Bundesliga: Czas na pierwsze podsumowania


Za nami niemal dokładnie jedna z trzech części piłkarskiego sezonu w Niemczech. Czas więc, by pokusić się o wstępną ocenę wydarzeń w dotychczas rozegranych jedenastu kolejkach, a także zastanowić się nad kwestią: kto zawiódł, kto mile zaskakuje, a kto jest odkryciem obecnych rozgrywek.


Udostępnij na Udostępnij na

Sezon 2009/2010 jak każdy poprzedni ma swój niepowtarzalny przebieg. W lidze zachodniego sąsiada Polski ciężko znaleźć zespoły, które rokrocznie broniłyby tytułu, a także takie, broniące się co roku przed spadkiem. Podobnie jest i w obecnych rozgrywkach. W czołówce jest bardzo duży ścisk, na którego czele wyłania się Bayer Leverkusen. Nie mniej ciekawie jest na dole tabeli. Tam „króluje” Hertha Berlin, która zamyka ligowe zestawienie i traci już cztery oczka do wyżej uplasowanej ekipy VfL Bochum. Zatem po przeanalizowaniu tabeli łatwo można dostrzec podział na trzy grupy drużyn, które walczyć będą o wyznaczone sobie cele. Miejsca od pierwszego do ósmego to kluby, które dzieli zaledwie pięć punktów i zachowują one realne szanse na mistrzowski tytuł. Kolejne trzy zespoły okupują bezpieczny środek tabeli. Ciekawie jest również w walce o uniknięcie spadku, gdzie aż sześć ekip jest blisko dna.

Bayer Leverkusen, z „Aptekarską” dokładnością

Lider niemieckiej Bundesligi. Podopieczni Juppa Heynckesa błyszczą na boisku i skutecznie punktują kolejnych rywali. Skład, którym dysponują „Aptekarze” zdecydowanie aspiruje do zdobycia mistrzowskiej patery. Kierujący grą Simon Rolfes, obecny król strzelców Stefan Kiessling, to tylko cząstka tego, co posiada Bayer. Brak zwycięstwa w ostatnich trzech meczach może jednak fanów z Leverkusen niepokoić. I choć rywalami byli wtedy HSV, Borussia Dortmund oraz w poprzedni weekend Schalke Gelsenkirchen, to wydawało się, że lider w którymś z tych starć sięgnie po komplet punktów. Kryzysu jednak nie ma się co dopatrywać, bo Bayer na boisku prezentuje swoje niebagatelne umiejętności i potrafi zdeklasować słabszego rywala. Zaskoczenie tego sezonu? Tego powiedzieć nie można, bo „Aptekarze” byli typowani w gronie faworytów do końcowego sukcesu. Póki co, są jedynym niepokonanym zespołem.

Werder Brema, czyli Hunt i Pizarro

Tak jak lokomotywa, by osiągnąć właściwą prędkość, potrzebuje czasu. Analogicznie w obecnym sezonie jest z podopiecznymi Thomasa Schaafa. Nikomu zapewne nie trzeba przypominać sensacyjnej porażki na Weserstadion w inaugurującej kolejce z Eintrachtem 2:3. To już jednak przeszłość i zamknięty rozdział dla klubu. Teraz w zespole lśnią indywidualności, które działają na korzyść zespołu. Duet Hunt – Pizarro ustrzelił dokładnie połowę zdobytych przez Werder goli. Z weekendu na weekend bremeńczycy grają skuteczniej i wędrują ku górze tabeli. Systematyczny wzrost formy „Die Grun-Weissen” dokumentuje tylko jedna porażka, której zaznali właśnie w pierwszej kolejce.

Bayern Monachium, to nie tak miało wyglądać

Jedna trzecia sezonu za nami, a „Bawarczykom” jak daleko było do ścisłej czołówki, tak daleko jest obecnie. Zajmują dopiero szóstą lokatę i mimo straty tylko czterech oczek do „Aptekarzy” nie mogą się pochwalić stabilną i dobrą formą. Świetne występy potrafią przeplatać zupełnie nieudanymi. Trudno prognozować, jaki wynik osiągną w kolejnej serii spotkań, nawet kiedy rywal nie jest wymagający. Bayern zadziwił niejednego, pokonując Borussię Dortmund aż 5:1. Zadziwił również, remisując na Allianz Arena 0:0 z FC Koln. Niestabilność zespołu, to stan, z którym Louis Van Gaal musi się obecnie uporać.

VfB Stuttgart, czyli jak trafić z nieba do piekła

Końcowe tygodnie poprzedniego sezonu były dla ekipy „Die Schwaben” bardzo udane. Drużyna zaczęła wtedy regularnie gromadzić komplety punktów na kolejnych rywalach i do ostatnich minut 34. kolejki byli w gronie zainteresowanych grą na arenie europejskiej w obecnych rozgrywkach. Nic dziwnego, że w południowych Niemczech podobne oczekiwania były i w tym sezonie. Rzeczywistość była jednak inna. Na „wylocie” był już bowiem Markus Babbel, który dostał jednak szanse dalszego sprawowania opieki nad zespołem ze Stuttgartu. Trudno się jednak dziwić, że myśli zwolnienia Niemca chodziły po głowie włodarzom klubu. VfB to dopiero 15. zespół Bundesligi! Kiedyś w głowie Liga Mistrzów, teraz drużynę bronić trzeba przed kompromitującą degradacją. Oby w porę w Stuttgarcie zaczęto czynić ku jej uniknięciu pewne kroki.

Hertha Berlin, czyli jak się skompromitować

Zespół Artura Wichniarka i Łukasza Piszczka w ubiegłym sezonie był czwartą siłą Bundesligi. Nic po pierwszej kolejce obecnego piłkarskiego roku nie wskazywało na taki dramat drużyny ze stolicy Niemiec, jaki rozgrywa się obecnie. Kolejne osiem porażek, niekiedy kilkubramkowych klęsk sprawiło, że ostatnie miejsce w tabeli już od szóstej kolejki zajmowane jest przez Herthę. Zmiana trenera pomogła w zremisowaniu tylko jednego spotkania. Jest to zdecydowane rozczarowanie i blamaż ekipy z Berlina, która mimo utraty ważnych piłkarzy, nie była typowana do spadku z elity. Na dzień dzisiejszy wygląda jednak na to, że „Stara Dama” z taką rolą musi się pogodzić do końca sezonu.

Reszta gwardii Bundesligi

Miłym zaskoczeniem niewątpliwie jest beniaminek z Mainz. Grający w jego składzie Andreas Ivanschitz, to prawdziwy lider tej drużyny. Jedenastkę kolejki, tworzoną przez dział Bundesligi iGol.pl już sześciokrotnie zaszczycił swoją obecnością, potwierdzając wyśmienitą formę. FSV to ósmy zespół w tabeli, lecz strata tylko pięciu oczek do lidera świadczy o ich bardzo dobrej dyspozycji. Zawodzi za to, świetnie grająca w końcówce poprzedniego sezonu, Borussia Dortmund. Zajmuje bowiem tylko dziesiątą lokatę, ale jak wskazują ostatnie wyniki, teraz może być tylko lepiej. Swoją dobrą formę utrzymują także popularne „Wieśniaki”, plasując się na piątym miejscu. Widać, że Ralf Rangnik wkłada mnóstwo pracy i wysiłku w swój zespół. Ten zaś odpłaca się trenerowi dobrą grą i wysoką pozycją w lidze.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze