wskoczyć młokos. Nie przejął on się zbytnio rangą wydarzenia i uciął sobie drzemkę w autokarze w drodze na mecz. Kolegom z drużyny raczej nie dodało to otuchy. Buffon jednak zagrał znakomicie, a reszta to już historia.
Długa droga Łukasza Fabiańskiego
Pech prześladował Łukasza Fabiańskiego praktycznie przez cały jego pobyt w Arsenalu Londyn. Gabinety lekarskie były często dla niego drugim domem. Jeśli już grał, to zdarzały mu się spektakularne wpadki:
https://www.youtube.com/watch?v=_YpTB6Swmvg
Reprezentant Polski pokazał jednak zarówno w Swansea, jak i West Hamie, że jak już dostanie możliwość regularnej gry, to potrafi być mocnym punktem zespołu.
(Nie)kontrolowane szaleństwo
Parę dni temu podczas meczu ligi włoskiej czerwoną kartkę otrzymał… rezerwowy bramkarz Interu Mediolan – Tommaso Berni. Żeby tego było mało, to już jego druga nagana w tym sezonie. Warto podkreślić, że nie rpzegrał jeszcze ani minuty w barwach obecnego klubu. I nie mówimy tu o bieżącej kampanii, ale o całym okresie pobytu. Czyli siedmiu latach. Ale oddajmy królowi to, co królewskie. Nie opuścił w tym czasie ani jednej jednostki treningowej.












