W pierwszym pojedynku 1/8 finału Pucharu Króla Valencia rzutem na taśmę uratowała remis z Atletico Madryt. Stołeczna drużyna wygrywała od 72. minuty po golu Raula Garcii, ale w doliczonym czasie gry bramkę wyrównującą strzelił Helder Postiga.
Starcie na Estadio Mestalla, mimo że obydwie drużyny zagrały w nieco zmienionych składach, miało być hitem 1/8 finału rozgrywek Pucharu Króla. Jak się jednak okazało, przez większość czasu byliśmy świadkami nudnego spotkania, które jednak rozpieściło nas w samej końcówce. Od pierwszego gwizdka arbitra to gospodarze przejęli inicjatywę, ale w żaden sposób nie byli w stanie tego udokumentować. Każda akcja „Nietoperzy” kończyła się mniej więcej na 30. metrze od bramki gości. W takim stylu upłynęła nam cała pierwsza część spotkania, z której wynieśliśmy zaledwie trzy godne uwagi zdarzenia. Najpierw w 11. minucie technicznym strzałem Thibauta Courtois chciał zaskoczyć Parejo, ale nieznacznie się pomylił. W 32. minucie pierwszą dobrą akcję przeprowadzili z kolei przyjezdni. Podopieczni Diego Simeone rozklepali defensywę Valencii, ale strzał Raula Garcii na rzut rożny sparował Guaita. Tuż przed zakończeniem pierwszej części najlepszą okazję miał Diego Costa, który po szybkiej kontrze znalazł się praktycznie oko w oko z bramkarzem „Los Ches”, jednak zbyt długo zastanawiał się nad finalizacją akcji, przez co został zablokowany przez jednego z obrońców.

Po zmianie stron obraz spotkania nie uległ zmianie. To gospodarze prowadzili grę, a Atletico cierpliwie czekało na swoje okazje po kontratakach lub stałych fragmentach. I to właśnie jeden z rzutów rożnych sprawił, że w Walencji coś zaczęło się dziać. Szkoda tylko, że miało to miejsce na 18 minut przed końcem spotkania. Po wrzutce z narożnika boiska fatalny błąd popełnił Guaita, który wypiąstkował piłkę wprost na głowę Raula Garcii, nie mającego dzięki temu najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce. Stracony gol podziałał na „Nietoperzy” niczym płachta na byka. Ostatni kwadrans to prawdziwy szturm bramki Courtois. Szturm, który koniec końców się opłacił. Pięć minut po golu dla Atletico cudownym strzałem popisał się wprowadzony z ławki Canales, a jeszcze lepszą interwencją odpowiedział na niego belgijski golkiper. Po kolejnych pięciu minutach w odstępie 60. sekund bramkarz madryckiej drużyny dwukrotnie musiał pokazywać swoje fantastyczne umiejętności. Najpierw z dystansu próbował zaskoczyć go Piatti, po strzale którego piłkę dobijał jeszcze Postiga, ale na tyle nieumiejętnie, że ta poszybowała wysoko nad poprzeczką. Chwilę później świetną indywidualną akcją popisał się Feghouli, wymanewrowując aż czterech defensorów, ale uderzył za mało precyzyjnie, aby myśleć o pokonaniu Courtois. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry algierski zawodnik znowu odnalazł się w polu karnym i obsłużył dokładnym podaniem Heldera Postigę, który zdobył upragnionego dla gospodarzy gola.











