Ileż to razy w historii Premier League zdarzało się, że nowo sprowadzeni zawodnicy nie spełniali pokładanych w nich nadziei. Odkąd ceny na rynku transferowym weszły na absurdalny wręcz poziom, takie przypadki zdarzają się coraz częściej. W największym stopniu dotyczy to oczywiście napastników, ponieważ oni są na tym rynku najdrożsi i najłatwiej ocenić ich na podstawie liczb.
Oto kilka takich przykładów z ostatnich lat.
Belgijski olbrzym
Chyba pierwszym zawodnikiem, który w tym przypadku przychodzi na myśl, jest ten, którego nazwisko znajduje się w tytule. Mowa oczywiście o Christianie Benteke Liolo – urodzonym w 1990 roku w Kinszasie w dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga, zawodniku londyńskiego Crystal Palace. Piłkarz ten pomimo afrykańskiego pochodzenia gra dla reprezentacji kraju, do którego emigrował wraz z rodzicami jako dziecko, czyli Belgii. Dlaczego akurat ten napastnik pierwszy przychodzi na myśl? Dlatego, że w aktualnym sezonie Premier League, w przeciwieństwie do kolejnych zawodników wspomnianych w tym artykule, nadal nie strzela bramek, mimo że nie odnosi poważniejszych urazów.
Jego statystyki w tym sezonie porażają – zaledwie dwie strzelone bramki w 26 rozegranych meczach w lidze. Nie ma
w tym sezonie meczu z jego udziałem, w którym spektakularnie nie zmarnowałby jakiejś sytuacji bramkowej. Jedynym powodem, dla którego gra praktycznie w każdym meczu, jest brak jakiejkolwiek konkurencji w zespole, przez co menedżer „Orłów”, Roy Hodgson, jest skazany na jego usługi. Fatalna gra Belga uderza tym bardziej, że jest to zawodnik kupiony za ponad 30 milionów euro. Co ciekawe, nie jest to najwyższa kwota, jaka została za niego zapłacona. Benteke przybył do Londynu z Liverpoolu, który trzy lata temu zapłacił za niego Aston Villi absurdalne 46,5 miliona europejskiej waluty. Podczas pobytu na Anfield zawodnik zdobył zaledwie 10 bramek w 42 występach, co jak na zawodnika kupionego za takie pieniądze jest fatalnym wynikiem. Z tego powodu został zresztą już po roku odprawiony z kwitkiem do zespołu z Selhurst Park.
Jakaż radość musiała panować w klubie, kiedy dowiedziano się, że uda się znaleźć kogoś, kto będzie gotowy zapłacić, aż 30 milionów za tego zawodnika. Myślę, że włodarze Liverpoolu nie spodziewali się po pierwszym i zarazem ostatnim sezonie Benteke, że uda się odzyskać chociaż połowę zapłaconej kwoty. A jednak. Nie wiadomo, dlaczego forma tego piłkarza tak dramatycznie spadła. W swoim ostatnim sezonie w Aston Villi strzelił 13 bramek w lidze i zapowiadał się na pewno na bardzo dobrego napastnika. Imponował przede wszystkim grą w powietrzu. W tym aspekcie gry nie miał sobie równych w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii.
Nie wydaje się, aby wart był takich pieniędzy, jakie zapłacili za niego wtedy „The Reds”, ale na pewno można było sądzić, że będzie to duże wzmocnienie. Być może nie potrafił udźwignąć presji, jaka spadła na niego po transferze, przez co się zablokował i nie potrafi sobie z tym poradzić do dziś. Ten przypadek dziwi, tym bardziej że nie jest to pierwsza taka nietrafiona inwestycja w „dziewiątkę” w Liverpoolu.











