Katastrofalnie swoją przygodę z nową edycją Ligi Narodów rozpoczęła Bułgaria. Jej reprezentacja poniosła klęskę z Gruzją i zaledwie zremisowała z Gibraltarem. Jeśli dodać do tego skandale w tamtejszej federacji, to właściwie tylko kluby ratują bułgarską piłkę przed agonią.
Pierwsze spotkanie w ramach bieżącej edycji LN jeszcze nie zwiastowało katastrofy. Na własnym boisku Bułgaria zremisowała z Macedonią Północną, która w ubiegłym roku zagrała przecież na mistrzostwach Europy. Kolejny mecz na stadionie w Razgradzie zakończył się jednak pogromem. Bułgarzy ulegli niżej notowanym w rankingu FIFA Gruzinom aż 2:5.
Wydawało się, że w 3. kolejce „Lwy” przynajmniej częściowo zrehabilitują się za klęskę z „Krzyżowcami”. Czyli wygrają zdecydowanie z outsiderem swojej grupy dywizji C, a więc Gibraltarem. Nic z tych rzeczy. Co prawda Bułgaria objęła prowadzenie po golu do szatni, ale w drugiej połowie Gibraltarowi udało się wyrównać.
Trener za trenerem
Bułgarscy kibice liczyli przynajmniej na cześćiową rehabilitację nie tylko z powodu klasy swojego rywala. Spodziewali się dodatkowo efektu nowej miotły w związku ze zmianą na ławce trenerskiej. Do dymisji po klęsce z Gruzinami podał się bowiem dotychczasowy selekcjoner Jasen Petrow, prowadzący drużynę od stycznia ubiegłego roku.
To zresztą znamienne, że Petrow tak szybko pożegnał się z reprezentacją. W ciągu ostatniej dekady prowadziło ją łącznie sześciu różnych trenerów. I tylko dwóch z nich wytrwało na stanowisku dłużej niż dwa lata. Tylko w ciągu ostatnich trzech lat selekcjonerzy zmieniali się już trzykrotnie.
Petrow po meczu z Gruzją kilkukrotnie podkreślił, że nie ma „moralnego prawa” do dalszego prowadzenia zespołu. Poza tym nie potrafił wyjaśnić przyczyn beznadziejnej gry swoich podopiecznych. Zwłaszcza jeśli chodzi o obronę, w której występie po stracie pięciu bramek nie dało się oczywiście znaleźć żadnych pozytywów.
Reprezentację Bułgarii w spotkaniu z Gibraltarem poprowadził Georgi Iwanow, były kadrowicz pełniący obecnie funkcję dyrektora technicznego bułgarskiej federacji. Jego głównym zadaniem było zmotywowanie kadrowiczów i podniesienie ich morale po klęsce z Gruzją. Sam dodawał, że nie ma alternatywy dla wygranej z Gibraltarem.
Jak widać, Iwanow bardzo się pomylił. I nic dziwnego, że po ostatnim w tym okienku spotkaniu reprezentacji powróci na swoje dotychczasowe stanowisko. Federacja po meczu z Gruzją zamierza zebrać się, aby wskazać nowego selekcjonera. Najczęściej mówi się w tym kontekście o pozostającym bez pracy Dimityrze Dimitrowie.
Bułgaria ma chorą federację
Popularny „Hero” w przeszłości prowadził już kadrę narodową. Był jej selekcjonerem w latach 1998–1999, a objął tę funkcję tuż po ostatnim występie Bułgarów na mistrzostwach świata. Dimitrow udzielił już zresztą , w którym zaprzeczył, aby ktokolwiek z federacji kontaktował się z nim w tej sprawie. Na razie nie ma więc czego komentować.











