Od niedawna Polska może się pochwalić, że w najbliższym El Clásico będzie miała ona swój akcent. Jednak w tym przypadku nie chodzi nam o Roberta Lewandowskiego występującego w odwiecznej rywalizacji między dwoma największymi hiszpańskimi klubami. Takie samo nazewnictwo nosi też najbardziej elektryzujący mecz w Belize, w którym Verdes FC mierzy się z Belmopan Bandits. W barwach tych pierwszych od niedawna występuje Camilo Villarreal, który posiada polskie obywatelstwo.
Long story short
Takie transfery nie zdarzają się codziennie. Przejście z 3. ligi polskiej do mistrza jakiegokolwiek kraju powinno (i w tym przypadku jest) być rozpatrywane w kontekście surrealistycznej historii. Stąd transakcja między LZS Starowice a Verdes FC odbiła się lekkim, aczkolwiek echem.
Trudno polemizować z faktem, że piłkarze czwartego poziomu rozgrywkowego w Polsce nie są chodzącymi celebrytami. Wielu obserwatorów zagranicznych wojaży piłkarzy z polskim obywatelstwem mogło Camilo Villarreala po prostu nie kojarzyć, szczególnie że w naszym kraju jest od niedawna. Z wyjaśnieniami odnośnie do tej persony spieszy… sam piłkarz.
– Jestem Argentyńczykiem, ale Polska zawsze jest i będzie w moim sercu. Moi pradziadkowkie są Polakami. W 1926 roku przylecieli do Argentyny podczas okresu międzywojennego. Skąd się tu wziąłem? Długa historia, ale skauci Maciej Nierzwicki, Leszek Szuta i jeszcze jeden człowiek pomogli mi dostać się do Widzewa. Zawsze będę wdzięczny skautowi Michałowi Opiłce, ponieważ kiedy tylko mógł, to pomagał mi ze wszystkim – mówi nam Camilo Villarreal.
Dzięki tej współpracy piłkarz został wypatrzony oraz zaproszony na testy do zespołu rezerw Widzewa Łódź. Krótko mówiąc – zaimponował na nich potencjalnym pracodawcom na tyle, że zdecydowano się go na stałe sprowadzić do Polski. W sezon piłkarz wszedł świetnie, błyszcząc na boisku, zdobył cztery bramki w jedenastu spotkaniach. Niestety ta piękna droga trafiła na wielkie wyboje w postaci poważnej kontuzji. Camilo Villarreal zerwał więzadła krzyżowe.
– W klubach, w których byłem, zawsze byłem traktowany bardzo dobrze i dzięki temu żywię sporo pozytywnych emocji do tych zespołów. Dzięki temu, kiedy doznałem poważnej kontuzji, czułem, że jest to po prostu część mojego zawodu i tyle. Zastopowała ona mój rozwój, ale takie jest życie.












