Chelsea w końcu zwycięża


Londyńczycy pewnie pokonali Bolton, aplikując rywalom trzy bramki, podczas gdy sami zachowali czyste konto, a to wszystko poparte było naprawdę dobrą grą. Popołudnie na Stamford Bridge miejscowi mogą więc zaliczyć do udanych, choć do ogłoszenia końca kryzysu droga jeszcze daleka.


Udostępnij na Udostępnij na

„The Blues” od początku rzucili się do ataku i premierowe fragmenty gry należały zdecydowanie do nich. W 5. minucie dobrym wślizgiem w środku pola popisał się Lampard, piłkę przejął Sturridge i popędził z nią w stronę bramki, ale jego strzał prawą nogą obronił Bogdan. Chwilę później z dystansu, z marnym skutkiem, spróbował Essien. Minęło kilkadziesiąt sekund i świetnie w pole karne wbiegł Lampard, ograł już bramkarza, ale przez to za bardzo się wyrzucił do boku i z akcji nic, oprócz rzutu rożnego, nie wyszło.

Dider Drogba podwyższył na 2:0…
Dider Drogba podwyższył na 2:0… (fot. skysports.com)

Po początkowym szturmie gospodarzy tempo oraz częstotliwość ich ataków spadły i Bogdan po raz kolejny musiał się wysilić dopiero w 29. minucie po ładnym, technicznym strzale Sturridge’a. Następnym, który próbował, był Ramires i może nawet by mu się udało, gdyby kopnął piłkę o wiele  mocniej. Po kontrze kilka chwil później strzał oddał Ashley Cole, ale jemu z kolei zabrakło precyzji. Chwilę przed przerwą goście w końcu skontrowali i nieźle uderzył Miyachi, aczkolwiek piłka przeleciała nad poprzeczką. Niedługo po tym zdarzeniu Michael Oliver zakończył pierwszą część gry.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, zmienił się za to wynik na tablicy świetlnej. Zdobyty gol to od początku do końca popis Davida Luiza. Brazylijczyk najpierw przejął piłkę w środku pola, później przeprowadził ją kilkanaście metrów i podał do Drogby. Po dośrodkowaniu napastnika futbolówka znowu spadła pod nogi Luiza, który spokojnie ją przyjął, ograł rywala i strzałem w długi róg nie dał tym razem szans Bogdanowi. Było to bardzo podobne trafienie do tego, które obrońca gospodarzy zaliczył w meczu Ligi Mistrzów z Bayerem.

Odpowiedź przyjezdnych mogła przyjść bardzo szybko, bo już w 51. minucie. Piłka dość przypadkowo spadła pod nogi Reo-Cokera, ale ten się pomylił. Celnie chwilę później na drugą bramkę uderzył Lampard, jednak zrobił to za słabo, by zagrozić bramkarzowi. Następnie Luiz mógł powiększyć swój dorobek w tym spotkaniu, ale po jego główce piłka trafiła tylko w poprzeczkę. W podobny sposób zakończyła się kilkadziesiąt sekund później kontra „The Blues” – tym razem szczęścia zabrakło Drogbie. Z drugiej strony za to groźnie było po próbie Tuncaya, jednak piłka przeleciała nad bramką.

…a dzieła zniszczenia dokończył Frank Lampard
…a dzieła zniszczenia dokończył Frank Lampard (fot. skysports.com)

61. minuta przyniosła za to gola wypracowanego przez tak ostatnio krytykowanych weteranów. Dokładne dośrodkowanie z rzutu rożnego Lamparda w połączeniu z główką Drogby stanowi potężną broń, o czym tym razem przekonał się Bolton. 120 sekund później mieliśmy kolejny korner. Tym razem Lampard pomysłowo zagrał do Essiena, który uderzył z dystansu. Bogdan strzał obronił, a przy dobitce Luiz i Ivanović przeszkodzili sobie nawzajem. Minęło kilka chwil i po kolejnej głupiej stracie w szeregach gości Drogba podał do Maty, a Hiszpan starał się sprytnie przelobować bramkarza, jednak Bogdan nie dał się zaskoczyć.

79. minuta przyniosła już jednak trzeciego gola. Piłkę na prawym skrzydle przejął Mata i dośrodkował wprost na nogę wchodzącego na długi słupek Lamparda. Anglikowi nie pozostało nic innego, jak tylko dopełnić formalności, co też uczynił. Dla „Super Franka” było to trafienie historyczne – po pierwsze dlatego, że 150. w ligowych występach w jego karierze, a poza tym sprawiło ono, że pomocnik Chelsea stał się pierwszym piłkarzem, który strzelał w angielskiej ekstraklasie przynajmniej dziesięć goli przez dziewięć sezonów z rzędu. Dodać można, że ta bramka praktycznie zapewniała „The Blues” zwycięstwo we wszystkich rozgrywkach w historii. Taki mecz musiał wydawać się idealny, aby Fernando Torres w końcu trafił do siatki i tak też myślał sam Hiszpan. W 88. minucie miał swoją okazję, ale przestrzelił, choć może usprawiedliwiać go nieco kąt, z jakiego musiał uderzać. „El Nino” chwilę później mógł zaliczyć asystę, jednak po jego dośrodkowaniu niecelnie główkował Kalou. Następnie Torres znowu uderzył nad bramką, a kilkadziesiąt sekund później arbiter zakończył spotkanie.

Komentarze
~chelsea123213 (gość) - 14 lat temu

wkońcu Lampard i Drogba dostali szanse .
Wykorzystali ją znakomicie

Najnowsze