1 września 2020 kluby ogłosiły transfer pomocnika. W ostatnim sezonie Sampdoria zajęła 15. lokatę w lidze, zaś Torino było miejsce niżej, mając dwa punkty mniej. Te rezultaty w kontekście obu drużyn nikogo, kto orientuje się we włoskiej piłce, nie powinny zadziwiać. Oba zespoły są obecnie typowymi średniakami ligi i oscylują bardziej na miejscach 10-16.Zrozumiałe jest jednak zachowanie Karola Linettego, który szukał innych wariantów rozwoju własnej kariery. Zawodnik szukał drużyny z perspektywą na lepsze jutro, a taką był właśnie zespół z Turynu.
Postawmy się jednak na miejscu pomocnika Polski. Drużyna z mocnym atakiem, w którym bryluje kapitan oraz czołowa postać zespołu, Andrea Belotti, a u jego boku doświadczony Simone Zaza. Aż chce się posłać jakąś piłkę do przodu i tylko patrzeć, jak ta dwójka celebruje gola po twoim ostatnim podaniu. Obok siebie masz Rincona, który również z niejednego pieca chleb jadł, oraz Meite stanowiącego o sile Torino od 2018 roku.
Możesz być też spokojny o defensywę. Za plecami masz trójkę… nie, w zasadzie piątkę obrońców, bo gracie wahadłowymi. Co może pójść nie tak? W razie gdyby jednak poszło, między słupkami stoi wielokrotny reprezentant Włoch, Salvatore Sirigu. Gdyby to wszystko było jednak takie proste, a futbol tak idealnie przewidywalny i wystarczyłby jedynie dobry skład…
Dlaczego akurat Torino FC?
Wróćmy jeszcze na sekundę do postaci Linettego i spróbujmy raz jeszcze wejść w jego skórę. Przyjechałeś do Włoch w wieku 21 lat, jesteś dobrze zapowiadającym się zawodnikiem, więc klub daje ci szansę na pokazanie swoich umiejętności. Test zdajesz z miejsca z wyróżnieniem i zostajesz w składzie Sampdorii na kolejne miesiące. Z biegiem czasu jesteś już podstawowym piłkarzem pierwszego zespołu i wyrabiasz sobie niemalże nieskazitelną pozycję nie do ruszenia. W zasadzie grasz średnio po 30 meczów ligowych w sezonie. Lata mijają, a ty przecież nie młodniejesz – przeciwnie. Nagle budzisz się i uświadamiasz sobie, że masz już 25 lat i cztery sezony w lidze włoskiej za sobą.
Są to jednak spotkania tylko w jednych i tych samych barwach bez większych szans na sukcesy. Twój kontrakt również wygasa za rok, więc szukasz czegoś nowego, innych wyzwań. Pyta o ciebie między innymi Fiorentina, Schalke oraz Frankfurt. Ty jednak widzisz inną możliwość. Okazuje się, że nowym trenerem Torino został twój były szkoleniowiec. Mało tego, to ten sam trener, który cię pozyskał z poznańskiego Lecha i tak szybko dał szansę gry we Włoszech. Coś niesamowitego! Co ciekawe, Marco Giampaolo jest również zainteresowany pozyskaniem właśnie ciebie. Masz być częścią jego nowego dream teamu. Brzmi świetnie, co?
Finalnie odrzucasz oferty innych drużyn, zostawiasz kolegów, z którymi dzieliłeś przez cztery lata szatnię, z Bartoszem Bereszyńskim na czele, i krzyczysz „Ciao!”. Udało się, zostajesz ogłoszony nowym graczem w Turynie. Wartość twojego transferu to oficjalnie 7,5 mln euro.











