Chicago Fire – nowy projekt Roberta Lewandowskiego


Polak kluczem do stworzenia nowego wielkiego rozdziału w MLS

2 lipca 2026 Chicago Fire – nowy projekt Roberta Lewandowskiego

Zgodnie z wieloma doniesieniami polskich i zagranicznych dziennikarzy, Robert Lewandowski trafił do Chicago Fire. To w MLS polski napastnik ma kontynuować swoją piłkarską karierę. Prawdopodobnie będzie to jego ostatni klub. Czym jest nowy projekt kapitana reprezentacji Polski? „Strażacy” mają bardzo ambitne plany i już teraz traktowani są poważnie w USA. Napisaliśmy najważniejsze informacje i fakty o „The Fire”.


Udostępnij na Udostępnij na

Kapitan reprezentacji Polski długo kazał czekać na decyzję na temat swojego nowego klubu. Wiedzieliśmy jeszcze przed zakończeniem zeszłego sezonu, że opuści FC Barcelonę. Mówiono o włoskich kierunkach, podsycano informacje o mocno pieniężnej ofercie z Arabii Saudyjskiej, a ostatecznie trafił on do klubu, który o niego zabiegał już bardzo długo. Chicago Fire to zespół, który wygrał raz MLS. Ale miało to miejsce prawie 30 lat temu. Polak ma być symbolem nowej odsłony „The Fire”. Co go może czekać na amerykańskiej ziemi?

Robert Lewandowski w Chicago Fire! Hit transferowy tego roku staje się faktem.

Chicago Fire z konkretnym projektem

Jeśli spojrzymy na ostatnie pięć sezonów MLS, Chicago Fire przypominał raczej klub z wiecznie niedokończonego remontu niż gotowy produkt do osiągnięcia sukcesu. Drużyna oscylowała wokół miejsc poza ścisłą czołówką, przeważnie poza pierwszą trójką konferencji, a często poza strefą play-off. Media i analitycy wskazywali trzy powtarzające się problemy „The Fire”. Brak stabilności w obronie, kłopot z utrzymaniem rytmu w sezonie oraz niespójne decyzje transferowe – od głośnych nazwisk po projekty, które nie wytrzymywały zderzenia z realiami MLS. Jednocześnie podkreślano, że pozostają klubem z dużym potencjałem. Miasto, stadion, historia i baza kibicowska dawały im pole na coś znacznie większego.

W takim razie co się stało, że Robert Lewandowski wybrał ten klub? Kwestia ostatniego półtora roku, w którym zaczyna się wielka przebudowa i pojawiła się osoba nadająca Chicago Fire konkretny kierunek. Mowa o Greggu Berhalterze, byłym selekcjonerze reprezentacji USA. Wrócił on do MLS, obejmując „The Fire” jednocześnie w roli trenera i szefa pionu sportowego. Już w pierwszym roku pracy w Chicago doprowadził drużynę do pierwszego od 2017 roku awansu do play-offów MLS Cup, co w amerykańskich mediach określano jako „powrót do życia” klubu.

Właściciel Chicago Fire jest bardzo majętnym człowiekiem i pompuje pieniądze nie tylko w kontrakty piłkarzy poza Salary Cap, ale też w centrum treningowe za 100 milionów dolarów i stadion typowo piłkarski za 750 milionów dolarów w bardzo atrakcyjnej dzielnicy. To też są aspekty, które przekonują Roberta LewandowskiegoKatarzyna Przepiórka dla iGol.pl

Jednak nie tylko osoba trenera przekonała kapitana reprezentacji Polski. A co jeszcze? – „Lewego” do Chicago Fire przekonały przede wszystkim kwestie finansowe, choć może nie przede wszystkim, ale na pewno jednym z ważnych czynników była bardzo konkretna oferta pieniężna. W MLS będzie to drugi najwyższy kontrakt i naprawdę nie każdy klub mógłby sobie pozwolić na tak dużą pensję dla Roberta Lewandowskiego – odpowiada Katarzyna Przepiórka, prowadząca profil Amerykańska Piłka.

Do tego dochodzi aspekt sportowy, czyli długi kontrakt. Może nie aż tak długi, jak wszyscy się spodziewali, bo na ten moment ogłoszenie mówi o dwóch sezonach, czyli do końca sezonu 2027/2028. Kalendarz w MLS się zmienia po tym roku. Jest też wizja, że to Lewandowski jest gwiazdą i wokół niego buduje się cały skład – dodaje redaktorka Amerykańskiej Piłki.

Podobnego zdania jest nasz drugi ekspert, dziennikarz Joe Chatz: – Lewandowski jest wyraźnie zafascynowany stylem pracy dyrektora sportowego i trenera Chicago Fire, Gregga Berhaltera, który z piłkarskiego punktu widzenia naprawdę pomógł w sfinalizowaniu tego transferu. Wizja amerykańskiego szkoleniowca i jego sukces w krótkim czasie ze „Strażakami”, a także nowoczesny ośrodek treningowy otwarty w 2025 roku i nowy stadion, który ma powstać w 2028 roku sprawiły, że ten ruch był prosty z piłkarskiego punktu widzenia.

Jaka jest siła „The Fire”?

Obecnie Chicago Fire to drużyna, która wreszcie zaczyna grać na miarę potencjału. W obecnym sezonie znajdują się w ścisłej czołówce Konferencji Wschodniej z ośmioma zwycięstwami, dwoma remisami i czterema porażkami. Do tego dochodzi bilans bramek 27:16 i bardzo solidna forma. „The Fire” wciąż nie są drużyną idealną, a nawet dość daleko im do takiego miana. Zdarzają im się mecze, w których tracą bramki po prostych błędach, a seria trzech zwycięstw potrafi zostać przerwana dwoma słabymi występami. Jednak różnica w porównaniu z poprzednimi latami jest wyraźna. Play-offy nie są już murem nie do zdobycia przez „Strażaków”.

ESPN opisuje Chicago Fire Gregga Berhaltera jako zespół, który bazuje na dobrze zorganizowanej defensywie i szybkim przejściu do ataku, z mocnym pressingiem w środkowej strefie boiska i naciskiem na płynne poruszanie się piłkarzy między liniami. Dużym atutem „The Fire” jest również forma ich najlepszego strzelca – Hugo Cuypersa. Belg w obecnym sezonie zdobył już 13 goli, a rozegrał 11 meczów. Rok wcześniej 29-latek miał na swoim koncie 17 bramek, co świadczy o tym, że może przebić swoje osiągnięcie. O ile zostanie on w zespole, bo po transferze Roberta Lewandowskiego spekuluje się o możliwym odejściu belgijskiego napastnika. Choć sam Gregg Berhalter nie wyklucza gry na dwie „dziewiątki”.

Skład teoretycznie nie jest aż tak zły, jak mogłoby się wydawać, ale zmiany będą potrzebne. W zależności od tego, jaki model przyjmie Chicago Fire, będą wykonywać kolejne ruchy. Moim zdaniem docelowo sezon 2027/2028 ma być tym, w którym klub będzie miał optymalną kadrę, żeby realnie walczyć o najwyższe cele. W tym roku to jest po prostu bardzo dobra drużyna, może nawet jeszcze nie bardzo dobra, ale na pewno dobra na play-offy, a w nich, wiadomo, może wydarzyć się wszystko – dodaje Katarzyna Przepiórka.

Podobnego zdania są amerykańskie media. Gregg Berhalter jest chwalony za obecną postawę Chicago Fire i docenia się jego zeszłoroczne przełamanie impasu i awans do play-offów. Podkreśla się również to, że prawdziwa weryfikacja „The Fire” przyjdzie właśnie w tych kluczowych meczach fazy pucharowej. I właśnie o nie są największe obawy. A najlepiej może w nich pomóc właśnie Robert Lewandowski, który w swojej karierze zagrał w wielu ważnych spotkaniach.

Lewandowski początkiem przebudowy Chicago Fire

Pozyskanie Roberta Lewandowskiego jest niezwykle ważnym impulsem dla Chicago Fire. Wszystko przez przepisy MLS, których mogą do końca nie rozumieć kibice z Europy. Z pomocą przychodzi nam nasza ekspertka: – W MLS zasady są dosyć restrykcyjne. Jeśli zatrudnisz takiego Designated Playera jak Robert Lewandowski, to potem musisz zdecydować, czy jesteś w modelu trzech Designated Playerów i masz mniej graczy na inicjatywie U-22, czy w modelu U-22, gdzie masz mniej Designated Playerów, ale więcej młodych zawodników na trochę wyższych kontraktach niż przeciętne. Obecnie Chicago było na profilu U-22, więc to się zapewne zmieni, albo i nie. Jeżeli Hugo Cuypers nie zostanie w klubie, tylko Chicago przyjmie za niego jakąś bardzo dużą ofertę.

W obecnym składzie Chicago Fire występuje kilku piłkarzy, których może kojarzyć kibic piłki europejskiej. Pośród nich jest Jonathan Bamba, który miał swego czasu dobry okres w Lille OSC. Jest również Philip Zinckernagel, którego mogą pamiętać z początków Bodo/Glimt przebijającego się coraz dalej w europejskich pucharach. Ci nieco bardziej śledzący słabsze europejskie reprezentacje mogą kojarzyć Robina Loda z Finlandii, a ci oglądający obecny mundial mogli zobaczyć na własne oczy młodego reprezentanta RPA Mbekezeliego Mbokaziego, który zagrał we wszystkich meczach „Bafana-Bafana” na mundialu.

Chicago Fire to jedna z najlepszych drużyn w swojej konferencji. Obecnie ma w składzie lidera klasyfikacji strzeleckiej Hugo Cuypersa, silnych skrzydłowych w postaci Philipa Zinckernagela i Jonathana Bamby, południowoafrykańską młodą gwiazdę Mbekezeliego Mbokaziego, Kanadyjczyka Joela Watermana, bramkarza reprezentacji USA Chrisa Brady'ego i zawodnika reprezentacji Finlandii Robina Loda, a także wielu innych. Lewandowski powinien pomóc podnieść i tak już dobry zespół na jeszcze wyższy piłkarski poziomJoe Chatz dla iGol.pl

Na tle tej całej historii wejście Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire wygląda jak naturalna kulminacja kilku wątków naraz. Choć w przeszłości w tym miejscu różne projekty padały, nawet kiedy sprowadzano jakieś głośniejsze nazwiska, to wydaje się, że tym razem będzie inaczej. Dla Berhaltera polski napastnik jest kimś więcej niż tylko kolejnym Designated Playerem. To zawodnik, który może spiąć całą strukturę gry „Strażaków”, dając drużynie coś, czego brakowało im od lat – spokój i skuteczność pod bramką rywala oraz autorytet w szatni. Dla MLS to natomiast kolejny symbol, że liga przestaje być „domem spokojnej starości”, a staje się miejscem, w którym jeszcze można coś wygrać, osiągnąć sukces i zbudować konkretny piłkarski projekt.

Dodatkowo przyjście Polaka powinno pozwolić na kolejne mocne transfery. Czy tak faktycznie będzie? – Tak, Leon Goreztka zapewne przyjdzie do Chicago Fire. Od dłuższego czasu się o tym mówi. To też miał być jeden z argumentów, że Chicago podchodzi do wszystkiego poważnie. Skład może nie budzi aż takiego wrażenia, ale mimo wszystko nie jest to bardzo zła drużyna, tylko będąca w przebudowie. Trener Berhalter będzie miał tutaj bardzo dużo do powiedzenia – odpowiada Katarzyna Przepiórka.

Główni rywale w MLS

Patrząc na ostatnie 10 lat trzeba przyznać, że liga MLS niezwykle się rozwinęła. A nie tak dawno doszedł potężny impuls. Od kiedy do USA trafił Leo Messi, to Inter Miami niemal z miejsca stał się najważniejszym klubem w całym MLS. Magia Argentyńczyka nie tylko dała wyniki, ale też pozwoliła na sprowadzenie bardzo ciekawych piłkarzy, którzy dodatkowo wzmocnili klub ze wschodu Stanów Zjednoczonych. To będzie główny rywal Chicago Fire, ale nie jedyny poważny przeciwnik.

Jeśli patrzeć na aktualną tabelę Konferencji Wschodniej, to liderem jest Nashville SC. Jest to stosunkowo bardzo młoda drużyna w rozgrywkach MLS, ale to nie jest pierwszy raz w historii tej ligi, kiedy „świeżak” chce od razu rozstawiać innych po kątach. Z perspektywy całych rozgrywek za najsilniejsze marki sportowo-organizacyjne nadal uchodzą również kluby z Zachodu, zwłaszcza LAFC, LA Galaxy i Seattle Sounders. Z tym, że te ekipy są wciąż znane i nawet fani piłki nożnej z Europy coś o nich słyszeli, ale ostatnie lata mają mieszane albo suche.

Nie można zapominać o takich ekipach, jak New England Revolution i New York Red Bulls. To też są projekty, które są w tej samej konferencji co „The Fire” i jednocześnie mają swoje ambicje i plany na ligę. Na koniec nie można zapomnieć o Vancouver Whitecaps, w którym gra stary dobry znajomy Lewandowskiego – Thomas Muller. To właśnie ta ekipa rok temu mierzyła się w finale MLS z Interem Miami i sprawiła nieco problemów Messiemu i jego kolegom.

W szerszej perspektywie, jeśli Chicago ma stać się klubem z ambicjami mistrzowskimi, musi jeszcze gonić zespoły, które od lat lepiej funkcjonują w MLS. Może wydawać się, że potrzebują na to więcej czasu, ale projekt Interu Miami pokazał, że w Ameryce da się stworzyć drużynę, która może szybko wspiąć się na szczyt. Potrzebny jest tylko odpowiedni zapalnik, a w przypadku „Strażaków” będzie to Robert Lewandowski.

Efekt Messiego w MLS różni się od wszystkich innych transferów, a tylko przyjście Cristiano Ronaldo mogłoby być na takim samym poziomie. Lewandowski to supergwiazda o globalnym statusie, ale Argentyńczyk jest teraz na zupełnie innym pułapie w Stanach Zjednoczonych i Ameryce Północnej. Polak może pomóc podnieść prestiż klubu i poziom piłkarski Chicago Fire, ale transfer Messiego do Miami to zupełnie inna sytuacjaJoe Chatz dla iGol.pl

Chicago Fire ostatni sukces świętowało prawie 30 lat temu. Czy to faktycznie dobry klub dla Polaka? Można go nazwać zespołem liczącym się w walce o trofea? – Pogląd, że „Strażacy” nie mogą walczyć o trofea, stał się już nieaktualny. Wszystko przez Gregga Berhaltera i jego sztab szkoleniowy, którzy przejęli stery w 2025 roku i wprowadzili przyzwoity zespół do fazy play-off. Projekt piłkarski w Chicago już teraz należy do najsilniejszych w MLS, więc pozyskanie Lewandowskiego to kolejny dowód na to, że są już wysoko cenieni – odpowiada Chatz.

Inne gwiazdy, które nie zapłonęły

Robert Lewandowski nie będzie pierwszym piłkarzem z głośnym nazwiskiem, który założy koszulkę Chicago Fire. Na pewno będzie to pierwsza aż tak wielka gwiazda, ale to nie oznacza, że w przeszłości zagrali tutaj zawodnicy odcinający kupony od dawnej sławy. Jednym z pierwszych ważnych zawodników był czeski obrońca Lubos Kubik – lider defensywy z przełomu wieków, zdobywca mistrzostwa MLS 1998, dwukrotny zwycięzca US Open Cup oraz laureat nagrody MLS Defender of the Year i miejsca w MLS Best XI. Był członkiem legendarnego zespołu Czech z 1996 roku, który szalał na Euro.

W znacznie późniejszych latach sprowadzono do Chicago kilku piłkarzy o statucie Designated Player, a bez wątpienia najgłośniejszymi postaciami byli tacy zawodnicy, jak Bastian Schweinsteiger czy Xherdan Shaqiri. Pierwszy z nich już nie przypominał dawnego siebie z czasów gry w Bayernie Monachium czy Manchesterze United. W Fire zakończył piłkarską karierę. Drugi z kolei prezentował się naprawdę dobrze w MLS, ale brakowało mu wsparcia partnerów. Dlatego z czasem Szwajcar wrócił do ojczyzny, w której wciąż potrafi prezentować naprawdę dobrą formę. Z nazwisk znanym polskim kibicom w tym zespole grał Nemanja Nikolić, który zapisał się bramkami w historii klubu. Niestety i on nie odniósł tutaj sukcesu.

Bastian Schweinsteiger zrobił wiele dobrego dla Chicago, a Xherdan Shaqiri był rezerwową opcją dla „Strażaków” za czasów poprzedniego pionu sportowego „The Fire”. Te dwa transfery miały miejsce w bardzo różnych momentach w historii Chicago Fire i MLS. Obaj nigdy nie byli w stanie kreować goli tak, jak Robert Lewandowski robi to przez całą swoją karierę. Polak powinien sprawić, że ten zespół będzie od razu lepszy i rozwinie się przez cały okres gry 37-latka w barwach „Strażaków” – dodaje Chatz.

Chicago Fire ma ciekawą historię

Chicago Fire powstało 8 października 1997 roku. Dokładnie w 126. rocznicę Wielkiego Pożaru Chicago, który na zawsze zmienił historię miasta. Nazwa i symbolika klubu od początku były więc czytelne: odbudowa, upór, start od zgliszcz. Do MLS weszło w sezonie 1998 jako jedna z pierwszych ekip „rozszerzeniowych”. Już w debiucie dokonało wielkiej rzeczy – zdobyło dublet: mistrzostwo MLS Cup i US Open Cup. W kolejnych latach dołożono jeszcze Supporters’ Shield (2003 rok) oraz kolejne triumfy w krajowym pucharze, łącznie czterokrotnie sięgając po US Open Cup (1998, 2000, 2003, 2006).

Początek Chicago Fire w MLS to bardziej mit niż statystyka – klub praktycznie od razu wszedł na poziom, o którym dziś w Chicago wspomina się z nostalgią. Zbudowali przy tym wizerunek drużyny „pucharowej”. Nawet gdy w lidze brakowało stabilności, „Strażacy” potrafili odpalić w US Open Cup. Jednak po tamtych latach kibicom zostały tylko wspomnienia. To oczywiście ma też wpływ na frekwencję na trybunach, bo kibiców mogłoby być więcej na meczach piłki nożnej. Ostatnie lata to głównie balansowanie na granicy play-offów, sporadyczne przebłyski i poczucie, że ten klub żyje przede wszystkim historią. W latach 2021–2025 Chicago Fire częściej kończyli sezon w dolnej połowie tabeli MLS, niż liczyli się w jakikolwiek sposób w wyścigu o mistrzowski tytuł.

Sukcesów Chicago Fire nie byłoby bez Polaków. Do dzisiaj dobrze wspomina się polskich piłkarzy, którzy już w pierwszym sezonie wiedli prym w drużynie. Piotr Nowak, Roman Kosecki i Jerzy Podbrożny – trio, które poprowadziło „The Fire” do mistrzostwa MLS i US Open Cup. Nowak grał w Chicago do 2003 roku, rozgrywając 139 meczów i zdobywając 29 bramek, stając się ikoną klubu i pierwszym piłkarzem wprowadzonym do klubowego „Ring of Fire”. Kosecki (57 meczów, 15 goli) i Podbrożny (68 meczów, 12 goli) do dziś wspominani są jako twarze „polskiego” Fire.

W kolejnych latach barwy klubu reprezentowali m.in. Tomasz Frankowski (18 meczów), Krzysztof Król (23 mecze), Przemysław Frankowski (64 mecze, 10 goli) i Kacper Przybyłko (57 meczów, 11 goli), a obecnie w kadrze figuruje także David Poreba, piłkarz grający w niedalekiej przeszłości w Stali Mielec. Teraz kibice mają nadzieję, że historia zatoczy koło i znowu Polak poprowadzi Chicago Fire do sukcesów.

Nie tylko kwestia sportowa

Na koniec trzeba poruszyć jeszcze jeden wątek. Robert Lewandowski jest już blisko zakończenia piłkarskiej kariery. Do tej pory zbudował przede wszystkim świetną markę sportową i zapisał się na zawsze w historii Bayernu Monachium czy FC Barcelony. Jednak transfer do tego klubu był ważny dla Polaka, bo on pozwolił na jeszcze szersze promowanie własnego nazwiska. Z całym szacunkiem do „Bawarczyków”, jednak „Duma Katalonii” ma większe przebicie w świecie i jest bardziej znana. Teraz transfer do Chicago Fire też ma pewne podteksty marketingowe.

Polak ma być drugim piłkarzem pod względem wysokości kontraktu w MLS. I tak, mógłby dostać lepszy kontrakt w Arabii Saudyjskiej (przynajmniej według plotek), ale to nie oznacza, że Lewandowski będzie zarabiać tylko na umowie z Chicago Fire. Dużo mówi się o bonusach, które ma otrzymywać polski napastnik oraz jeszcze kilku dodatkowych kwestiach.

Wracając do tego, co jeszcze mogło przekonać „Lewego” do podpisania kontraktu: oczywiście centrum treningowe. To też jest bardzo dobry argument dla Anny Lewandowskiej. Jej biznesy, treningi indywidualne i prowadzenie zawodników — to wszystko sprawia, że centrum treningowe Chicago Fire jest świetnym miejscem, jeśli mogłaby z niego korzystać. Ale przede wszystkim chodzi o wejście na amerykański rynek marketingowy.

Wielokrotnie mówiłam, że przy tym, jakim piłkarzem w prime był Robert Lewandowski i jaką był światową gwiazdą, marketingowo nie wykorzystał tego najlepiej. To rozdrobnienie było momentami bardzo widoczne. Jeśli spojrzeć na to, jakich partnerów ma Iga Świątek, jakie marki reklamuje i jakie marki premium wokół niej się skupiają, a jakie marki momentami skupiały się wokół Roberta Lewandowskiego, kiedy prezentował absolutnie najwyższą formę fizyczną, to różnica jest ogromna. Wejście na amerykański rynek otwiera mu zupełnie nowe możliwości i zupełnie nowe drzwi, a jestem przekonana, że wykorzysta to w 100 procentach, co jest świetną informacją – dodaje redaktorka Amerykańskiej Piłki.

Nasza ekspertka dodała jeszcze, że przewijał się temat możliwego procentu od sprzedaży koszulek, ale ta informacja nigdzie nie ma potwierdzenia. Jednak wydaje się, że pod względem marketingowym jest to świetny ruch. Odkładając na bok kwestie piłkarskie, kto z nas nie chciałby mieszkać i pracować w USA?

***

Robert Lewandowski powoli zbliża się do końca swojej kariery. Nie oznacza to, że brakuje mu już ambicji. Nie pierwszy raz wchodzi do projektu, który potrzebuje jego do odpowiedniego impulsu. Wydaje się, że będzie miał mało czasu na to, aby odpowiednio naznaczyć sobą sukces „The Fire”. Jednak mimo już blisko 38 lat, Polak wciąż prezentuje bardzo dobrą formę. W Chicago czeka go prawdziwe wyzwanie, a to coś, co na pewno lubi kapitan reprezentacji Polski. Wybór tego klubu świadczy o tym, że jeszcze nie w głowie mu powolne odcinanie kuponów, zwłaszcza patrząc na potencjał i plany „Strażaków”.

Chicago Fire przez lata żyło wspomnieniem dubletu z 1998 roku i polskiego tria Nowak–Kosecki–Podbrożny. Dziś, po latach suszy, po trudnych sezonach i nieudanych projektach, klub ma szansę napisać nowy rozdział. Znów z polskim akcentem na pierwszym planie. Tym razem jednak stawka jest większa i trudniejsza do zdobycia. Tu nie chodzi tylko o trofea, ale i odpowiedź na pytanie, czy „Strażacy” będą umieli po raz drugi w historii rozpalić ogień, który pochłonie ligę, a nie szybko zgaśnie przy pierwszej ważniejszej próbie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze