Kto spadnie z Premier League? Wielu wymienia Bournemouth jako głównego faworyta, niektórzy wskazują na Leeds United, Southampton czy też Fulham lub Brentford. Everton i jego kibice muszą liczyć się z tym, że podobne spekulacje tyczą się ich klubu. Potwierdza się to w sumie na początku sezonu, w który weszli bardzo słabo. Drużyna „The Toffees” już w poprzedniej kampanii była blisko degradacji, a przyszłość nie zapowiada się najlepiej. Tym razem o pozostanie w Premier League może być jeszcze trudniej.
Everton to, patrząc na dwie pierwsze kolejki, drużyna, która prezentuje się chyba najgorzej w lidze. Chwilowe przebłyski pojedynczych piłkarzy wcale ich nie bronią. Start zaliczają po prostu zły – jednoznacznie. Perspektyw na poprawę na razie trudno się doszukiwać. W pierwszej serii gier przegrali z Chelsea 0:1, a w ostatniej kompletnie zawiedli, ulegając po kiepskim meczu równie słabo wchodzącej w sezon Aston Villi 1:2.
Początek problemów
Jaka jest geneza takiego upadku Evertonu? Zacznijmy od początku…
30 czerwca 2021 roku doszło do bardzo zaskakującej decyzji ówczesnego trenera „The Toffees” Carlo Ancelottiego. Ten postanowił opuścić klub, który za jego sterami w złym położeniu właściwie się nie znajdował. Być może pragnienia kibiców sięgały wyżej, natomiast dziesiąte miejsce każdy kibic klubu z niebieskiej części Liverpoolu chyba brałby dziś w ciemno. Tu jednak opcji nie było. Jeżeli zgłasza się Real Madryt, już powinieneś wiedzieć, że ugiąć się trzeba. Choć Everton nie chciał odejścia Włocha, wola trenera odegrała tu pierwszoplanową rolę.
Kto zatem został jego następcą? Rafa Benitez, czyli nazwisko, które w niebieskiej części Liverpoolu jest akurat znienawidzone przez kibiców. Wszystko przez głęboką zażyłość z ich derbowym rywalem, którego prowadził w latach 2004–2010. Dla każdej ze stron był to wybór po prostu fatalny – chyba najgorszy z możliwych. Kibice Liverpoolu kompletnie zawiedli się na niegdyś uwielbianym szkoleniowcu, a dla fanatyków „The Toffees” Benitez był, lekko mówiąc, niemile widziany już od samego przybycia na Goodison Park.
Władze klubu brały go jedynie za nazwisko, a nie faktyczne umiejętności w nowoczesnej piłce. Jego osoba wypadła z obiegu czołówki lata temu, więc nikt nie podchodził entuzjastycznie do tego ruchu. Przypuszczenia dobitnie potwierdziły się na boisku. Rafa poprowadził „The Toffees” jedynie w 22 spotkaniach, zapisując się na kartach historii jako jeden z najgorszych trenerów w całej historii istnienia klubu. To on spuścił ich na 14. miejsce w tabeli i to przez niego z klubem pożegnał się uwielbiany przez kibiców Lucas Digne. Nic nie szło po ich myśli, a mimo odejścia głównego winowajcy nie opuściły Goodison Park problemy.












