We wtorkowy wieczór zostały rozegrane dwa pierwsze rewanżowe mecze Pucharu Króla. Racing Santander odpadł, mimo zwycięstwa nad drugoligową Cordobą. Z kolei Espanyol Barcelona bez większych problemów awansował do 1/8 finału.

Piłkarze Racingu przystępowali do rewanżowego meczu w niezbyt dobrych nastrojach. W pierwszym spotkaniu ulegli niżej notowanej Cordobie aż 2:0. Trener Portugal postawił na mocny skład, tylko czterech piłkarzy można określić mianem zmienników.
Wszystko układało się po myśli Kantabryjczyków. Dominowali przez cały mecz. Pierwszego gola strzelili w 24. minucie za sprawą Ivana Bolado. Drugie trafienie, już po zmianie stron, zapisał na swoje konto Kennedy. W tym momencie Racing zniwelował straty. Do awansu konieczny był jeszcze jeden gol. Minęło 90 regulaminowych minut, minął czas doliczony, a sytuacja ciągle była daleka od rozstrzygnięcia. Sędzia zarządził dogrywkę. W 103. minucie młody pomocnik z Kantabrii, Edu Bedia, strzelił gola, który dawał awans jego ekipie. A potem zaczął się dramat. Dramat był krótki i ograniczył się do gola Luque w doliczonym czasie dogrywki. 3:1 dało awans Cordobie.
Tragiczna forma Racingu w Primera Division przełożyła się niestety na Copa del Rey. Bez sporych zmian podopieczni Miguela Angela Portugala za kilka miesięcy zameldują się w Segunda Division.
W zgoła innych humorach do swojego meczu przystępowali podopieczni Mauricio Pochettino. Espanyol zachwyca formą w lidze, grając futbol bardzo efektywny. W meczu z Valladolid wystąpił praktycznie pierwszy skład katalońskiej ekipy. Odpoczywali tylko Kameni i Verdu. W pierwszym spotkaniu obu ekip Espanyol wygrał 3:0, więc mógł być spokojny o awans.
Przebieg meczu pokazał, że miejscowym faktycznie nic złego stać się nie może. Już w 10. minucie rezerwowy bramkarz gospodarzy obronił rzut karny. Alvares wykazał się wielką siłą charakteru i nie zdecydował się na rzut w losową wybraną stronę bramki. Poczekał na środku i pewnie złapał strzał Calle’a. Piłkarz Valladolid wykonał całkiem ładną, aczkolwiek nieskuteczną „panenkę”. Na początku drugiej części spotkania czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie obejrzał Jorfe Gonzalez. Dwie minuty później kartonik w takim samym kolorze zobaczył również trener Valladolid, Antonio Gomez. Muniz Fernandez w krytycznej sytuacji nie stracił kontroli nad meczem. W 69. minucie gola zdobył Espanyol. Szczęśliwym strzelcem był Osvaldo. Niecałe dziesięć minut później był już remis. Rzut karny, podyktowany za zagranie Didaca ręką w polu karnym, na bramkę zamienił Barragan.
Remis 1:1 oczywiście premiował Espanyol. Katalończycy rozgrywają naprawdę dobry sezon, nie tylko w lidze.











