Wybitny, solidny, nijaki. W tej oto kolejności można opisać trzy ostatnie sezony w wykonaniu Bernardo Silvy. Dwa lata temu wszedł w buty kontuzjowanego Kevina De Bruyne i znacznie przyczynił się do tytułu mistrzowskiego dla Manchesteru City. Ubiegłą kampanię Portugalczyk może zaliczyć do udanych, jednak bardziej bywał w niej postacią drugoplanową. W obecnym zaś sezonie 26-latek jest cieniem własnego siebie. Regres formy pomocnika „The Citizens” jest coraz bardziej widoczny, a sam zawodnik sprawia wrażenie zagubionego.
W sezonie 2018/2019 śmiało moglibyśmy wymieniać Bernardo Silvę wśród dziesięciu najlepszych piłkarzy świata. Za dokonania w poprzedniej kampanii Premier League Portugalczyk znalazłby się na liście dziesięciu najlepszych ofensywnych pomocników w lidze. W obecnej kampanii… no właśnie. TOP 10 zawodników w Manchesterze City? Wydaje się, że z formą, jaką prezentuje 26-latek, nie byłby w stanie załapać się nawet do powyższego rankingu. Zmierzam jednak do tego, że regres Bernardo Silvy nie jest aż tak gwałtowny, jakby mogło się wydawać. Portugalczyk powoli gasnął, lecz czy możemy powiedzieć, że już kompletnie się wypalił?
Liczby nie kłamią
W sezonie 2018/2019 Bernardo Silva wszedł w buty kontuzjowanego Kevina De Bruyne. W dużej mierze to właśnie na nim spoczywała odpowiedzialność w kreacji. Jakie były tego efekty? Przyjrzyjmy się liczbom.
Portugalczyk wykreował aż 71 okazji do zdobycia bramki. Bez większych kontrowersji mogę pokusić się o stwierdzenie, że 26-latek był piłkarzem, który znacznie przybliżył Manchester City do mistrzostwa. Kolejny sezon Bernardo również mógł zaliczyć do udanych. Co prawda stworzył o 20 mniej szans w stosunku do ubiegłej kampanii, jednak mimo to był w stanie wyśrubować liczby na naprawdę przyzwoitym poziomie (sześć goli i siedem asyst w samej lidze).
Jakie były zatem największe atuty Bernardo Silvy? Niewątpliwie kreatywność i nieprzewidywalność. Nie bez przyczyny napisałem BYŁY. Jak spojrzymy na liczby z obecnego sezonu, możemy się zastanawiać, czy Portugalczyk w ogóle wyszedł na boisko. Nie chodzi mi tutaj nawet o liczbę strzelonych goli czy asyst (bo tych 26-latek nie ma w ogóle). Zatrważająca jest statystyka wykreowanych sytuacji. W trakcie 374 minut spędzonych na placu gry Bernardo zdołał stworzyć tylko jedną szansę dla swoich kolegów z zespołu (było to dokładnie w zremisowanym 1:1 meczu z Leeds United).












