We wczorajszym meczu z Newcastle w podstawowej jedenastce Chelsea zagrało „aż” pięciu Anglików, co nie wydarzyło się od 2013 roku. Tomori, Barkley, Mount, Abraham i nasz tytułowy bohater, który w koszulce „The Blues” zaczyna zupełnie nowe życie. O kwietniowym urazie ścięgna Achillesa już zapewne nie pamięta, bo po powrocie na murawę wygląda jak nowo narodzony. W każdym meczu strzela, drybluje, asystuje i napędza niemal każdą akcję swojego zespołu. Callum Hudson-Odoi… piłkarz, która za trzy tygodnie skończy 19 lat.
To wszystko brzmi jak przebieg skrzętnie skonstruowanej fabuły, tylko że w grze komputerowej. Groźny uraz, 140 dni poza boiskiem, 11 meczów w klubowych barwach na straty… A teraz? Istne wskrzeszenie. Callum Hudson-Odoi wrócił do gry na boiskach (nie tylko!) Premier League z takim impetem, że aż strach pomyśleć, co ten nastolatek będzie wyprawiał za pół dekady. Biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że 18-letni Anglik nie miał optymalnego okresu przygotowań przed obecnym sezonem, to robi wrażenie.
Od oschłego wujka po troskliwego ojca
Umiejętności wychowanka „The Blues” mogliśmy podziwiać już w ubiegłej kampanii. 24 spotkania na poziomie pierwszego zespołu – pięć bramek, pięć asyst. Różnica względem teraźniejszości polegała jednak na tym, że ówczesny trener, czyli Maurizio Sarii, nie pozwalał swojemu podopiecznemu w pełni rozwinąć skrzydeł. Objawiało się to choćby tym, że Callum Hudson-Odoi średnio rozgrywał jedynie 48 minut na mecz. Niewiele? Zważywszy na fakt, że Anglik dopiero wkraczał w okres pełnoletności, ta liczba minut mogła być satysfakcjonująca, ale z drugiej strony…
Callum Hudson-Odoi na treningach był niesamowity [przekonywał się o tym szczególnie Cesar Azpilicueta], ale nie mógł spotkać się z uczciwym traktowaniem przez trenera. Maurizio Sarri bardzo mocno wierzył w graczy, którym ufał. Nie lubił sięgać po innych. Rob Green (były bramkarz Chelsea)
Skala talentu londyńczyka potrzebuje zdecydowanie więcej czasu na eksplozję. Dlatego, gdyby na Stamford Bridge pozostał włoski szkoleniowiec, zapewne głosilibyśmy to, co obecnie fani i dziennikarze związani z Chelsea: Graliby Pedro i Willian, a Callum? Odszedłby do Bayernu Monachium. Szczęśliwie dla każdej ze stron mroczna wizja nie zaistniała w rzeczywistości i 18-letni skrzydłowy pod wodzą wielkiego autorytetu, jakim niewątpliwie jest Frank Lampard, może być sobą, bez ograniczeń i co ważne – przy nielimitowanej dawce zaufania. Callum stał się kluczową częścią ekipy „The Blues”.












