Dzisiejszy mecz był znakomitą okazją dla obu ekip do przełamania się. Cracovia jako jedyna drużyna w ekstraklasie miała na koncie do tej pory raptem dwa punkty po sześciu spotkaniach. Zwycięstwo u siebie z mistrzem Polski z pewnością wpłynęłoby pozytywnie na morale podopiecznych Michała Probierza. Legioniści z kolei pragnęli zapomnieć o blamażu u siebie sprzed tygodnia z Wisłą Płock.
Pierwsza połowa? Nuda!
Ricardo Sa Pinto zaskoczył już ponad godzinę przed meczem, nie wystawiając od pierwszej minuty Arkadiusza Malarza oraz Michała Kucharczyka – dwa talizmany warszawskiego klubu. Zaskoczył również, ustawiając na prawej stronie sprowadzonego z Lechii Gdańsk Pawła Stolarskiego. Na środku obrony natomiast zagrał od samego początku będący dzisiaj kapitanem Artur Jędrzejczyk.
Michał Probierz, który mecz oglądał z trybun, również postanowił dać szansę nowemu nabytkowi „Pasów” wystąpić od pierwszej minuty. Mowa tutaj rzecz jasna o Januszu Golu, byłym piłkarzu Legii Warszawa sprowadzonym z rosyjskiego Amkaru Perm. Zaskoczył również tym, że w wyjściowej jedenastce znalazło się tylko trzech Polaków.
Od początku spotkania Legia zmuszona była grać w osłabieniu, gdyż w 12. minucie czerwony kartonik obejrzał Michał Pazdan. Owa sytuacja poskutkowała minutę później pierwszą zmianą w Legii. Sa Pinto postanowił zdjąć z boiska Jose Kante, którego zastąpił Mateusz Wieteska. Oczywiście zmiana ta była konieczna, gdyż wówczas legioniści nie musieli grać trójką w obronie, w zasadzie bez nominalnego środkowego obrońcy, Artura Jędrzejczyka.
Jednakże Cracovia nie dawała większych oznak gry w przewadze. Przynajmniej w pierwszej połowie, w której przede wszystkim rzucała się w oczy nieskuteczność piłkarzy z Krakowa. Nieskuteczność ta przejawiała się przede wszystkim w niedokładności podań. Wyróżnić należy tutaj Dytyateva, który ilekroć grał długą piłkę do przodu, robił to niecelnie. Nie tylko zresztą Ukrainiec nie grzeszył skutecznością podań w szeregach Cracovii.











