Canet-en-Roussillon. Niewielka miejscowość leżąca w Pirenejach Wschodnich. Na południe od niej znajduje się granica Francji z Hiszpanią. Od wschodu z Canet Roussillon graniczy Morze Śródziemne. Z tego względu jest to na tyle ciekawe miasteczko, żeby pojechać tam na krótki wypoczynek. Znajduje się w okręgu Perpignan, który jest już dużo bardziej liczebny, bo mieszka w nim około 300 tysięcy ludzi. To właśnie piłkarze z tego miejsca upokorzyli wielką Marsylię i pokonali ją 2:1.
Miejscem sensacji był niewielki Stade Saint-Michel. Na co dzień gra tam drużyna z National 2, czyli czwartego poziomu ligowego we Francji. Na co dzień rywalami walecznych Francuzów z południa (oraz zawodników pochodzenia afrykańskiego) są takie „tuzy”, jak: rezerwy Angers, rezerwy Nantes czy liderujący obecnie w tabeli AS Béziers. Przed pokonaniem zawodników z Marsylii gracze Canet Roussillon zostawili w polu przegranych US Colomiers, Saint Cléement i Stade Poitevin. Jeśli ktoś nie kojarzy tych drużyn, to nie ma czym się przejmować. Są jeszcze mniej znane niż obecni bohaterowie.
Canet Roussillon nie ma też za sobą zbyt potężnej historii. Ten niewielki klub występował w Ligue 2 przez łącznie 12 sezonów, w trzech seriach po kilka lat. Zadebiutował tam w 1945 r. Ostatni raz wystąpił na tym poziomie w 1997 r., kiedy problemy finansowe poskutkowały automatyczną degradacją do najniższego poziomu rozrywkowego w kraju. Od tego czasu zespół z południa Francji powoli odbudowuje swoją pozycję. W sezonie 2017/2018 znalazł się w gronie najlepszych 32 zespołów Pucharu Francji, jednak po rzutach karnych przegrał z Caen i wówczas pożegnał się z tymi rozrywkami.
Co ciekawe, w klubie można doszukać się polskiego akcentu. Kiedyś jego reprezentantem był Roman Jakóbczak, czyli brązowy medalista mistrzostw świata z 1974 r.
Z kim przegrały gwiazdy z Marsylii?
O zawodnikach drużyny z Perpignan można napisać wiele dobrego. W trakcie spotkania z bardziej renomowanymi oponentami imponowali walecznością. Raz po raz atakowali dynamicznymi rajdami skrzydłami. Do tego grali bardzo mądrze i stabilnie w defensywie. W końcowej fazie meczu podopieczni Nassera Largueta nie byli w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić dobrze zorganizowanym czwartoligowcom, a do tego ciągle narażali się na niebezpieczne kontrataki.
A kim są dokładniej panowie, którzy tak dobrze zagrali przeciwko drużynie Milika? Szczerze mówiąc, na papierze nikim szczególnym. Przeglądając kadrę Canet Roussillon, można dostrzec tylko jednego człowieka, który w ostatnim czasie miał do czynienia z jakąkolwiek przyzwoitą drużyną. Jest to 20-letni napastnik Jean Vercruysse, który do niedawna grał w rezerwach i młodzieżówkach Montpellier. W National B furory nie robi, strzelił dotychczas jedną bramkę.
W drużynie nie ma bramkostrzelnego zawodnika. Więcej niż jedną bramkę ligową mają obecnie jedynie środkowy pomocnik Toufik Ouadoudi i napastnik Raphaël Pioton. Również w ich przypadku próżno szukać wielkich osiągnięć. Bohaterowie wieczoru z Marsylią, czyli Jérémy Posteraro i Yohan Bai, także nigdy nie pokazali niczego szczególnego. Ten pierwszy ma włoskie korzenie, a do tego kiedyś rozegrał kilka meczów w Nimes, kiedy klub ten grał jeszcze w Ligue 2. Biorąc pod uwagę, że ma on już pewien staż w Canet Roussillon, czyni go to jednym z kluczowych zawodników trenera Farida Fouzariego. Drugi zawodnik lata temu wychowywał się w młodzieżówkach Amiens, poza tym nie miał w karierze żadnych interesujących epizodów.











