Malaga bezbramkowo zremisowała z Atletico w najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu 18. kolejki Primera Division. Spotkanie tylko z nazwy można było określić hitem, bo mecz bardzo rozczarował kibiców obydwu drużyn, a piłkarze stworzyli nieprzystające do ich umiejętności nudne widowisko.
Spotkanie na La Rosaleda było bez wątpienia hitem tej kolejki. Gospodarze musieli ten mecz wygrać, głównie za sprawą fatalnego bilansu – Malaga w czterech ostatnich spotkaniach poniosła trzy porażki i tylko raz zremisowała z Osasuną, a taki bilans nie przystoi ekipie, która ma aspiracje do gry w Lidze Mistrzów. Z kolei ekipa „Los Rojiblancos” liczyła na efekt nowej miotły, czyli korzystny początek trenerskiej kariery Diego Simeone z Atletico. Wiadomo już, że z klubu odejdzie Jose Antonio Reyes, który wróci do Sevilli, a to z pewnością nie najlepiej wpłynęło na atmosferę w szatni. Atletico miało tylko odrobinę lepszy bilans ostatnich ligowych spotkań od Malagi – na cztery ostatnie spotkania przegrało trzy i tylko raz wygrało, ze słabym Rayo. Dlatego patrząc na sytuację obydwu drużyn, obie liczyły na komplet punktów.
Mimo miana hitu kolejki spotkanie nie przyniosło spodziewanych emocji. Pierwsza klarowna sytuacja miała miejsce dopiero w 17. minucie, kiedy to po strzale głową Rondona kapitalną interwencją popisał się Courtois. Belg, mimo iż niemal na pewno wróci po tym sezonie do londyńskiej Chelsea, na stałe wygryzł już ze składu Sergio Asenjo i nikt już chyba nie pamięta o De Gei. Bardzo widoczny w ekipie gospodarzy był brak kontuzjowanego Joaquina, jednak bardzo aktywny był zastępujący go Buonanotte, a także Toulalan, który indywidualnymi akcjami próbował szarpać defensywę podopiecznych „El Cholo”. W pierwszej połowie naprawdę groźnych akcji było jak na lekarstwo i mimo iż piłka kursowała od jednego pola karnego do drugiego, to nic tak naprawdę z tego nie wynikało.
Atletico swoją najgroźniejszą akcję w pierwszej połowie miało w 30. minucie, kiedy to po strzale Diego zza pola karnego piłka trafiła w jednego z obrońców i po rykoszecie trafiła w poprzeczkę. Obie ekipy przez kolejne minuty grały bardzo agresywnie, widać było, że zależy im na zwycięstwie w tym spotkaniu, ale za bardzo bały się postawić wszystko na ofensywę. Optycznie lepszą drużyną wydawała się Malaga, ale do przerwy utrzymał się sprawiedliwy bezbramkowy remis.
Już na początku drugiej połowy kibice zobaczyli gola, ale sędzia słusznie nie uznał bramki, odgwizdując faul Falcao na wychodzącym bramkarzu. Atletico miało kolejną doskonałą szansę w 71. minucie, kiedy po rzucie rożnym i uderzeniu głową Godina piłkę z linii końcowej wybił Cazorla, ratując swój zespół przed stratą gola. Kolejne minuty to był jednak popis indolencji obydwu drużyn, gdyż żadna z nie była w stanie choćby oddać strzału na bramkę rywala. Bezbarwny był Falcao, zupełnie niewidoczni byli Rondon i van Nistelrooy, a gra skupiła się przede wszystkim w środku boiska i polegała w większości na długich podaniach do napastników, którzy, osamotnieni w ataku, nie byli w stanie nic zrobić. Atletico miało doskonałą sytuację w 86. minucie, kiedy to po kombinacyjnej akcji strzał Diego zza pola karnego o centymetry minął słupek.










