Za nami następna kolejka Scottish Premier League. Teraz wszystkie klubowe gwiazdy rozjadą się do swoich krajów, by razem z drużynami narodowymi szlifować formę przed wielkimi turniejami.
W sobotę jednym z ciekawszych spotkań była potyczka Glasgow Rangers z St. Mirren. Podopieczni Waltera Smitha jak zwykle chcieli zdobyć trzy punkty, a to, że czasem wychodzi inaczej, to już inna sprawa.
Na całe szczęście, mimo wielkich nerwów na ławce trenerskiej, Rangersi ostatecznie zdobyli trzy punkty i zbliżyli się do Celticu Glasgow. Jak zwykle bardzo skuteczny był Kris Boyd, bez którego „The Gers” nie zdobyliby Mistrzostwa Szkocji. Rywal zza miedzy na zakończenie kolejki grał z ostatnią drużyną w tabeli.
Ku zaskoczeniu fanów mecz był bardzo ciekawy i, co najważniejsze, zobaczyliśmy dużo bramek. Nikt nie spodziewał się, że Falkirk będzie w stanie nawiązać walkę z Celtami. Podopieczni Tony’ego Mowbraya zagrali dzisiaj przyzwoicie w ataku, ale katastrofalnie w obronie.
Wynik 3:3 mógłby nam zasugerować, że spotkały się dwie równorzędne drużyny, jednak patrząc na tabelę SPL widać, że ta różnica jest ogromna.










