Jeśli chcesz, to szybko ogłoś w hiszpańskich mediach chęć startowania w konkursie na Di Stefano XXI wieku. Za kontrkandydatów będziesz miał Leo Messiego i Cristiano Ronaldo.
Na początek kilka słów wyjaśnienia dla kibiców niezagłębiających się w zakamarki hiszpańskiego sposobu postrzegania futbolu. Alfredo Di Stefano to dla Iberów najlepszy piłkarz w historii, wzór w każdym calu, przykład dla kolejnych pokoleń. To ktoś, kogo opinia o futbolu nabiera z miejsca wagi prawdy objawionej, to ojciec chrzestny potęgi ligi hiszpańskiej, twórca legendy Realu Madryt. To ktoś, do kogo sam król Juan Carlos zwrócił się słowami: Teraz Ty będziesz królem, „Strzało”.
Bycie nowym Di Stefano to wyzwanie, które, moim przynajmniej zdaniem, przerasta każdego piłkarza przed i po genialnym Argentyńczyku. Tylko Pele był większy. Don Alfredo był graczem kompletnym, pierwszym i ostatnim, który dobrze czuł się na każdej pozycji i na każdej był gotów rozgrywać wielkie mecze. Luis Suarez, legenda Interu i Barcelony, stwierdził niedawno, że gdyby Złotą Piłkę w latach 50. i 60. przyznawano na dzisiejszych zasadach, „Blond Strzała” miałby ich cały worek, bo najzwyczajniej przerastał kolegów biegających po murawach Europy.
Dyskusję o Di Stefano XXI wieku rozpoczął Quique Flores po tym, jak rodak don Alfredo wbił mu trzy gole i w pojedynkę ośmieszył Atletico. Do rozmowy włączył się również Jorge Valdano, stwierdzając, że to Cristiano Ronaldo bardziej zasługuje na ten zaszczytny tytuł („Marca” słowa „El Filosofo” wydrukowała wielką czcionką na okładce).
Nietrudno domyśleć się, o co w tym wszystkim chodzi. Wyścig o tytuł Pichichi La Liga wystartował wraz z początkowym gwizdkiem pierwszego meczu sezonu, jednak szybko okazało się, że to nie będzie wynik sprawiedliwy. Podczas gdy większość uczestników wystartowała pieszo, ewentualnie na trójkołowych rowerkach, Argentyńczyk z Portugalczykiem wsiedli do futurystycznych pojazdów napędzanych mieszaniną talentu, pieniędzy i sławy medialnej. Wyścig tych dwóch to najwspanialsza walka w historii La Liga. Obaj pobiją rekord Telmo Zarry i Hugo Sancheza, pewnie wyraźnie przekroczą 40 bramek. Messiemu kibicuje cała Hiszpania, Ronaldo tylko Madryt i okolice. Na szczęście dla siebie, Portugalczyk ma za swoimi plecami mocarną maszynę propagandową „Marki” i „Asa”. Każda pochwała pod kierunkiem Messiego, nawet wypowiedziana mimochodem, zostaje odbita wielką tarczą okładek najpopularniejszych gazet Hiszpanii. Panowie walczą o tytuł nowego Di Stefano, a co robi Alfredo? Pewnie z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy po gali rozdania Złotych Piłek piłkarze Realu i Barcelony spotykali się w pokoju Ladislao Kubali i wspólnie świętowali. Ale, jak wiadomo, tempores mutant mores.












