Nie od dziś wiadomo, że Bundesliga jest modnym kierunkiem dla piłkarzy z Polski. To liga, która jest obok włoskiej Serie A najliczniej obsadzona przez zawodników z naszego kraju. Nasi rodacy wielokrotnie tłumaczą swoją decyzję o transferze do ligi niemieckiej tym, że jest ona bardzo profesjonalna. Pozwala im ona również na duży rozwój. Oczywiście, nie każdy z nich radzi sobie na zachodzie Europy, ale na szczęście są też ci, którym udaje się zostać czołową postacią ligi, jak choćby Robert Lewandowski. Prześledźmy zatem to, jak radzą sobie w trwającym sezonie 2017/2018 piłkarze z Polski. W lidze niemieckiej możemy znaleźć zarówno gwiazdy drużyny, jak i tych, którzy służą niestety za podgrzewaczy ławki rezerwowych.
Gwiazdy drużyn Polakami? Jak najbardziej!
Jeszcze kilkanaście lat temu w Niemczech nikt nie mógł sobie pomyśleć, że piłkarz z Polski może być gwiazdą drużyny z Bundesligi. Wielu naszych kopaczy było traktowanych stereotypowo, tak jak się wówczas traktowało większość Polaków. Dochodziło wtedy nawet do tego, że piłkarzy z Polski przeszukiwano, bo Niemcy podejrzewali, że któryś z nich mógł coś ukraść. To było bardzo przykre, ponieważ jakiś czas temu mieliśmy fatalną sławę nad Renem. Na szczęście w ostatnich pięciu, sześciu latach zmieniło się to diametralnie. Co więcej, Niemcy dojrzeli do tego, żeby docenić polskich piłkarzy w swoich klubach.
Najlepszym tego przykładem jest Robert Lewandowski, który w sposób fenomenalny udowodnił swoją wartość i markę. „Lewy” udowodnił podczas pobytu w Bundeslidze, że jest piłkarzem nie do zastąpienia w swoim klubie. Najlepszym tego dowodem jest jego gra w Bayernie. Szczególnie widoczne było to w półfinałowym dwumeczu Ligi Mistrzów z sezonu 2014/2015, gdy Lewandowski, wówczas grający w masce przez kontuzję nosa, nie miał możliwości w pełni się pokazać na boisku, co odbiło się na dyspozycji całego Bayernu. Popularni „Die Roten” mają jednak szczęście, ponieważ Robert rzadko kiedy jest kontuzjowany.
W obecnie trwającym sezonie Lewandowski wyraźnie ciągnie Bayern za uszy. Zdobycie ośmiu goli w siedmiu meczach jest wynikiem fantastycznym, zwłaszcza że drugim najlepszym strzelcem drużyny z Monachium jest Arjen Robben, który strzelił zaledwie dwa gole. To tylko pokazuje, jak ważnym ogniwem drużyny mistrza Niemiec jest „Lewy”.
Równie ważnym ogniwem jak Lewandowski dla Bayernu jest w Dortmundzie Łukasz Piszczek. Człowiek, który w żółto-czarnych barwach rozegrał już ponad 250 spotkań w samej Bundeslidze, jest już na Signal Iduna Park niemal instytucją. Ostoja prawej strony Borussii od ładnych paru lat nie oddaje miejsca na swojej pozycji, co pokazuje również obecny sezon ligi niemieckiej. Piszczek, podobnie jak Lewandowski, nie opuścił jeszcze w bieżących rozgrywkach ani jednego meczu. Doprowadził wręcz do tego, że dwaj nominalni prawi obrońcy, Toljan i Zagadou, musieli występować na lewej stronie bloku obronnego.
Polska solidność w Bundeslidze
Trudno ich aktualnie nazywać piłkarzami fundamentalnymi dla swoich zespołów, ale z pewnością Kuba Błaszczykowski i Marcin Kamiński kandydują do tego miana. Były środkowy obrońca Lecha Poznań swoją solidność miał okazję pokazywać już w 2. Bundeslidze, a teraz potwierdza swoją przydatność dla beniaminka ze Stuttgartu również w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. Oczywiście nie można jeszcze mówić o tym, że jest to człowiek nie do zastąpienia. Na to miano Kamiński będzie musiał sobie zasłużyć dobrą grą w 1. Bundeslidze, a jest jak na razie na dobrej drodze, by być bardzo ważnym ogniwem swojego zespołu.










