Wisła Kraków poległa na swoim stadionie 2:3 z Górnikiem Zabrze. „Biała Gwiazda” w ten sposób praktycznie zaprzepaściła szansę na grę w europejskich pucharach. Po sobotnim meczu rozczarowania nie krył napastnik Wisły, Paweł Brożek.
Wisła w pierwszej połowie kontrolowała przebieg meczu i mogła nawet wyjść na prowadzenie 3:1. Sytuacja uległa jednak dramatycznie zmianie, kiedy z boiska z powodu kontuzji musieli zejść Paweł Brożek (jedyny napastnik Wisły) i Michał Chrapek.

– Jeśli Wisła chce walczyć o najwyższe stawki, to musi mieć przynajmniej dwóch równorzędnych zawodników na jedną pozycję – przyznał Paweł Brożek, nie ukrywając, że po meczu atmosfera w szatni nie była najlepsza.
– Jesteśmy zawiedzeni. W szatni był smutek, była cisza. Brakowało kropki nad „i”. Gdybyśmy strzelili na 3:1, a mieliśmy ku temu okazję, to mecz by się uspokoił. Zwycięstwo byłoby pewne – zaznaczył.
Jak poważna jest kontuzja Brożka, okaże się po dokładniejszych badaniach. Sam zawodnik powiedział jednak, że na kolejny mecz z Lechią nie ma co liczyć.
– U mnie to kolejny problem z mięśniem dwugłowym, także nie jest za dobrze. Więcej będziemy mogli powiedzieć po jutrzejszych badaniach. Przy starcie w drugiej połowie poczułem ukłucie i nie było już sensu dalej kontynuować gry. Na mecz z Lechią nie ma szans. Może zagram w spotkaniu z Zawiszą.