Robert Lewandowski został nowym piłkarzem FC Barcelona. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, z jak wielkim wydarzeniem mamy do czynienia. W końcu jeszcze nigdy nie mieliśmy szansy oglądać Polaka w barwach jednego z najbardziej medialnych i popularnych klubów na świecie. Bayern oczywiście to wielka marka, ale pod tymi dwoma względami nie dorównuje „Dumie Katalonii”. To już samo w sobie jest powodem nieopisanej ekscytacji. Z tego miejsca postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się temu ruchowi i w możliwie obiektywny sposób spojrzeć na wszystkie istotne aspekty.
To była naprawdę długa i kręta droga. Bayern był nieustępliwy i próbował na wiele różnych sposobów zatrzymać u siebie Polaka. Z jednej strony wywoływało to spore oburzenie, bo przecież z niewolnika nigdy nie będzie dobrego pracownika. Ale trzeba też postawić się po stronie klubu. W końcu stracił zawodnika z ważnym kontraktem, ale przede wszystkim człowieka, który będzie długo nie do zastąpienia. W Bayernie mieli swoje powody, by walczyć, lecz w końcu musieli odpuścić. Kwestie PR-owe mocno ucierpiały już dawno temu, a to, choć może zabrzmieć śmiesznie, jest w dzisiejszych czasach szalenie istotne. Mimo wszystko – 45 milionów euro + 5 zmiennych za 34-latka to są naprawdę świetne pieniądze. Na otarcie łez powinno to „Bawarczykom” wystarczyć. Nie jest to do końca sytuacja win-win, ale nic innego nie dało się zrobić. Dla nas jednak najważniejsze jest jedno – polski skarb narodowy jest zadowolony i w spokoju może budować formę na zbliżające się mistrzostwa świata.
Robert Lewandowski w Barcelonie – co za piękne czasy nastały
Wciąż trochę trudno w to wszystko uwierzyć. Planeta Barcelona wydawała się nieosiągalna dla polskich zawodników. W pierwszej dekadzie XXI wieku nawet nie śmieliśmy marzyć o takim transferze. Do dzisiaj pamiętam ekscytację na wieść o przejściu Radosława Matusiaka z Bełchatowa do włoskiego Palermo. Taka właśnie była nasza rzeczywistość w 2007 roku. To był wielki ruch i nadzieja na lepsze czasy polskiej piłki. Dzisiaj przechodzimy już obojętnie obok takich transakcji, bo najzwyczajniej w świecie nie robią żadnego wrażenia. A to między innymi dzięki Robertowi Lewandowskiemu.
Początki Lewandowskiego za granicą nie należały do najłatwiejszych. I trzeba jasno powiedzieć, że nikt nie sądził, iż za kilka ładnych lat ten sam piłkarz przywdzieje niebiesko-czerwony trykot z herbem Barcelony na piersi. W tym miejscu trzeba wrócić do już legendarnej wypowiedzi Romana Kołtonia z 2010 roku w programie Cafe Futbol. Pewnie wszyscy ją dobrze znają, ale jeśli nie, to odsyłam do linka poniżej.











