Borussia Dortmund rozpocznie dziś kolejną odsłonę swoich zmagań w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie. Pierwszym rywalem podopiecznych Luciena Favre’a będzie hiszpańska FC Barcelona. Kibice dortmundzkiego zespołu mają nadzieję, że dzisiejsze spotkanie będzie początkiem pięknej historii. W ubiegłej kampanii drużyna z Signal Iduna Park udział w Lidze Mistrzów zakończyła już na samym początku fazy pucharowej, gdzie musiała uznać wyższość Tottenhamu Hotspur. I choć można tłumaczyć, że piłkarze z Zagłębia Ruhry odpadli z późniejszym finalistą rozgrywek, to ogół ich występu można uznać za lekko rozczarowujący. Teraz ambicje niemieckiego klubu są znacznie większe, jednak trudna grupa i perspektywa gry na nawet trzech frontach spędza sen z powiek jego sympatyków.
Na Signal Iduna Park pojawia się bardzo wiele pytań, na które odpowiedzi mają pojawić się na boisku. Drużyna Luciena Favre’a ma grać nie tylko ładnie, ale też skutecznie, a co najważniejsze, nieprzewidywalnie dla rywali. Czy tak rzeczywiście będzie?
Borussia Dortmund i demony przeszłości
Borussia Dortmund – głównym powodem obaw są jej demony przeszłości. Mają oni bowiem przed swoimi oczami sezon 2017/2018, kiedy Borussia nie wygrała żadnego spotkania w fazie grupowej Champions League. Ale od początku. Sierpniowe losowanie przydzieliło drużynę z Westfalii do bardzo trudnej grupy, gdzie czekały na nią Real Madryt, Totenham Hotspur oraz potencjalny outsider, Apoel Nikozja. To właśnie pomiędzy będącą w przebudowie Borussią a zespołem z Londynu miała się rozstrzygnąć kwestia drugiego miejsca i awansu do następnej fazy rozgrywek.
Wszak kilka miesięcy wcześniej szeregi niemieckiego klubu opuścił Thomas Tuchel, czyli jeden z najlepszych szkoleniowców BVB w ostatnich latach. Dalszy rozwój ekipie z Zagłębia Ruhry zapewnić miał Peter Bosz, obecny trener Bayeru Leverkusen. Holender na Signal Iduna Park wprowadził wiele zmian, stąd słowo przebudowa w poprzednim akapicie.
Pierwsze dwa mecze w tych elitarnych rozgrywkach dość szybko zweryfikowały ambicje Borussii. Jasne stało się, że jej graczom przyjdzie zadowolić się trzecim miejscem w grupie i grą na wiosnę w Lidze Europy. Taki stan rzeczy miały zapewnić pewne zwycięstwa ze znacznie słabszym rywalem z Cypru. To również nie okazało się takie proste, bowiem Apoel postawił twarde warunki i pozwolił niemieckiemu przeciwnikowi zaledwie na dwa podziały punktów. Dla kibiców z Dortmundu było to ogromne rozczarowanie, które zostało pogłębione w fazie pucharowej Ligi Europy, gdzie dortmundczycy dość szybko zakończyli swoją przygodę. Katem niemieckiej drużyny został Red Bull Salzburg.











