Czar trenera potrafi bardzo szybko rozbłysnąć, ale też bardzo szybko zgasnąć. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest Andre Schubert. Kiedy jesienią 2015 roku przychodził do Borussii Moenchengladbach i z zespołu, który miał potężny kryzys, zrobił maszynkę do wygrywania, niemal wszyscy chcieli go nosić na rękach, a komplementom nie było końca. Dziś sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Borussia Moenchengladbach jest, delikatnie mówiąc, w kiepskiej formie, a dziś zamiast satysfakcji i uśmiechów na twarzach osób związanych z klubem maluje się uczucie smutku, rozgoryczenia i niepewności.
A wszystko dlatego, że czwarta drużyna zeszłego sezonu zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli. Od siedmiu spotkań nie wygrała w Bundeslidze (ostatnia wiktoria miała miejsce pod koniec września z Ingolstadt, który to wtedy prowadził jeszcze Markus Kauczinski), a w tym sezonie ligowym jak na razie tylko trzykrotnie inkasowała komplet oczek. Lekkim pocieszeniem może być fakt, że wiosną zobaczymy „Źrebaki” w Lidze Europy, choć nawiasem mówiąc, walka o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów wciąż mogła rozpalać umysły fanów z Borussia Park. Do tego była potrzebna wygrana z Manchesterem City, który w spotkaniu w Niemczech nie był jakoś dobrze dysponowany (więcej o tym tutaj).
Borussia Moenchengladbach zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli. Od siedmiu spotkań nie wygrała w Bundeslidze (ostatnia wiktoria miała miejsce pod koniec września z Ingolstadt, który to wtedy prowadził jeszcze Markus Kauczinski), a w tym sezonie ligowym jak na razie tylko trzykrotnie inkasowała komplet oczek.
Borussia Moenchengladbach 2016/2017 = problemy kadrowe
Jaka więc może być recepta na zażegnanie kryzysu? Pytanie jest bardzo trudne i złożone, bo aktualną sytuację Gladbach buduje wiele różnych problemów. Ale gdybyśmy się mieli jednak podjąć zadania odpowiedzi na postawione wyżej pytanie, to jako jeden z głównych powodów moglibyśmy wymienić problemy kadrowe, które są bardzo duże.
A to dlatego, że w tym sezonie mniejsze bądź większe problemy zdrowotne wykluczały (lub cały czas wykluczają) takich graczy, jak: Raffael, Ibrahima Traore, Patrick Hermann, Thorgan Hazard, Tobias Strobl, Andreas Christensen. Nie jest to jednak lista kompletna, bo mogliśmy śmiało dodać do niej jeszcze z kilka nazwisk.
W tym sezonie mniejsze bądź większe problemy zdrowotne wykluczały (lub cały czas wykluczają) takich graczy Borussii Moenchengladbach, jak m.in.: Raffael, Ibrahima Traore, Patrick Hermann, Thorgan Hazard, Tobias Strobl, Andreas Christensen.
Cechą charakterystyczną wielu kontuzji jest to, że są to urazy mięśniowe. Zdaniem wielu niemieckich dziennikarzy nie są one zbiegiem pecha i przypadku, ale wynikają z faktu niezbyt dobrej współpracy na linii Schubert – lekarze, fizjoterapeuci.
Brak podstawowych zawodników jest widoczny przede wszystkim w fazie ataku (choć nie myślcie, że z obroną jest idealnie). Jeżeli na boisku nie ma czy to Hazarda, czy to Raffaela, czy też m.in. Traore, a więc piłkarzy, którzy lubią zagrać niekonwencjonalnie i na placu gry nie boją się piłkarsko zaszaleć, gra „Die Fohlen” w niczym nie przypomina gry zespołu, który swoją chęcią parcia do przodu i polotem w grze ofensywnej ściąga na Borussia Park tłumy. Borussia Moenchengladbach gra wtedy w stylu do siebie niepodobnym. Zamiast polotu i pięknych akcji ofensywnych mamy zespół, który męczy się na boisku i chce jak najszybciej odfajkować zadanie.
No właśnie, zahaczyliśmy o wątek defensywy, to trzeba go teraz trochę pociągnąć. To, czego Andre Schubertowi nie udało się zrobić podczas ponadrocznego pobytu w pierwszym zespole Gladbach, to właśnie ustabilizować gry z tyłu. Już w zeszłym sezonie „Źrebaki” straciły 50 goli (w pierwszej połówce tabeli nikt nie miał tylu bramek na minusie), ale swoje straty nadrabiały bardzo ofensywną i czasami nawet szaleńczą grą z przodu.
W zeszłym sezonie ligowym Borussia Moenchengladbach straciła 50 bramek, w tym już 18.
W tym sezonie nie jest lepiej, bo Borussia Moenchengladbach dała się pokonać 18 razy, choć bramek straconych byłoby więcej, gdyby nie Yann Sommer w bramce. Szwajcarski bramkarz, którego polscy kibice mogą doskonale pamiętać z Euro 2016, jest jednym z niewielu jasnych punktów w zespole z Borussia Park i bardzo często ratuje skórę swoim obrońcom, którzy niemal co mecz popełniają kompromitujące błędy.
Wynikają one przede wszystkim z braku zgrania i częstych rotacji. Wytypowanie defensorów czy w ogóle całego składu, który wybiegnie na mecz, jest bardzo trudne, a wręcz praktycznie niemożliwe. Ale weźmy pod lupę tylko samą obronę. W dotychczasowych meczach sezonu 2016/2017 Andre Schubert stawiał zarówno na ustawienie z trójką defensorów i dwoma zawodnikami wahadłowymi, jak i z czwórką defensorów. W lidze tylko dwukrotnie udało mu się utrzymać niezmienione ustawienie personalne obrony na kolejne spotkanie. Najpierw w drugiej kolejce w spotkaniu z Freiburgiem, kiedy Borussia Moenchengladbach zagrała trójką środkowych obrońców (Jantschke, Christensen, Elvedi) z wahadłowymi Wendtem i Traore, a następnie w dziewiątej, kiedy oglądaliśmy kwartet Korb – Vestergaard – Elvedi – Wendt.
Brak Xhaki = brak talizmanu w środku pola
Jednym z hitów transferowych lata było odejście Granita Xhaki za prawie 45 milionów euro do Arsenalu Londyn. Sam Xhaka przygody w Anglii nie może zaliczyć na razie do udanej, choć jego sytuacja ulega stopniowej poprawie, ponieważ coraz częściej zaczyna mecz w wyjściowym składzie, rozgrywając czasami nawet całe 90 minut. Reprezentant Szwajcarii za czasów swojej czteroletniej przygody w Niemczech miał bardzo duży wpływ na grę „Źrebaków”, ponieważ był to zawodnik, który umiał popracować w defensywie, ale od czasu do czasu też zrobić trochę wiatru.
Brak byłego gracza FC Basel jest dla Borussii Moenchengladbach problemem, bo zarówno Christoph Kramer, jak i Tobias Strobl nie dają w środku pola tyle jakości ile Xhaka. Rozwiązaniem problemu i następcą Xhaki miał być Mahmoud Dahoud, ale postawa młodego Niemca o syryjskich korzeniach w kampanii 2016/2017 jest dla wszystkich ogromną zagadką.
Dahoud gra jak nie Dahoud
Bo jeszcze jesienią zeszłego roku, a zwłaszcza wiosną 2016 roku, stał się jednym z tych, bez którego trudno było sobie wyobrazić skład zespołu z Nadrenii i Północnej Westfalii. Urodzony w 1996 roku pomocnik imponował niemal każdym elementem piłkarskiego rzemiosła: pracą w defensywie, spokojem w rozegraniu piłki, a także umiejętnością bilansowania gry ofensywnej i defensywnej, ponieważ wiedział, kiedy podłączyć się i pomóc kolegom w akcji ofensywnej (w zeszłym sezonie zdobył pięć bramek w Bundeslidze, zaliczając przy okazji aż dziewięć asyst), ale potrafił w porę wrócić pod własne pole karne i tam gasić pożar.
Dahoud w zeszłym sezonie zdobył pięć bramek w Bundeslidze, zaliczając przy okazji aż dziewięć asyst.
W trwającej kampanii 2016/2017 nie dość, że z wiadomych dla Andre Schuberta powodów siedzi przede wszystkim na ławce rezerwowych, to jak już wchodzi na boisko, nie potrafi dać zespołowi tyle, ile w poprzednim sezonie. Nadzieją na zmianę tego trendu może być zeszłotygodniowe spotkanie z Hoffenheim, które było chyba najlepszym w jego wykonaniu od kilku miesięcy i w którym strzelił swoją pierwszą ligową bramkę od końcówki kwietnia i starcia z… Hoffenheim!
Eberl odejdzie?
Nie wypada nie wspomnieć o tym, że gorąco jest nie tylko na boisku, lecz także wyżej: wśród tych, którzy klubem zarządzają. A precyzyjnej mówiąc, rzecz dotyczy jednej osoby: Maksa Eberla. Dyrektor sportowy Gladbach jest ciągle łączony ze przejściem do Bayernu Monachium. Temat stał się gorętszy latem, kiedy z posady dyrektora sportowego Bayernu zrezygnował Matthias Sammer. Temat jest gorący teraz, bo niemieckie media coraz częściej donoszą, że już latem przyszłego roku Eberl trafi do Monachium, a Philipp Lahm, który ma zakończyć karierę w 2018 roku i który nieoficjalnie był szykowany właśnie na stanowisko dyrektora sportowego, w Monachium miałby zostać w klubie w innej roli.
Niemieckie media coraz częściej donoszą, że już latem przyszłego roku Max Eberl, dyrektor sportowy Gladbach, trafi do Monachium, a Philipp Lahm, który ma zakończyć karierę w 2018 roku i który nieoficjalnie był szykowany właśnie na stanowisko dyrektora sportowego, w Monachium miałby zostać w klubie w innej roli.
Powrót do mrocznej przeszłości
No i na zakończenie nieprzyjemna dla kibiców Gladbach statystyka. Na samym początku pisaliśmy, że klub zajmuje obecnie 13. miejsce w ligowej tabeli. Warto powiedzieć, że ma na koncie 13 punktów i to jest najgorszy dorobek na tym etapie sezonu od sześciu lat. W sezonie 2010/2011 Borussia Moenchengladbach miała na koncie po 12 meczach tylko 10 punktów, a był to sezon, kiedy Gladbach wręcz cudem uratowało bundesligowy byt, do zespołu przyszedł Lucien Favre, a Marc-Andre ter Stegen zadebiutował w lidze. Na Borussia Park mało kto myśli o powtórce tego scenariusza, a jeżeli zespół piłkarsko nie odżyje, będzie to na pewno emocjonujący sezon dla kibiców aktualnego jeszcze uczestnika Ligi Mistrzów.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Czar trenera potrafi bardzo szybko rozbłysnąć, ale też bardzo szybko zgasnąć. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest Andre Schubert. Kiedy jesienią 2015 roku przychodził do Borussii Moenchengladbach i z zespołu, który miał potężny kryzys, zrobił maszynkę do wygrywania, niemal wszyscy chcieli go nosić na rękach, a komplementom nie było końca. Dziś sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Borussia Moenchengladbach jest, delikatnie mówiąc, w kiepskiej formie, a dziś zamiast satysfakcji i uśmiechów na twarzach osób związanych z klubem maluje się uczucie smutku, rozgoryczenia i niepewności.
A wszystko dlatego, że czwarta drużyna zeszłego sezonu zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli. Od siedmiu spotkań nie wygrała w Bundeslidze (ostatnia wiktoria miała miejsce pod koniec września z Ingolstadt, który to wtedy prowadził jeszcze Markus Kauczinski), a w tym sezonie ligowym jak na razie tylko trzykrotnie inkasowała komplet oczek. Lekkim pocieszeniem może być fakt, że wiosną zobaczymy „Źrebaki” w Lidze Europy, choć nawiasem mówiąc, walka o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów wciąż mogła rozpalać umysły fanów z Borussia Park. Do tego była potrzebna wygrana z Manchesterem City, który w spotkaniu w Niemczech nie był jakoś dobrze dysponowany (więcej o tym tutaj).
Borussia Moenchengladbach zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli. Od siedmiu spotkań nie wygrała w Bundeslidze (ostatnia wiktoria miała miejsce pod koniec września z Ingolstadt, który to wtedy prowadził jeszcze Markus Kauczinski), a w tym sezonie ligowym jak na razie tylko trzykrotnie inkasowała komplet oczek.
Borussia Moenchengladbach 2016/2017 = problemy kadrowe
Jaka więc może być recepta na zażegnanie kryzysu? Pytanie jest bardzo trudne i złożone, bo aktualną sytuację Gladbach buduje wiele różnych problemów. Ale gdybyśmy się mieli jednak podjąć zadania odpowiedzi na postawione wyżej pytanie, to jako jeden z głównych powodów moglibyśmy wymienić problemy kadrowe, które są bardzo duże.
A to dlatego, że w tym sezonie mniejsze bądź większe problemy zdrowotne wykluczały (lub cały czas wykluczają) takich graczy, jak: Raffael, Ibrahima Traore, Patrick Hermann, Thorgan Hazard, Tobias Strobl, Andreas Christensen. Nie jest to jednak lista kompletna, bo mogliśmy śmiało dodać do niej jeszcze z kilka nazwisk.
W tym sezonie mniejsze bądź większe problemy zdrowotne wykluczały (lub cały czas wykluczają) takich graczy Borussii Moenchengladbach, jak m.in.: Raffael, Ibrahima Traore, Patrick Hermann, Thorgan Hazard, Tobias Strobl, Andreas Christensen.
Cechą charakterystyczną wielu kontuzji jest to, że są to urazy mięśniowe. Zdaniem wielu niemieckich dziennikarzy nie są one zbiegiem pecha i przypadku, ale wynikają z faktu niezbyt dobrej współpracy na linii Schubert – lekarze, fizjoterapeuci.
Brak podstawowych zawodników jest widoczny przede wszystkim w fazie ataku (choć nie myślcie, że z obroną jest idealnie). Jeżeli na boisku nie ma czy to Hazarda, czy to Raffaela, czy też m.in. Traore, a więc piłkarzy, którzy lubią zagrać niekonwencjonalnie i na placu gry nie boją się piłkarsko zaszaleć, gra „Die Fohlen” w niczym nie przypomina gry zespołu, który swoją chęcią parcia do przodu i polotem w grze ofensywnej ściąga na Borussia Park tłumy. Borussia Moenchengladbach gra wtedy w stylu do siebie niepodobnym. Zamiast polotu i pięknych akcji ofensywnych mamy zespół, który męczy się na boisku i chce jak najszybciej odfajkować zadanie.
Defensywa, czyli pięta achillesowa ery Schuberta
No właśnie, zahaczyliśmy o wątek defensywy, to trzeba go teraz trochę pociągnąć. To, czego Andre Schubertowi nie udało się zrobić podczas ponadrocznego pobytu w pierwszym zespole Gladbach, to właśnie ustabilizować gry z tyłu. Już w zeszłym sezonie „Źrebaki” straciły 50 goli (w pierwszej połówce tabeli nikt nie miał tylu bramek na minusie), ale swoje straty nadrabiały bardzo ofensywną i czasami nawet szaleńczą grą z przodu.
W zeszłym sezonie ligowym Borussia Moenchengladbach straciła 50 bramek, w tym już 18.
W tym sezonie nie jest lepiej, bo Borussia Moenchengladbach dała się pokonać 18 razy, choć bramek straconych byłoby więcej, gdyby nie Yann Sommer w bramce. Szwajcarski bramkarz, którego polscy kibice mogą doskonale pamiętać z Euro 2016, jest jednym z niewielu jasnych punktów w zespole z Borussia Park i bardzo często ratuje skórę swoim obrońcom, którzy niemal co mecz popełniają kompromitujące błędy.
Wynikają one przede wszystkim z braku zgrania i częstych rotacji. Wytypowanie defensorów czy w ogóle całego składu, który wybiegnie na mecz, jest bardzo trudne, a wręcz praktycznie niemożliwe. Ale weźmy pod lupę tylko samą obronę. W dotychczasowych meczach sezonu 2016/2017 Andre Schubert stawiał zarówno na ustawienie z trójką defensorów i dwoma zawodnikami wahadłowymi, jak i z czwórką defensorów. W lidze tylko dwukrotnie udało mu się utrzymać niezmienione ustawienie personalne obrony na kolejne spotkanie. Najpierw w drugiej kolejce w spotkaniu z Freiburgiem, kiedy Borussia Moenchengladbach zagrała trójką środkowych obrońców (Jantschke, Christensen, Elvedi) z wahadłowymi Wendtem i Traore, a następnie w dziewiątej, kiedy oglądaliśmy kwartet Korb – Vestergaard – Elvedi – Wendt.
Brak Xhaki = brak talizmanu w środku pola
Jednym z hitów transferowych lata było odejście Granita Xhaki za prawie 45 milionów euro do Arsenalu Londyn. Sam Xhaka przygody w Anglii nie może zaliczyć na razie do udanej, choć jego sytuacja ulega stopniowej poprawie, ponieważ coraz częściej zaczyna mecz w wyjściowym składzie, rozgrywając czasami nawet całe 90 minut. Reprezentant Szwajcarii za czasów swojej czteroletniej przygody w Niemczech miał bardzo duży wpływ na grę „Źrebaków”, ponieważ był to zawodnik, który umiał popracować w defensywie, ale od czasu do czasu też zrobić trochę wiatru.
Brak byłego gracza FC Basel jest dla Borussii Moenchengladbach problemem, bo zarówno Christoph Kramer, jak i Tobias Strobl nie dają w środku pola tyle jakości ile Xhaka. Rozwiązaniem problemu i następcą Xhaki miał być Mahmoud Dahoud, ale postawa młodego Niemca o syryjskich korzeniach w kampanii 2016/2017 jest dla wszystkich ogromną zagadką.
Dahoud gra jak nie Dahoud
Bo jeszcze jesienią zeszłego roku, a zwłaszcza wiosną 2016 roku, stał się jednym z tych, bez którego trudno było sobie wyobrazić skład zespołu z Nadrenii i Północnej Westfalii. Urodzony w 1996 roku pomocnik imponował niemal każdym elementem piłkarskiego rzemiosła: pracą w defensywie, spokojem w rozegraniu piłki, a także umiejętnością bilansowania gry ofensywnej i defensywnej, ponieważ wiedział, kiedy podłączyć się i pomóc kolegom w akcji ofensywnej (w zeszłym sezonie zdobył pięć bramek w Bundeslidze, zaliczając przy okazji aż dziewięć asyst), ale potrafił w porę wrócić pod własne pole karne i tam gasić pożar.
Dahoud w zeszłym sezonie zdobył pięć bramek w Bundeslidze, zaliczając przy okazji aż dziewięć asyst.
W trwającej kampanii 2016/2017 nie dość, że z wiadomych dla Andre Schuberta powodów siedzi przede wszystkim na ławce rezerwowych, to jak już wchodzi na boisko, nie potrafi dać zespołowi tyle, ile w poprzednim sezonie. Nadzieją na zmianę tego trendu może być zeszłotygodniowe spotkanie z Hoffenheim, które było chyba najlepszym w jego wykonaniu od kilku miesięcy i w którym strzelił swoją pierwszą ligową bramkę od końcówki kwietnia i starcia z… Hoffenheim!
Eberl odejdzie?
Nie wypada nie wspomnieć o tym, że gorąco jest nie tylko na boisku, lecz także wyżej: wśród tych, którzy klubem zarządzają. A precyzyjnej mówiąc, rzecz dotyczy jednej osoby: Maksa Eberla. Dyrektor sportowy Gladbach jest ciągle łączony ze przejściem do Bayernu Monachium. Temat stał się gorętszy latem, kiedy z posady dyrektora sportowego Bayernu zrezygnował Matthias Sammer. Temat jest gorący teraz, bo niemieckie media coraz częściej donoszą, że już latem przyszłego roku Eberl trafi do Monachium, a Philipp Lahm, który ma zakończyć karierę w 2018 roku i który nieoficjalnie był szykowany właśnie na stanowisko dyrektora sportowego, w Monachium miałby zostać w klubie w innej roli.
Niemieckie media coraz częściej donoszą, że już latem przyszłego roku Max Eberl, dyrektor sportowy Gladbach, trafi do Monachium, a Philipp Lahm, który ma zakończyć karierę w 2018 roku i który nieoficjalnie był szykowany właśnie na stanowisko dyrektora sportowego, w Monachium miałby zostać w klubie w innej roli.
Powrót do mrocznej przeszłości
No i na zakończenie nieprzyjemna dla kibiców Gladbach statystyka. Na samym początku pisaliśmy, że klub zajmuje obecnie 13. miejsce w ligowej tabeli. Warto powiedzieć, że ma na koncie 13 punktów i to jest najgorszy dorobek na tym etapie sezonu od sześciu lat. W sezonie 2010/2011 Borussia Moenchengladbach miała na koncie po 12 meczach tylko 10 punktów, a był to sezon, kiedy Gladbach wręcz cudem uratowało bundesligowy byt, do zespołu przyszedł Lucien Favre, a Marc-Andre ter Stegen zadebiutował w lidze. Na Borussia Park mało kto myśli o powtórce tego scenariusza, a jeżeli zespół piłkarsko nie odżyje, będzie to na pewno emocjonujący sezon dla kibiców aktualnego jeszcze uczestnika Ligi Mistrzów.