Wtorek i środa przyniosły nam półfinały Ligi Mistrzów. To oczywiście sprawiło, że w czwartkowy wieczór mogliśmy delektować się spotkaniami w ramach dwóch pozostałych europejskich rozgrywek. Grały Liga Europy i Liga Konferencji, a na pierwszy plan wysuwało się starcie rozgrywane w Londynie. Tam West Ham podejmował Eintracht.
Czy to w ogóle niespodzianka?
Dziewiąty zespół Bundesligi pokonuje siódmą drużynę Premier League. Na pierwszy rzut oka większość obserwatorów powiedziałaby, że mamy do czynienia ze sporego kalibru niespodzianką. Jednak jeśli przyjrzymy się drodze Eintrachtu trochę bliżej, wcale aż tak nas to nie zaskoczy.
Grupa drużyny z Frankfurtu okazała się dość łatwa i wyjście z niej było niemalże formalnością. Schody zaczęły się w tym roku, gdy w 1/8 finału „Orły” musiały mierzyć się z Realem Betis. Hiszpanie w tym sezonie prezentują się z naprawdę dobrej strony. Dodatkowo napędzała ich jedna pozaboiskowa kwestia — finał zostanie rozegrany w ich mieście, na stadionie największego rywala. To na pewno sprawiało, że zawodnicy z Benito Villamarin wyobrażali sobie zwycięstwo. Ich plany pokrzyżowali Niemcy i to oni przeszli dalej, gdzie znowu trafili na Hiszpanów.
Tym razem ich rywalem była Barcelona, która przecież pozostawała głównym kandydatem do wygrania całych rozgrywek. Katalończycy również przekonali się o tym, że gracze Olivera Glasnera potrafią napsuć krwi każdemu. Przedstawiciel Bundesligi zagrał świetnie szczególnie na Camp Nou, gdzie w pewnym momencie prowadził już nawet 3:0. W taki sposób Eintracht znalazł się w półfinale.
Niezmiennie świetnie zorganizowany w defensywie przez Glasnera Eintracht, na bardzo wysokim poziomie koncentracji, choć w końcówce szczęście dopisało. Jeden krok od finału, niesamowity ogień będzie we Frankfurcie. Trybuny zapłoną.
— Marcin Borzęcki (@m_borzecki) April 28, 2022
Tu los skojarzył go oczywiście z West Hamem i wydaje się, że to właśnie „Młoty” były typowane na faworyta tej rywalizacji. I one też nacięły się na nieprzyjemny niemiecki zespół. Od pierwszego gwizdka mecz nie układał się po myśli gospodarzy. Niemcy przy pierwszej dogodnej sytuacji umieścili piłkę w siatce. Zrobił to Ansgar Knauff, który trafił też w pierwszym meczu z Barceloną.
Jednak niedługo później wyrównał Michail Antonio i przez długi czas utrzymywał się remis. W drugiej połowie przyjezdnym udał się jeden wypad, a ten na bramkę zamienił Daichi Kamada i takim samym wynikiem zakończyła się ta batalia.
Filip Kostić zaczyna być za duży na Eintracht
O znakomitych umiejętnościach Serba wiadomo nie od dziś. Kostić jest świetnym wahadłowym. Ma niesamowitą wydolność, co pozwala mu biegać wzdłuż boiska przez cały mecz. Dysponuje świetną techniką, a w jego wydaniu najbardziej imponują dośrodkowania w pole karne rywala. Dorzucane przez niego piłki są bardzo powtarzalne i dzisiaj też miał kilka solidnych wrzutek, ale jego koledzy z nich nie skorzystali.
Filip Kostić has 5 assists in this season's competition, more than any other player 🌟#UEL pic.twitter.com/M4cCGBZWeF
— UEFA Europa League (@EuropaLeague) April 28, 2022
O przenosinach Serba do mocniejszego klubu mówiło się już kilka razy. Zarówno w letnim, jak i zimowym oknie transferowym mocno spekulowano o kierunkach, w jakich ten mógłby się udać. Ostatecznie Eintracht go zatrzymał i niewykluczone, że z nim w składzie zrobi coś, o czym zimą pewnie we Frankfurcie tylko marzyli. Niemniej, jeśli utrzyma taką dyspozycję do końca kampanii, temat jego odejścia zapewne powróci latem.
West Ham prezentuje, jak utrudnić sobie życie
Tak jak wspomniałem wyżej, to Anglicy byli uznawani za faworyta tej rywalizacji. Pierwszy mecz na swoim stadionie mógł dać im komfort przed wyjazdem na gorący stadion we Framburgu. I takie okazje trzeba wykorzystywać, bo w Niemczech na pewno nie będzie łatwiej.
Jednak dzisiaj po zawodnikach Davida Moyesa nie było widać zawziętości, która była wymagana, jeśli ci chcieli ugrać korzystniejszy rezultat. Oczywiście zdołali strzelić jedną bramkę, ale poza nią i strzałem z przewrotki Bowena nie mieli zbyt dobrych sytuacji. Z tyłu zawiedli, z przodu zawiedli — w zasadzie trudno ich za cokolwiek pochwalić.
Trochę dziś rozczarował West Ham. Najlepszy w ofensywie wprowadzony po przerwie Benrahma, ale to było zdecydowanie za mało na świetnie zorganizowany Eintracht.
Bardzo trudno będzie odrobić wynik we Frankfurcie.
*dlaczego ta przewrotka Bowena trafiła tylko w poprzeczkę? :(
— Maciej Łuczak (@maciejluczak) April 28, 2022
A powodów, aby walczyć o wygranie Ligi Europy, mają trochę. Oczywiście poza samym podniesieniem pucharu, bo to oczywista motywacja. Z takowym triumfem wiąże się awans do następnej edycji Ligi Mistrzów, a o dokonanie tego przez ścieżkę ligową „Młotom” będzie niesamowicie trudno. Poza tym po tym sezonie karierę piłkarską kończy wieloletni kapitan West Hamu, Mark Noble, i na pewno weteran poczułby się bardzo miło, gdyby mógł podnieść puchar na zakończenie kariery.
Polski wątek
Oczywiście w kadrze londyńczyków pojawił się Łukasz Fabiański, ale to byłoby na tyle jeśli chodzi o jego udział w tym meczu. Pełne 90 minut w bramce gospodarzy rozegrał Alphonse Areola, co nie może dziwić, bo Francuz gra wszystko w Europie. Polak musi poczekać do weekendu i wtedy wyłapie swoje minuty w meczu ligowym.