Rola głównego faworyta do zdobycia mistrzostwa świata może dodać skrzydeł, ale potrafi też przytłoczyć. W Katarze falstart już zaliczyli Niemcy i Argentyńczycy. Ich losu nie podzieliła Brazylia, która dwoma bramkami pokonała Serbię. Bohaterem spotkania został Richarlison, który dwukrotnie trafił do siatki rywali.
Rzut oka na ławki rezerwowych wystarczył, abyśmy mogli oczekiwać w tym meczu dobrego widowiska. W gronie zmienników reprezentacji Serbii znaleźli się między innymi Dusan Vlahović i Filip Kostić. Pierwszy zmagał się z urazem, a kosztem drugiego w podstawowym składzie znalazł się dobrze nam znany Filip Mladenović. Trener Brazylii mógł w każdej chwili wpuścić na boisko takich piłkarzy jak Gabriel Martinelli, Rodrygo, Bruno Guimaraes czy Antony.
Niemrawa pierwsza połowa
Drużyna z Ameryki Południowej rozpędzała się stopniowo. Na bardzo niewiele pozwalała Serbom, ale też sama nie forsowała tempa i nie dochodziła do wielu bramkowych sytuacji. Najlepszą okazję do zdobycia bramki Brazylia stworzyła sobie po świetnym podaniu Thiago Silvy do Viniciusa Juniora. Zawodnika Realu Madryt zatrzymał jednak Vanja Milinković-Savić.
Bramkarz Serbów zasłużył na słowa uznania, bo gdyby nie jego postawa, mecz mógłby być rozstrzygnięty wcześniej. Warta docenienia była interwencja, o której już wspomnieliśmy, ale także czujność przy ciekawej próbie strzału bezpośrednio z rzutu rożnego Neymara. W dalszej części spotkania dopisywało mu też szczęście, ponieważ piłka trafiała w słupek i poprzeczkę. W końcu musiał jednak dwa razy skapitulować, ponieważ Brazylia ostrzeliwała jego bramkę z dużą częstotliwością.
W ekipie „Canarinhos” zawodził Raphinha, który przegrywał sporo pojedynków, a gdy już doszedł do dobrej sytuacji, to uderzył bardzo anemicznie. Neymar starał się w swoim stylu czarować efektownymi zwodami, czym irytował Serbów. Aktywny był Vinicius Junior, ale nie przełożyło się to na gole. Na te przyszło nam czekać do drugiej połowy.
Brazylia pokazała moc
Jeżeli Serbowie łudzili się, że Brazylia nie wrzuci w tym meczu wyższego biegu, to faworyci szybko te nadzieje rozwiali. Od początku drugiej połowy zawodnicy Tite podkręcili tempo, a to szybko przełożyło się na większe zagrożenie pod bramką rywali. Duży udział przy pierwszym golu miał Neymar, który popisał się indywidualną akcją. Niestety zawodnik PSG nabawił się urazu, ale na dokładną diagnozę musimy jeszcze poczekać.











