Skończyła się znakomita passa „Los Boquerones”. Podopieczni Manuela Pellegriniego przegrali na własnym terenie z Realem Betis 0:2. Gole dla przyjezdnych strzelali Ruben Castro i „Chechu” Dorado.

Początek pojedynku wyraźnie pokazał, kogo należy uznać za faworyta spotkania. Piłkarze Malagi od pierwszych minut zapanowali nad meczem i nie mieli zamiaru tego panowania gościom oddawać. Znakomicie grał zwłaszcza Isco, który z tygodnia na tydzień prezentuje coraz wyższą formę. Betis starał się atakować skrzydłami, zwłaszcza lewym, licząc na nieudolność prawego obrońcy gospodarzy, Jesusa Gameza. Niedoczekanie, Hiszpan rozgrywał jeden z lepszych meczów w sezonie i był nie do przejścia. Malaga starała się grać swoją piłkę – wymieniała masę podań, usypiała rywala i spokojnie czekała na odpowiedni moment do nagłego zrywu. W 16. minucie przyszedł właśnie taki zryw. Kilka szybszych klepek i Cazorla znalazł się sam na sam z Fabricio. Asturyjczyk uderzył piłkę bardzo nieczysto, czym wyraźnie ułatwił zadanie formacji obronnej rywala. Kwadrans później okazję miał Rondon. Wenezuelczykowi piłkę z głowy zdjął Dorado, tym samym ratując swoją drużynę przed pewną stratą bramki. Fani zgromadzeni na La Rosaleda czuli, że gol wisi w powietrzu.
I mieli nosa. Faktycznie bramka padła. Tylko że strzelili ją goście, a dokładnie Ruben Castro. Napastnik, w którym niektórzy widzą kandydata do gry w „La Seleccion”, ładnym uderzeniem głową wykończył doskonałą wrzutkę niezawodnego Benata. Była 39. minuta, a rozbita Malaga marzyła już tylko o zejściu do szatni, odsapnięciu i uporządkowaniu myśli. Betis jednak nie miał zamiaru zwalniać. Już w doliczonym czasie gry bramkę na 0:2 strzelił znakomicie prezentujący się w defensywie „Chechu” Dorado. Z kronikarskiego obowiązku trzeba przyznać, że obrona „Los Boquerones” nie mogła zachować się gorzej. Szejk Al-Thani chyba będzie musiał sypnąć groszem, by załatać te dziury.

Nie wiemy, o czym trener Pellegrini rozmawiał ze swoimi podopiecznymi, ale należy przypuszczać, że nie powiedział im – być może sam tego nie wiedział – że w całej historii Malagi tylko raz zdarzyło się, żeby drużyna odrobiła po przerwie dwubramkową stratę. Gdyby gospodarze o tym wiedzieli, nie byliby pewnie tak zmotywowani. Chilijski trener już na samym początku drugiej połowy dokonał pierwszej zmiany – zdjął beznadziejnego Eliseu i wpuścił będącego ostatnio w lekkiej odstawce Dudę. Portugalczyk szybko pokazał, że postawienie na niego było dobrym pomysłem. W 50. minucie jego strzał z wielkim trudem wybronił Fabricio. Chwilę później, zapewne czując, że trzeba bronić wyniku, Pepe Mel dał odpocząć Benatowi i posłał do boju defensywnie usposobionego Irineya. Zmiana w środku pomocy niczego nie zmieniła. Duda ciągle szalał, w 55. minucie znów groźne uderzał, znów zabrakło niewiele. Betis coraz bardziej się cofał. Niecelny strzał Irineya z 60. minuty był bodaj jedyną w miarę niezłą okazją przyjezdnych.











