Lechia Gdańsk przegrała 1:3 z Polonią Warszawa w meczu 16. kolejki TME. Niezwykłego wyczynu w pierwszej połowie dokonał Edgar Cani, który zdobył trzy bramki. Z kolei trafienie dla gdańszczan zanotował Traore.
Lechia Gdańsk po ostatniej wygranej w meczu z Ruchem Chorzów przełamała się i wygrała 1:0. Zwycięstwo wyraźnie dało pozytywnego kopa zespołowi Rafała Ulatowskiego, który od pierwszego gwizdka arbitra starał się przejąć inicjatywę. Już w 6. minucie po podaniu Pietrowskiego w dobrej sytuacji znalazł się Traore, ale strzał zawodnika Lechii był niecelny.

Chwilę później oglądaliśmy bramkę, ale strzelcem był zawodnik Polonii. Do wybitej przez gdańszczan przed własne pole piłki doszedł Jodłowiec, który postanowił zagrać w „szesnastkę” gospodarzy. Futbolówka przy biernej postawie obrońców trafiła wprost na głowę Caniego, który pięknym strzałem głową pokonał bramkarza.
W 14. minucie Lechia przegrywała już 0:2. Świetna długa piłka od obrońcy trafiła pod nogi Szultesa, który bez zastanowienia dośrodkował na jedenasty metr. Tam po raz kolejny świetnie odnalazł się Cani, który strzałem z pierwszej piłki podwyższył wynik. Na uwagę zasługuje fatalna postawa defensywy Lechii, która będąc w zdecydowanej przewadze, dała sobie wbić bramkę.
Po kilku sekundach znów pokazali się Szultes oraz Cani. Tym razem snajper Polonii znalazł się w roli odgrywającego. Po jego podaniu piętą na strzał zdecydował się Szultes, ale piłka minęła bramkę gospodarzy.
Lechia była wyraźnie ogłuszona dwoma ciosami wyprowadzonymi przez Polonię. Z kolei goście konsekwentnie realizowali swoją taktykę. „Czarne Koszule” świetnie operowały piłką, co sprawiało spore problemy gdańszczanom. Trzeba przyznać, że goście w tym sezonie rzadko pokazywali aż tak dobrą piłkę. Przedostanie się spod własnego pola karnego pod bramkę rywali zajmowało im dosłownie kilka sekund. Lechia nie dawała sobie rady z ambitnie grającą Polonią, przez co goście raz po raz zagrażali bramce rywali. W kolejnych akcjach brakowało jednak celności lub dobrą interwencją popisywał się Pawłowski.
Podopieczni Rafała Ulatowskiego obudzili się w 37. minucie. Prostopadłe podanie Wiśniewskiego trafiło wprost pod nogi Tadicia. Ten wszedł z piłką w pole karne i zagrał wzdłuż bramki, gdzie czyhał już Traore, który po chwili wpakował futbolówkę do siatki.
Po sześciu minutach wszystko wróciło jednak do normy. Z prawej strony do środka zszedł Szultes, który kapitalnie zagrał między obrońców do wbiegającego w pole karne Jeża. Ten, będąc oko w oko z Pawłowskim, odegrał jeszcze do Caniego, który zdobył swoją trzecią bramkę w tym meczu!











